7 – 11 lutego, 2014 – Buenos Aires AMALGAMAT

Rano obudziła mnie rzęsista ulewa. Zszedłem z antresoli i odchyliłem zasłonę. Po spadzistej ulicy Bolivar szorowała rzeka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Deszcz chlastał ulice i bębnił po dachach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przemknęliśmy na późne śniadanie. Na zewnątrz ciepło i póki co żadnego ochłodzenia. Dwie kawy, jedna za drugą. Po powrocie do pokoju obróbka zdjęć z Iguazu i uzupełnianie notatek. Na komputerze podłączonym do polskiego programu TV, oglądamy otwarcie Olimpiady w Soczi. Skrót historii Rosji, lecz z założonymi z góry (z „Góry”) dziurami pamięci. Stalinizm jak nieznaczny cień, ZSRR jako całkiem sympatyczny okres…

Nieumiejętność rozliczenia się ze sobą. Przekonanie o słuszności czynów, tym bardziej, że podejmowanych w imię idei. Ideą – według nich – da się wszystko usprawiedliwić i wszystko zasłonić. Taki jest nasz współczesny świat w wielu miejscach, nie tylko w Rosji. Włącznie z trudnościami rozliczenia się za przeszłość i skłonnością do mdławego jej poetyzowania – och, byliśmy młodzi, nie było tak źle, sytuacja tego wymagała, itp., itd. Taka to ludzka skłonność i trudność złapania odpowiedniej równowagi – by przyznać się, zapamiętać, przebaczyć, otrząsnąć się i żyć w miarę pogodnie. I godnie.

(…) tu w powietrzu tumani się jeszcze od haseł, nazwisk, idei, polityk, ideologii, interesów, zupełnie jakby to mgła była; ale oto powoli mgła opada i obnaża się kontur nieustępliwy prawdziwego życia. I dzieje się to samo przez się, dlatego jedynie, że wyczerpała się forsa, forsa, forsa, to niezawodne narzędzie iluzji”.

                                       Witold Gombrowicz „Wędrówki po Argentynie” *

1. Miasto – pod względem wielkości druga, po Sao Paulo, metropolia w Ameryce Płd.– 13 milionów ludzi. Tu się nie śpi, żyje na okrągło. Niech dowodem będą zdjęcia nocnego Aires ze stacji kosmicznej.

4.buenos_aires nocturno

Z Internetu

Pajęcza sieć z nanizanymi innymi, o wiele mniejszymi miastami, za wyjątkiem Montevideo.

5.baires night

Z Internetu

W weekendy wychodzi się w piątek, około północy, do baru, restauracji czy klubu i siedzi tam do rana. Wczesne śniadanie w knajpie lub domu, a potem sen do późnego popołudnia. I sobotnio-niedzielna powtórka. Gdyś głodny, na przykład o pierwszej w nocy, masz do dyspozycji cały wachlarz restauracji. Przede wszystkim smakowita wołowina na grillu w parillach (parilla – wymawiają „pariża”), co kojarzy się z Paryżem, którego w smakach architektonicznych Buenos pod dostatkiem, tym bardziej, iż zwą go „Paryżem Ameryki”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

9

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podobnie jak tam zgrabne plomby z nawiązaniem do starych budynków.

11

Dodatkowo ingrediencje Barcelony,

12

13

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Madrytu

15

16

17

oraz Rzymu,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

19

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

czyli eklektyzm na całego. Kamienice w stylu Art-Deco, Art-Nouveau, Burbonów i kolonialnym, szerokie wysadzane platanami ulice i bulwary, bo miasto rozsiadło się nad wielkim lejem ujścia La Platy, po stronie zachodniej.

La Plata; Srebrna rzeka, nazywana także z angielska River Plate, przypomina swą rozległością św. Wawrzyńca w Kanadzie. Jednakże ujście La Platy jest o 30 km węższe (220 km szerokości) i ma odmienną kolorystykę. Plama jasno czekoladowej zawiesiny sięga do 180 km w głąb oceanu. Po drugiej stronie ujścia, w kierunku płd.-wschodnim, leży urugwajskie Montevideo, bardzo podobne w stylu życia i bycia do Buenos.

