8 kwietnia, 2014 – Caviahue – Copahue – Zapala – Cutral Co

Caviahue – Copahue

Pierwsza wiadomość z rana – drogi do Neuquen zamknięte. Chciałem najpierw zobaczyć wulkan Copahue, w pobliżu miejscowości o tej samej nazwie, gdzie jest ulokowane jedno z najważniejszych uzdrowisk termalnych na świecie. Z Caviahue prowadzi tam droga 26, potem wjeżdża się w ripio nr 27, by po 19 km znaleźć się przy wulkanicznych termach.

126o copahue-mapa

Mapka z Internetu

Miasteczko zrazu było zasnute na szaro.

126s

Z okna pokoju obserwowałem jezioro i wzgórza,

126o

odsłaniające się kurtyny chmur.

126r

.126p

Przed hotelem kręciło się stado mew.

126q

Pojawił się gaucho pędzący krowę na okoliczne pastwisko.

126t

Kiedy poszliśmy do małego centrum Caviahue pogoda zaczęła się powoli poprawiać.

126u po sniadaniu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyjęliśmy pieniądze z banku, przeszliśmy zadaszoną galerią wzdłuż sklepów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W jednym z nich mieści się księgarnia i na centralnym miejscu wystawy spoczywała książka o historii Patagonii, jej mitach i legendach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wokół faktów narastają wyobrażenia dodatkowe, podsunięte przez zaskoczenie, zachwyt lub niewytłumaczalność. Najpiękniejsze jest poszukiwanie małego ziarnka prawdy wokół którego mit lub legenda narosły. Owe ziarnko ma to do siebie, że jest dalej żywe, że w zaskakujący sposób przedłuża trwanie mitu.

Wróciliśmy do hotelu aby się spakować. Widok był już przejrzysty,

127a

przede wszystkim na rozległy, kolorowy dywan na jednym ze stoków.

127

Wulkan ginął w chmurach

127b

127c

i nic nie wskazywało na to, że niepełne dwa lata temu unosił się nad nim groźny pióropusz dymu, a okolica pokryła się czarnym pyłem i odłamkami.

127d copahue-volcano

Z Internetu

Na stoku wulkanu, wspomniany w zapisku z 7 kwietnia, pułkownik Balda, utworzył poprzez firmę Parque Caviahue SA, narciarski ośrodek z 13 zjazdami i 9 wyciągami krzesełkowymi.

127e caviahue osrodek narciarski

Z Internetu

Przed południem znaleźliśmy się na trasie, objeżdżając wpierw kawałek północnego brzegu jeziora.

127e1

127e2

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy skręciliśmy wprost na zachód, we wznoszącą się drogę nr 27, gwałtownie zmieniała się pogoda i wygląd krajobrazu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Seweryn wskazał na odczyt temperatury – były trzy stopnie.

127h

Zaczęły się płaty śniegu i skalne rumowisko.

127j

Wiatr dął porywami od przodu. W tej zimnej pustce nagle pokazała się, nie wiadomo skąd, krowa a za nią cielak, który spłoszony autem ruszył galopem.

127i

Daleko we mgłach jawił się zarys brzegu wielkiego krateru. Gdy skręciliśmy na północ, prawie cały się odsłonił.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mieliśmy wrażenie, że jedziemy brzegiem dawnego krateru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Obecny wulkan, składający się z dziewięciu różnej wielkości kraterów, tworzy kalderę wewnątrz starej, ogromnej kaldery o rozpiętości 20 na 15 kilometrów. Wewnątrz kaldery leży siarkowe jezioro z unoszącymi się oparami. Wulkan jest bardzo aktywny, bo poza wybuchem w 2012, następny miał miejsce w 2013 i w dwa miesiące po naszej wizycie, w lipcu 2014. Za każdym razem ewakuowano około dwóch tysięcy osób.

Droga zaczęła przypominać błotnistą maź i do auta wdarł się ostry zapach siarkowodoru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mżył deszcz ze śniegiem, czasem chlastając po szybach, mgła zgęstniała i wulkany zniknęły. Przy drodze szereg tablic z ostrzeżeniami i objaśnieniami – teren niestabilny,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

wysokie temperatury.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Grafika śniegu, popiołu i czarnego pumeksu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po prawej parujące gorące źródła o temperaturze do 80 stopni Celsjusza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Copahue

Najpierw pojawiła się nazwa miejscowości,

127r

dalej brama wjazdowa

127t

z majaczącą panoramą krainy piekieł,

127s

obramowanych czarnymi, poszarpanymi stokami, przysypanych zwałami mokrego śniegu, z wyjącym wiatrem, krainy zimne i pełne unoszących się oparów oraz dusznych, mdlących zapachów.