______

* wszystkie następne cytaty są również z książki „Wędrówki po Argentynie”

„ (…) Buenos Aires to śródmieście, najeżone wielopiętrowymi kolosami, zapchane samochodami, gdzie 40 wielkich kin wywala co chwila tłumy a bary automatycznie oślepiają girlandami świateł . (…) Najdłuższa ulica Buenos Aires, Rivadavia, jest podobno najdłuższą ulicą świata (…) ale Avenida Nuevo de Julio ma 150metrów szerokości i jest bodaj najszerszą ulicą świata”

2. Ulice tworzą prostokątne szachownice, które dzielą miasto na sektory zwane manzanas, chociaż coraz częściej używa się angielskiej nazwy blocks. Numery obejmują sektory po sto, od 0 do 100, od 100 do 200, itd., przez co nie ma zbytnich trudności z odnalezieniem adresu domu. Natomiast są czasem trudności z odnalezieniem nazwy ulic, a przejście po większości chodników (z wyjątkiem miejsc reprezentacyjnych, jak Avenida de Mayo, Avenida del Libertador czy Corrientes, lub wielki deptak – ulica Flores), przypomina lawirowanie po spękanych górkach i wądołach, urozmaiconych czasem gruzem lub workami śmieci przy rogach ulic.

21a. mapa_turistico_buenos_aires

Mapka z Internetu

Co do najdłuższej ulicy świata Gombro się mylił – najdłuższą jest w Buenos, lecz na świecie pierwsze miejsce do 1999 roku miał kanadyjski Yonge (oficjalnie ma dziś 86 km długości). Zaczynał się w Toronto, od jeziora Ontario prowadząc do północnego krańca, kończącego się na brzegu innego jeziora Simcoe, i miał 1869 kilometrów. Jest to wręcz maniakalna skłonność w wielu miejscach do chwalenia się czymś najdłuższym, największym, najobszerniejszym itp.,itd., co ma niby świadczyć o znaczeniu jakiegoś miejsca. Kompleksy nizszości kwitną dalej na całego.  Dlatego tak dobrze się trzyma księga rekordów Guinnessa. Teraz za najdłuższą drogę świata poczytuje się Autostradę Panamerykańską. Do Yonge zaliczano pomyłkowo i nałogowo Austostradę 11 i z uporem maniaka podtrzymywano to w Księdze Guinnessa do roku 1999. Rivadivia ma 37 kilometrów i pod nią mieści się aż 11 z 16 stacji linii metra „A”. Po Rivadivi prowadziła też pierwsza w mieście linia autobusowa, utworzona w 1928 roku. Był to zarazem początek końca trolejbusów. Lecz jeśli chodzi o szerokość, Aleja 9 Lipca (Avenida 9 de Julio) nie ma sobie równych na świecie.

22.Avenida_9_de_Julio

Z Internetu

W roku 2011, gdy znalazłem się na tej ulicy, zaniemówiłem. Przede mną poruszała się rzeka pojazdów na 18 pasach ruchu w obie strony, oddzielonych medianami. Dwie główne nitki po siedem pasów i dwie po bokach w równoległych ulicach, po dwa pasy każda. Ta motoryzacyjna rzeka opływała w dzikim pędzie, w centymetrowych odległościach między pojazdami, wielki Obelisk stojący na Palcu Republiki, na skrzyżowaniu z ulicą Corrientes.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przejście na druga stronę najszerszej na świecie ulicy odbywa się etapami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Teraz zlikwidowano środkową medianę, wprowadzając od lipca 2013 drogę szybkiego ruchu dla miejskich autobusów (Metrobus), co jest znakomitym rozwiązaniem. Trzykilometrowy korytarz łączy dwie wielkie stacje kolejowe – Retiro i Constitucion; korytarzem przemieszcza się średnio 250 tysięcy osób dziennie w ciągu 15 minut (dawniej przez przeszło pół godziny).

Nazwa krótkiej, bo tylko jednokilometrowej ulicy, nawiązuje do argentyńskiego Dnia Niepodległości z roku 1816.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odległość pomiędzy dwoma skrajnymi ulicami wynosi przeciętnie 110 metrów, co powoduje, że piesi w ciągu paru minut muszą przekroczyć trzy-cztery zielone światła.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ulica pierwotnie była zaplanowana w 1888 roku, lecz ruszono z jej budową dopiero w 1935 i ukończono w latach 60-tych XX wieku.

27.Avenida_9_de_Julio_(foto_aérea_inauguración)

Inauguracja ulicy 9 Lipca – zdjęcie z Internetu

Południową część, połączoną z płatną autostradą, sprokurowano w latach 80-tych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po tej samej stronie, z daleka widoczny jest budynek Ministerstwa Zdrowia z wielką sylwetką głowy Evity.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Hałas jest niemożebny – ruszające lub hamujące auta, dziesiątki klaksonów, głośna muzyka z aut i na chodnikach, zapełnionych dodatkowo setkami przechodniów i uwijających się pomiędzy nimi i autami różnych handlarzy, przecieraczy szyb i tym podobnych „biznesmenów”.

Obelisk jest 71.5 metrową iglicą stojącą na Placu Republiki, postawioną w 1936 roku dla upamiętnienia 400 rocznicy próby założenia miasta przez Hiszpanów. Zbudowała go niemiecka firma która ukończyła swe prace w rekordowym czasie 31 dni. Ma jedno wejście od zachodniej strony i poprzez 206 schodów można dojść na szczyt z czterema oknami.

30.

Zdjęcie z Internetu

W 1975 do obelisku przytwierdzono obracający się napis El silencio es salud (Milczenie jest zdrowiem), co z perspektywy wydarzeń, które nastąpiły za rok, gdy wojskowi obalili rząd Izabeli Peron, brzmiało jak złowieszcze proroctwo.

W 2006 roku gdy przypadała 30 rocznica La Noche de los Lápices (Nocy Ołówków), obelisk zamienił się w gigantyczny ołówek. We wrześniu 1976 roku zamaskowani mężczyźni powdzierali się do domów i uprowadzili dziesięcioro uczniów szkół średnich do miejsca odosobnienia, gdzie ich gwałcono, torturowano i zabijano. Z niewiadomych przyczyn ocalała czwórka, pozostała szóstka przepadła bez śladu. Ofiary tej zbrodni, tak jak i pozostałe dziesiątki tysięcy zabitych i zaginionych, są corocznie czczone 24 marca, w Dniu Pamięci o Prawdzie i Sprawiedliwości.

Od obelisku można dalej pójść ulicą Corrientes, pełną nocnego życia i artystów – „ulica która nigdy nie śpi”. Rozciąga się od cmentarza Chacarita na zachodzie do Puerto Madero na wschodzie, na przestrzeni niemal dziewięciu kilometrów. Zapełniona jest licznymi teatrami i tu zaczynał swą karierę najsłynniejszy śpiewak tang – Carlos Gardel, urodzony w pobliskim barrio Abasto. Na wielu domach widnieją specjalne tablice z tytułami najważniejszych i znaczących tang na przestrzeni lat. Pod numerem 1100 jest najlepszy sklep muzyczny miasta zwany Galeria del Obelisco.

Stąd można udać się na północ, by natrafić na najbardziej zatłoczony, najgłośniejszy i totalnie rozedrgany deptak miasta ( od 1971 roku) – ulicę Florida. W 1789 roku była pierwszą ulicą z chodnikami. Setki sklepów, ulicznych handlarzy, ścisk, tłok, rwetes. Żebracy, rozpaplane paniusie, młodzież ze słuchawkami na uszach. Czasami przemknie jakiś policjant. Eleganccy starsi panowie, uliczni grajkowie, urzędnicy z pobliskiego centrum finansowego, mnóstwo kobiet i turystów, bo to centrum zakupowe z rozległymi arkadami. U ulicznego młodego handlarza kupiłem piękną skórzaną bransoletkę. Wieczorem wlewa się tłum ulicznych artystów. Improwizowane teatry jednego aktora, śpiewacy tang i tancerze, dziesiątki barów, kawiarni i restauracji. Bez trudności zauważysz tu trzy obecne pasje ludzkości – zakupy, jedzenie i dziobanie po telefonach. Potem się dowiedziałem, że to miejsce w którym wypada się pokazać chociaż raz dziennie. Jak na sopockim Monciaku latem. Handlarze przez lata omijali przepisy i buszowali bezkarnie po chodnikach, aż burmistrz Mauricio Macri, od stycznia 2012 roku przegnał większość z nich. Cena wynajmu lokalu handlowego jest tu najwyższa w stolicy.

Na rogu Florida i Północnej Diagonal, zabudowywanym w latach 1913-1934, stoją jedne z najsłynniejszych budynków stolicy: Bank Boston, La Equitativa w stylu Art Deco i budynek Bencich z dwoma kopułami.

31

32

Z kolei przy przecznicy z Lavalle lokowało się w latach 30-tych wiele kin. Nieco dalej, wokół budynku Torcuato, rozwinęło się w latach 60-tych centrum awangardy i sztuk pop artu. Florida na północy dobiega do placu San Martin w dzielnicy Retiro. Tutaj blisko końcowego rogu mieszkał Jorge Luis Borges. Był znany z tego że spacerował wzdłuż ulicy przed świtem, kiedy miejsce było wyludnione. Gdy był już niewidomy, a ulice drastycznie odmieniono w latach 70-tych, należał do największych krytyków ówczesnych zmian.