127u

W głębi, za węgłem domu, schroniły się przed wiatrem dwa konie.

127w

Ośrodek zdrowotnych kąpieli geotermalnych, jednych z najlepszych na świecie, ma wspaniałe właściwości lecznicze, na które składają się zmineralizowane wody, opary, błoto i specjalnego rodzaju wodorosty.

127z

Miejscowość otwarta jest jedynie w czasie sezonu (od listopada do maja), nie ma stałych mieszkańców, poza posterunkiem policji i personelem sanatorium. W zimie zdarza się, że wszystko pokrywa parometrowa warstwa śniegu.

127x

Nie mieliśmy najmniejszej ochoty by wytknąć nosy na zewnątrz. Świat oglądaliśmy zza szyb i w lekko ogrzanym aucie spędziliśmy paręnaście minut, krążąc po zasypanych ulicach.

127y

Jacyś ludzie odgarniali śnieg z chodników,

128a

z basenów unosiły się gęste opary.

128

128b

W pewnym momencie pojawiła się urodziwa niewiasta, w średnim wieku, zawinięta w biały, frotowy szlafrok, spod którego wychodziły gołe nogi w kapciach. Była, w tej zimowej zawiei, jakimś nierealnym, prawie wstrząsającym zjawiskiem. Obaj z Sewerynem, wpatrzyliśmy się w nią z nieukrywanym zdumieniem. Pani to spostrzegła, zmieszała się, potem zrobiła gniewną minę typu, „no co się tak gapicie” i szybko pomaszerowała dalej.

Zrobiliśmy jeszcze jedną rundę

128c

i przez tę samą bramę opuściliśmy Copahue. Lecznicze właściwości tego miejsca były od setek lat znane Indianom. Najpierw utworzono narodowy rezerwat – w 1937 roku, później, w 1988 powołano specjalną organizację – Neuquen Gorące Źródła. Obecnie Copahue jest sponsorowane przez WHO i medyczny personel zajmuje się gośćmi z całego świata, przyciągniętymi atrakcjami tego miejsca. 

128d caviahue

Plany z Internetu

Copahue – Caviahue – Zapala

Cały odcinek górny znów był pogrążony w zimnie i deszczu ze śniegiem.

128h

128j

Momentami wjeżdżało się w puste niebo.

128g

Pojawiły się inne auta, od których należało się trzymać z daleka, ze względu na rozmazane błoto.

128i

Znów na zewnątrz były trzy stopnie,

128k

zjechaliśmy ku jezioru i wtedy wyjrzało słońce.

128m

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Minęliśmy przy drodze nowy hotel „Archimedes” (czyżby greckiego pochodzenia właściciel?),

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

potem nasz i wpadliśmy na starą trasę prowadzącą do Las Lajas. Już za Caviahue temperatura wzrosła do plus 14.

Krajobraz pysznił się w słońcu swą jesienną krasą.

128q

Stoki w pełnej palecie barw – żółcie, fiolety, czerwienie, brązy poprzetykane ciemnozieloną araukarią i ciemnymi skałami.

128p

128r

128s

Nad nimi Andy ze śnieżnymi smugami i spłachciami.

128t

Nagle bardzo niskie, gęste chmury spowijające szczyty wzgórz.

128u

128w

Przy lepszej widoczności można było zauważyć niesamowite kształty skał przypominające jakieś stwory.

129

Niedaleko szosy domy Mapuczów z pasącymi się końmi.

128y

Na pochyłych stokach stada kóz i owiec.

128z

Z daleka ukazała się skała z wykrzywioną szyderczo gębą,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

pod nią kapliczka św. Sebastiana, z modlitwą na białej planszy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przed dojazdem do Las Lajas krajobraz zrobił się pastelowy i łagodniejszy, temperatura wzrosła do plus 17.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

129d

W pewnym miejscu natrafiliśmy, w dość sporej odległości od szosy, na czerwonawopiaskowy skalny mur, ciągnący się na przestrzeni paruset metrów.

129e

Przypominał miejscami ruiny muru Hadriana w Szkocji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Około drugiej po południu minęliśmy w dole szosy zabudowania Las Lajas

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i gnaliśmy dalej, aby zdążyć obejrzeć w telewizji rewanż Borusssi z Realem. 