Od tego miejsca mamy dwie możliwości – pójść dalej, zagłębiając się w ciąg placów przebiegających skośnie do terenów portowych i Puerto Madero lub zawrócić na południe dochodząc do ulic Rivadavia i de Mayo, prowadzących na plac przed pałacem prezydenckim. Jeśli wybierzemy pierwszą opcję, miniemy na skwerze pomnik Wyzwoliciela Jose San Martin, przekroczymy szeroką ulicę wkraczając na teren mauzoleum poświęconego poległym w bitwie o Malwiny (Falklandy) i dojdziemy do kolejnego placu z monumentem Wieży. Dawniej nazywała się Angielska i w 1910 była darem społeczności brytyjskiej stolicy z okazji stulecia Rewolucji Majowej. Po wojnie falklandzkiej nie tylko zmieniono jej nazwę, ale często-gęsto pokrywa się anty angielskimi graffiti.

W głębi, po lewej, zobaczymy masywną bryłę dworca Retiro zbudowanego na wzór stacji brytyjskich z końca XIX wieku. Niektóre części dworca przewieziono w kawałkach z Europy i złożono na miejscu.

33.RETIRO_aerea

Zdjęcie z Internetu

Następna, dość szeroka ulica i jesteśmy na skwerze Kanady z którym wiąże się nieco bulwersująca historia, związana z pewnym tumiwisizmem Argentyńczyków. Ambasador Kandy zaproponował sprowadzenie totemu indiańskiego i podarowanie go miastu. Skwer uroczyście otworzono w 1961 roku i w trzy lata później przypłynął statkiem totem, który przez pół roku rzeźbili Indianie ze szczepu Kwakiutl na wyspie Vancouver. Wykonany był z jednego pnia cedru w kolorach czerwonym, białym i czarnym. Kanadyjczycy zostawili szczegółowe instrukcje jak dbać o totem, przede wszystkim co roku pokrywać go paroma warstwami odpornej na wilgoć farby i dodawać środki grzybobójcze.

Argentyńczycy totalnie to olali i totem zaczął systematycznie marnieć. Dopiero w roku 2008 zdecydowano, że coś trzeba przedsiębrać. Lecz zamiast totem delikatnie wyjąć z podstawy ucięto go piłą i odłożono. W rok później argentyński minister kultury przybył do Kanady z minorową wieścią i prośbą o dostarczenie nowego totemu. Stary pocięto na kawałki i umieszczono na miejskiej plaży. W 2012 zainstalowano nowy totem, znów wyrzeźbiony przez tych samych Indian z jednego kawałka cedru, lecz już niższy i w pięciu kolorach.

Dlatego, gdy byłem tam w roku 2011, totemu nie widziałem i tylko zoczyłem nazwę placu. Pamiętam, powędrowałem stamtąd dalej do portu, dotarłem do Szkoły Kadetów Marynarki Wojennej i chciałem dojść do nabrzeża, gdzie cumował „Profesor Siedlecki”, polski statek badawczy przed dalszym rejsem do badań Antarktydy. Z nim i Buenos wiąże się historia rodzinna. Mój kuzyn, naukowiec Andrzej O. pracujący na statku, zapytał o drogę na ulicy w Buenos Aires młodą Argentynkę. Dzisiaj od lat jest jego żoną i pracuje jako lektorka języka hiszpańskiego na Uniwersytecie Gdańskim. Z rodzeństwem z tego związku – Mariolą i Andrzejem – jestem w długoletniej przyjaźni. Do tej części portu mnie nie wpuszczono, strażnik jedynie pozwolił mi zrobić zdjęcie przez solidną bramę. Niestety zdjęcie przepadło, a tak bardzo chciałem je kuzynowi sprezentować.

Kierując się na południe dojdziemy do następnej, stylowej ulicy „paryskiej”, Avenida de Mayo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mijając hotel „Chile” natychmiast zrobiłem zdjęcie by je wysłać Claudiowi do Santiago.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Idąc wzdłuż pięknie zdobionych, kutych bram i frontowych drzwi, znów miałem uczucie déjà vu, iż jestem w Hiszpanii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za chwilę całkowity Paryż, bo przede mną rządowy budynek Domu Kultury. Dawniej siedziba drugiej, największej gazety w Argentynie „La Prensa”. Budynek w paryskim stylu Beau-Arts, z fasadą inspirowaną pracą francuskiego architekta Charles Garniera.

37

Ukończony w 1898 roku, na szczycie wieży ma posąg Pallas Ateny reprezentujący wolność prasy, która trzyma elektryczną lampę symbolizującą prometejski ogień. Zainstalowana jest tam także, od 1900 roku, syrena która do dzisiaj odezwała się pięć razy: na wieść o zabójstwie Umberta I, króla Italii, po lądowaniu Apollo 11 na Księżycu, zwycięstwie argentyńskiej drużyny piłki nożnej w Mistrzostwach Świata 1978 roku, po inwazji na Falklandy w 1982 roku i ostatni raz po powrocie demokracji w roku 1983.

W czasie rządów Perona redakcje z budynku usunięto i zdemontowano posąg Ateny, co zostało odczytane jako symboliczny koniec wolności prasy. Statua wróciła z powrotem w 1956, a w parę lat później redakcja gazety. Jednakże w miarę upływu lat malała ilość czytelników „La Prensy” i ostatecznie budynek odprzedano w 1988 roku, gdzie ulokowało się Ministerstwo Kultury. Obecnie budynek zwany jest Domem Kultury (Casa de la Cultura) i od 1995 roku stał się Historycznym Narodowym Monumentem.

„(…) w Argentynie, nie ma tak wyraźnego przedziału między człowiekiem pracy fizycznej a inteligentem. (…) Nędza i tutaj bywa ostra w osiedlach zwanych wiza miseria, chyba tylko klimat i łacińskość rasy troch ją obłaskawiają – ale nie rzuca się w oczy, trzeba jej poszukać, i można latami mieszkać w Argentynie nic o niej nie wiedząc”

3. Dzielnice – bogate jak Palermo, Recoleta lub Belgrano, poprzez malownicze i zróżnicowane San Telmo, gdzie zamieszkałem, do portowej La Boca i biednej Retiro, która na turystycznych mapach widnieje z ostrzeżeniem – tu się nie chodzi.

Teraz, po raz pierwszy, przejechałem obok najnędzniejszego dystryktu Retiro i znów zaniemówiłem. Niewykończone domy, bez okien, krajobraz totalnej rozwałki i chaosu, tymczasowości i improwizacji dla przetrwania. Takie dzielnice są wielkim smutkiem, a zarazem powinny być wstydem. Dla wszystkich ludzi. Przede wszystkim tych zanurzonych w nieustannym przeliczaniu i pomnażaniu pieniędzy, chciwych do nieprzytomności, wyżymających i odrzucających ludzkie figurki po totalnym zużyciu. Mają często krokodyle uśmiechy, gęby pełne frazesów o demokracji i sprawiedliwości. I odgrywają role niezbędnych, dobrych wujów. Ich klientele stanowią współcześni politycy – skorumpowani, bez wyobraźni i wizji.

San Telmo to był dobry wybór ze względu na jego położenie. Zamieszkanie w „Mundo Bolivar”, na rogu Dr. Finochietto i Bolivar, ulicy wysadzanej starymi, rozłożystymi drzewami i akurat za naszym rogiem schodzącej stromo w dół, też było dobrą decyzją. Do parku Lezama parędziesiąt kroków. Na ulicy Caseros podążającej ku niemu, mała acz niezwykle sympatyczna knajpka połączona z piekarnią – „Hierbabuena”, gdzie obsługiwała nas przemiła, filigranowa kelnerka, porozumiewając się z nami po angielsku. Na poprzecznej Defensa, biegnącej wzdłuż ogrodzenia parku, pozostały stare tory tramwajowe. Jest już ponoć projekt aby tramwaj przywrócić i to w zabytkowej formie, co uczyniłoby go atrakcją turystyczną. Wzdłuż ogrodzenia, na lewo, Defensa dochodzi do narożnika z Brasil. Tam nasza knajpka „El Hipopotamo”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na przeciwległym rogu budynek w stylu Empire, mieszczący na parterze „Bar Britanico”, jako angielski pub. Wdepnęliśmy tam któregoś wieczoru na Guinnessa. Idąc od pubu dalej w prawo po ulicy Brasil, prowadzącej po innym boku parku, natrafimy na rosyjski kościół prawosławny pod wezwaniem św. Trójcy.

Nasz hotel jest położony już za obrębem San Telmo, przy początku dzielnicy Barracas. Granice San Telmo wytyczają: na południowym wschodzie słynna La Boca, od północy Monserrat, wschodni bok biegnie wzdłuż Puerto Madero, a po zachodniej stronie wzdłuż wspomnianej Avenida 9 de Julio.

Gdy dojdziesz poprzez Brasil do Paseo Colon i skręcisz w lewo, znajdziesz się blisko dwóch ruchliwych pasów autostrady Au La Plata Buenos Aires biegnących górą, ponad poprzecznymi ulicami.

39

I tam, pod owymi autostradami, niespodziewanie natrafiłem na coś co mną poruszyło. Już uprzednio, w paru miejscach Buenos, natknąłem się na niezwykle skromne, ludzkie w wymiarze, pomniki i miejsca pamięci osób pomordowanych i zaginionych. Ale to jest szczególne, bowiem niedaleko stąd było miejsce tortur i kaźni w nieistniejącym już budynku. Na skarpie leży wielka sylwetka człowieka, inny skulony siedzi na ziemi. Na słupkach wiele białych tabliczek z nazwiskami umęczonych.