Wjechaliśmy na przedgórza pampy i geologia totalnie się rozhulała.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dawne warstwy morza, gdzie znajduje się szkielety dinozaurów,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

gruzowiska, na których wielkie głazy nawieszają się nad drogą grożąc spadkiem i pociągnięciem za sobą skalnej lawiny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Natknęliśmy się na parę takich miejsc, ledwo co uprzątniętych, z porozrzucanymi odłamkami na jezdni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bardzo stare bomby wulkaniczne wyłażące z zerodowanego podłoża piaskowca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fragmenty zniszczonych łęków i siodeł sfałdowanych warstw osadowych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niektóre stojące dęba lub poprzewracane, czasem ciosy wielkich, pionowych kolumn.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Koło wpół do trzeciej otworzyła się rozległa panorama pampy pokryta wzgórzami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

129o

Rzeki często były jeszcze rozlane.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przekroczenie kolejnego wzniesienia i nagle, daleko na horyzoncie, ukazał się inny rodzaj skał – ludzkie blokowiska.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cóż za kontrast wjazdu z rozległej przestrzeni w ciasnawą zabudowę miasta. Z początku byliśmy porażeni brzydotą Zapali.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Założona w 1913 roku prawa miejskie uzyskała w 35 lat później. Miasto rozdzielone jest na dwie połowy przez linię kolejową Ferrosur Roca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolej, wybudowana pod koniec XIX wieku, przez brytyjską spółkę Buenos Aires Great Southern Railway, dotarła do Zapala w roku 1902 i miała biec dalej, przez Andy do Chile. W latach 20-tych pomysł zarzucono, powracając doń na krótko w roku 2006. Za czasów Perona linie znacjonalizowano i nazwano imieniem byłego prezydenta – Ferrocaril General Roca. W 1993 roku została sprywatyzowana. Jedna część miasta jest strefą przemysłową ze starymi budynkami, druga strefą mieszkalną z nową zabudową.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z powodu klimatu miasto sprawia wrażenie wysuszonego i opuszczonego. Drzewa zakurzone, pylaste ulice, nieliczni przechodnie. Przyczyniają się do tego półpustynne powietrze i wielka ilość porywistych wiatrów, czasem przekraczających 100 km/godz. Zima jest bardzo ostra, lata upalne. Mieszka tutaj obecnie 32 tysiące ludzi i Zapala stanowi główny punkt tranzytowy pomiędzy pampą a Andami. W odległości 30 km jest park narodowy Laguna Blanca, gdzie na wielkich bagnach są liczne stanowiska lęgowe ptaków, w tym czarnego łabędzia. Najważniejszym obiektem przemysłowym jest wielka cementownia. Zwiększający się ruch turystyczny doprowadził do wzrostu liczby miejsc noclegowych i usług gastronomicznych. I za tą usługą zaczęliśmy się rozglądać, koniecznie z telewizorem. Krążyliśmy paręnaście minut, znów plątanina jednokierunkowych ulic, w końcu jakaś cichsza uliczka z narożną restauracją.

Restauracja miała ładne wnętrze, z dużym telewizorem pod sufitem. Usadowiliśmy się naprzeciw, kelner mówił poprawnie po angielsku, podano nam obfity i dobry obiad, tym razem z europejskim piwem – Stella Artoise. Pełnia szczęścia, włącznie z bardzo dobrym meczem, który Borussia wygrała, lecz wynik 2:0 nie wystarczył aby przejść do półfinału i Real triumfował. Ponieważ z Sewerynem nieźle się emocjonowaliśmy, siedząca niedaleko młodzież zapytała nas czy jesteśmy Niemcami. Obecność Lewandowskiego wyjaśniła wszystko, ale większość knajpy była za Hiszpanami.

Zapala – Cutral Co

Nasz Nisssanek był bardzo zakurzony.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Postanowliliśmy umyć go w Neuquen, do którego mieliśmy tylko 185 km asfaltowej drogi nr 22, niemal wprost na wschód. Lecz znów zaplątaliśmy się na wyjeździe z miasta, coś mi nie pasowało z mapą. Szukaliśmy stacji benzynowej, bo mieliśmy już mało paliwa. Na pierwszej stacji nie mieli benzyny. Pojechaliśmy dalej i po paru kilometrach zorientowaliśmy się, że jedziemy w kierunku, skąd dwie godziny temu przybyliśmy. Nawrotka, przez tory i dzielnicą mieszkalną i znów nie to. Trzeci raz objechaliśmy to samo rondo, przez tory ponownie, nawrotka już w małej panice, bo nadto wisiał nad nami upływający czas i kończąca się benzyna. Z tego wszystkiego Seweryn nie zauważył wyjątkowo wysokiego krawężnika, uderzenie, huk, zakląłem i wsiadłem na niego. Na szczęście impet poszedł pod zderzak i nie było żadnego uszkodzenia. Czwarte objechanie ronda (istny horror!!) i znów źle. Poprosiłem Seweryna by się zatrzymał. Dla niego oddech, dla mnie uważne studiowanie mapy i numerów dróg. Doszedłem do wniosku, że jednak jechaliśmy dobrze za drugim razem i Seweryn miał rację. Dla pewności zapytaliśmy jeszcze raz na następnej stacji benzynowej, gdzie była niesamowita kolejka i mieli tylko diesel. „Co jest – pomyślałem – strajk? braki?” Okazało się, że w wielu miejscach nie ma benzyny, nie dowieźli, bo drogi zamknięte. Polecono nam następną stację, akurat na naszym kierunku jazdy. Zmyliła nas poczwórna droga – obok głównej biegły dwie dodatkowe i na żadnej z nich nie było oznakowań.