40

Sceneria wokół to chaos współczesnego miasta – kraty, gruz, spękania chodnika, huk jadących pojazdów nad głową i obok, śmieci, smród spalin i masa ludzi, przemieszczających się za swoimi codziennymi sprawami. Paseo de la Memoria – miejsce pamięci z nazwiskami pomordowanych.

Z trzech stron parku, na rozchodzącej się sieci ulic i uliczek, stoją stare domy San Telmo, jednej z piękniejszych dzielnic z początków XIX wieku, skąd wygnał bogaczy strach przed epidemią cholery. Większość przeprowadziła się na wyższy teren dzielnicy Retiro, która wtedy nie była tak ubogą. Próbuje się te domy odnawiać, ale widok ulic jest w kratkę. Zupełnie jak w wielu miejscach w Polsce – ruina koło pięknie odnowionego domu. Natomiast z dumą możemy przyznać, że w dziedzinie chodników osiągnęliśmy w Polsce poziom europejski. I także w publicznych toaletach, gdzie jednak wciąż szokuje turystów nieśmiertelna babcia klozetowa, zwana niegdyś pisuardesą.

„ (…) człowiek egzystencjalny Kierkegaarda. Oto go macie: skazany na absolutną samotność, wciąż stwarzający siebie mocą własnego wolnego wyboru, poddany lękowi, który jest najistotniejsza treścią życia walczącego z niebytem, istniejący dla śmierci, wiecznie nienasycony, gdyż spragniony nieskończoności a skazany na skończoność…”

4. Recoleta– cmentarz – pomnik, cmentarz – osobne miasto, cmentarz – historia. Umieszczony na liście 10 najpiękniejszych cmentarzy świata. Nazwa od francuskich zakonników „Recollets”, którzy założyli przy kościele pierwszy publiczny cmentarz w Buenos. Wpływ paryskich cmentarzy, przede wszystkim Pere Lachaise, widoczny w stylu nagrobków, mauzoleów i figur uszykowanych w Art Deco, Neogotyku i Secesji. Zaprojektowany przez francuskiego inżyniera Próspero Catelina, ze zmienionym planem przez włoskiego architekta Juana Antonia Buschiazzo w roku 1881.

Pięć hektarów powierzchni, wejście przez neoklasycystyczną bramę z kolumnami. Naprzeciwko, przy ruchliwej ulicy, na szklanej ścianie budynku odbijają się i mienią popartowskie refleksy,

41

na prawo wysoka kolumna ze skrzydlatym młodzieńcem.

42

Wchodzimy. Biuro cmentarza i informacja, kępa drzew spośród której próbuje wzlecieć następny młodzieniec z ekspresyjnie otwartymi ustami, jakby próbował głośno zaprotestować przeciw śmierci.

43

Mały trawnik, bo potem to już przeważnie kraina kamieni. Labirynt kręty i pokrętny,

44

45

bez planu (za odpłatnością) człowiek się nieco błąka. Osobiście wolę zadrzewione Powązki, bowiem tu symbol śmierci zbyt nagi, starannie ułożony, zaprojektowany, oddarty do marmurowej kości.

46

Ale przyznaję – nagrobki i mauzolea piękne.

47

48

Poza zwiedzającymi turystami

49

do świata żywych należą nieliczne ptaki i rozliczne półdzikie koty, które gromadzą się głównie przy bramie wejściowej, gdzie są karmione przez okolicznych mieszkańców.

Cmentarz wybranych, dla najznakomitszych postaci kraju. Prezydenci, bohaterowie wojen,

50

51

artyści, znamienite rodziny,

52

naukowcy.

53

Mauzoleum prezydenta Sarmiento, który popierał i rozwinął oświatę.

54

Zza muru do miasta umarłych wdziera się miasto żywych.

55

Tu leżą ci, których zachłannie czytałem w latach 70-tych mieszkając w akademiku na Żwirki i Wigury, w Warszawie, gdy studiowałem dziennikarstwo. Pisarze-prekursorzy literatury latynoskiego boomu – Adolfo Bioy Casares, Eduardo Mallea czy Victoria Ocampo. I wspomniany Sarmiento, który obok polityki zajmował się pisaniem i jest jednym z klasyków argentyńskiej literatury. Dwaj laureaci nagrody Nobla; w dziedzinie nauki, chemik Luis Federico Leloir i nagrody pokojowej, polityk Carlos Saavedra Lamas, który zdołał zakończyć wojnę o Chaco pomiędzy Boliwią a Paragwajem. Trzeba przyznać, że Lech Wałęsa znalazł się w znakomitym gronie.

Mijam grobowce z nazwiskami hiszpańskimi, włoskimi, szkockimi, francuskimi. Nie odnalazłem grobu wnuczki Napoleona, Izabeli Walewskiej. Lecz do miejsca spoczynku najsłynniejszej, do dziś nieco kontrowersyjnej postaci, Evity Peron, trafia się po ludziach. Bo zawsze wokół jej grobu, przy grobowcu rodziny Duarte, gromadzi się tłum ludzi. I zawsze, obok sztucznych, leżą kwiaty świeże. Przeto odczekałem aby móc zrobić zdjęcia pomiędzy odejściem a dojściem kolejnej grupy ludzi.

56

57

Zabalsamowane ciało Evity, zmarłej w 1952 roku na raka w wieku 33 lat, było wystawione na widok publiczny. W pogrzebie uczestniczyło trzy miliony ludzi.

58.Funeral_de_Evita

Zdjęcie z Internetu

Był projekt wybudowania dla niej specjalnego mauzoleum, ale po obaleniu Perona przez wojskowych, ciało Evity usunięto z budynku centrali związkowej, gdzie spoczywało przez dwa lata. Przez następne 16 lat ciało gdzieś ukrywano. Peronizm został zakazany, posiadanie zdjęcia czy innego wizerunku Evity też i nawet prywatnie nie można było wymieniać jej imienia.

Dalej same makabry. Wściekli Monteneros, będący w totalnej opozycji względem junty, w 1970 roku porwali i zabili pełniącego obowiązki prezydenta junty – Pedro Aramburu. W rok później junta ogłosiła, że Evitę pochowano w Mediolanie pod przybranym nazwiskiem. Peron wystąpił o jej ekshumację i przewieziono ją do Hiszpanii, gdzie ówcześnie mieszkał. Wraz ze swą trzecią żoną, Izabelą, zadecydowali, iż ciało Evity będą przetrzymywać w domu, na specjalnym stole w jadalni. W 1974 roku Monteneros wykradli ciało zabitego przez nich Arumburu i ogłosili, iż nie wydadzą go do momentu sprowadzenia do kraju ciała Evity. Gdy Peron powrócił do Argentyny i znów wygrał wybory, zmarł wkrótce po objęciu urzędu. Funkcję prezydenta objęła Izabela, pierwsza kobieta-prezydent na zachodniej półkuli i sprowadziła ciało Evity. Montreneros podrzucili wtedy ciało Aramburu na jednej z ulic Buenos Aires.

Evitę na krótko wystawiono obok ciała męża i potem pochowano ich wspólnie w grobowcu rodziny Duarte, na Recolecie. Przedsięwzięto przy tym nadzwyczajne środki ostrożności. Marmurowa podłoga ma drzwi zapadnię, które prowadzą do pierwszej niszy z dwoma trumnami. Pod jej podłogą drugie drzwi z zapadnią prowadzą do drugiej niszy, gdzie spoczywają właściwe trumny z ciałami Peronów.

W gęstej mżawce szliśmy w kierunku wyjścia i natrafiliśmy na mauzoleum które mnie zdumiało. Żydowska menora pod łukiem i wielkim krzyżem. Jakaś zwiewna niewiasta zapala w menorze ogień. Na apsydzie napis  –  „ krzyż naszą jedyną nadzieją”.

59

Z początku myślałem że to grób przechrzty, albo kogoś porażonego triumfalizmem wiary. Jednej nad drugą, w tym wypadku chrześcijaństwa nad judaizmem. Kiedy poszperałem w źródłach znalazłem sporo interesujących wątków.

Mauzoleum Dorrego Ortiz Basualdo, wybudowane w 1920 roku, jest kopią podobnego rodziny Montanaro, z cmentarza w Genui, z 1888 roku. W tamtym czasie, w Genui, było to śmiałym gestem nawiązującym do wczesnej sztuki chrześcijańskiej i można doszukiwać się różnych wątków: odwołania do wspólnych źródeł, przejawu otwartości i tolerancji, świadomości, że zarówno Jezus, jak Maryja i apostołowie byli Żydami czy posiadania żydowskich krewnych w rodzinie. Niektórzy zwracają uwagę na połączenie w mauzoleum elementów sztuki gotyckiej i renesansowej, inni podkreślają jego monumentalność, tworzącą w istocie mały kościoł. A wiadomo kogo dawniej chowano w kościołach. Są też tacy, którzy podejrzewają właścicieli owego grobowca o wygórowane mniemanie i pokaz pompatyczności. Niewiastę zapalającą ogień odczytuje się jako symbol dziewicy lub alegorię wiary. Ogień niosący światło jest w Judeo-Chrześcijaństwie symbolem nadziei. Stąd krzyż jako symbol zmartwychwstania i ów napis nad nim.