Na szczęście w stacji na przedmieściach benzyna była, choć staliśmy niemal 40 minut w długiej kolejce. Po zatankowaniu, już na wyjeździe z miasta, zatrzymaliśmy się na znak jakiegoś człowieka. Chciał dojechać do Cutral Co, przeto odrazu wsadziliśmy go na tylne siedzenie. Hector okazał się policjantem wracającym z wyjazdu służbowego do domu. Rozmawialiśmy mieszaniną angielsko-hiszpańską, głównie o sytuacji w regionie. Ewakuowano tysiące ludzi, zniszczenia były znaczne, drogi koło Neuquen pozalewane. „Być może już wieczorem otworzą chociaż jedną” – stwierdził.

W Seweryna niespodziewanie wstąpił duch bojowy i zaczął gnać jak opętany. Jechał 120, a czasami 140 km/godz i na moje uwagi, by nie szalał, odpowiadał z niezmąconym spokojem „przecież jedzie z nami policjant i nie protestuje”. Koło 19-tej dojechaliśmy do rogatek Cutral Co, policjant grzecznie podziękował i wskazał nam dalszą drogę. Dalsza droga okazała się niezmiernie krótka. Szlaban i stojący policjanci. Nie ma mowy aby jechać do Neuqen, wszystkie drogi zamknięte do odwołania. Być może jutro będą otwarte, choć quien sabe…

Zawróciliśmy do miasta. W pewnym miejscu, aż nas przestraszył wielki posąg Chrystusa pochylony ku jezdni i podświetlony od dołu.

129y

Na nosa przedzieraliśmy się przez nieznane ulice. Postanowiliśmy trzymać się głównej i przy niej znaleźć hotel. Seweryn zaczął znów marudzić na temat cabañi, ale widząc moją minę, zamilkł. Nagle zauważyłem duży neon – Hotel „Tortorici”. Wysiadłem by zapytać na portierni o miejsca. Hotel wyglądał bardzo przyzwoicie. Ze względu na Seweryna poprosiłem o pokój na pierwszym piętrze, bowiem na parterze była recepcja, wielka jadalnia i bar oraz sala do bilarda i mała oranżeria, gdzie pogodnie świergoliły trzy kolorowe papużki. Zaparkowaliśmy w wewnętrznym, ciasnym podwórku hotelu i poszliśmy do naszego pokoju. Po 20 minutach mieliśmy dość. Nie dość, że cały czas po głównej ulicy jeździły samochody i często trąbiły, to pod oknem był neon retauracji, który nieustannie buczał i świecił trzema, zmiennymi kolorami. Każda zmiana zaczynała się głośnym trzaskiem, potem przenikliwym buczeniem. Zszedłem na dół i z miłym, młodym recepcjonistą, mówiącym dobrą angielszczyzną, szybko dokonaliśmy zamiany na drugie piętro i nie od strony ulicy. Nowe lokum było ciche, lekko chłodne przez co wiedzieliśmy, że będzie się dobrze spało.

Ostatnim problemem tego dnia była nieszczęsna, dalej śmierdząca kosmetyczka Seweryna. Musiał wystawić ją na noc, na korytarz. Zamówiłem sobie lampkę wina i zasiadłem przed telewizorem wysłuchując wiadomości lokalnych (może jutro jedną drogę otworzą, woda w Neuquen wolno opada, pola są zalane, spore zniszczenia w innych, północnych prowincjach) i ze świata. I jak przewidywałem zagarnięcie Krymu było dopiero początkiem. Teraz wyszarpują wschodnie terytoria Ukrainy, tworząc jakieś republiki ludowe – Doniecką i Ługańską. No to mamy nowego podpalacza regionalnego w Europie. Najbardziej mnie rozbawiło, potem zezłościło, rosyjskie ostrzeżenie Ukrainy przed wojną domową. Co za bezczelny cynizm.