Parę metrów przed główną bramą, gdym na chwilę przystanął, poczułem czyjś natarczywy wzrok. Odwróciłem głowę w lewo i zobaczyłem jego, niezwykle intensywnie wpatrującego się we mnie.

60

Aż zrobiło mi się nieswojo.

Po wyjściu z cmentarza przeszliśmy do ulicy Lopez a tam drzewa w kolorowych spódnicach.

61

Minęliśmy nowoczesne centrum handlowe z kinem

62

i od razu oklapliśmy na pierwszym rogu w ogródku.

63

Zamówiliśmy coś do jedzenia i zimne piwo. Restauracja i kawiarnia zarazem nazywa się Puerto Montt, co nie omieszkałem poczytać za sprzyjający znak, bowiem za jakieś dwa miesiące powinniśmy tam dotrzeć, do owego chilijskiego portu nad Pacyfikiem. Seweryn łagodnie przysnął przy stoliku a ja się rozglądałem dookoła. Naprzeciwko nas rozciągał się mur cmentarza Recoleta.

64

Teraz byliśmy w mieście żywych. I to jak! Przy progu jednego z domów ktoś starannie ustawił trzy puste flaszki po niedawnej, a może nocnej libacji.

65

Pije się tu otwarcie, także na ulicy i w parkach. Lecz pijanych jakoś nie widać. Nikt nie tacza się na ulicy, nie zaczepia agresywnie, a jak zanuci sobie lub głośno zaśpiewa, to raczej z zadowolenia.

Przyszło nagle natchnienie, otworzyłem notes i zapisałem …

 

Recoleta

 

miasto umarłych miasto niewielkie

skupione za wysokim murem

miasto żywych miasto olbrzymie

rozdarte kontrastami

 

turyści w alejkach miasta umarłych

zamyślony starszy pan i młoda kobieta

w spódnicy odsłaniającej wysoko piękne nogi

ach, Evita i kwiaty zatknięte przy wejściu do nicości

a kierowca taksówki skwitował krótko: la puta

 

od małości do wielkości

od wielkości do śmierci

od śmierci do małości

wieczna samsara istnienia

 

Borges miał rację

 

Seweryn się ocknął i poszliśmy na długi spacer po ekskluzywnej Recolecie, gdzie na każdym kroku widać wpływy francuskiego budownictwa i sposobu urządzania parków. A chodniki w tej ekskluzywności popękane, nierówne, połatane, z potwornie poobtłukiwanymi krawężnikami. Postanowiłem iść gdzie mnie nogi poniosą i co mi w oko wpadnie.

Pierwszy był przysadzisty, neogotycki budynek o wyglądzie kościoła lub klasztoru. Tymczasem jest klasztorem nauki ścisłej – wydział inżynierii Uniwersytetu Buenos Aires. Szliśmy ulicą Las Heras i następny budynek – Muzeum Książki i Języka Biblioteki Narodowej – odbiegał od otoczenia swą architekturą i kolorem.

66

Nagle coś spostrzegłem na chodniku. Nazwiska kolejnych ludzi którzy zniknęli w czasach junty.

67

Zrobiłem jeszcze jedno zdjęcie muzeum z odległości.

68

Ulica jest bardzo ruchliwa, autobusy i mnóstwo taksówek,

69

na chodnikach, niekiedy nadzwyczaj solidnych, spore kioski z gazetami. Nieprawdopodobny nadmiar magazynów na różne tematy.

70

Ulica się rozszerza i widać wielki park Las Heras

71

z fantastycznymi drzewami.

72

73

Niedaleko parku galeria sztuki nowoczesnej i jej znakiem jest fantazyjna ławka.

74

Połaziliśmy po parku i stamtąd wpadły mi w oko dwa wieżowce przy ulicy Juncal, z urządzeniami na dachu przypominającymi kominy statku.

75

W trawie buszował dziki gołąb,

76

na liściach niebieskiego kwiatu perliły się krople po niedawnym deszczu.

77

Po wyjściu z parku, okrążając jego bok, spostrzegłem ulicę porośniętą drzewami. Uwielbiam sklepienia z drzew i od razu tam się zapuściłem.

78

Przy ogrodzeniu kolejnego parku siedziały dostojny kot od Alicji z krainy czarów. Podszedłem do niego. Nawet nie drgnął.

79

Gdy się pochyliłem usłyszałem jak cichutko mruczy.

Jeśli Argentyńczycy idą na mecz futbolowy to nie jako „sportowcy” a po prostu jak na widowisko. (…) Młodzież delektuje się tymi gwiazdorami których tryumfy na boisku zastępują brak bardziej istotnych przewag w dziedzinie politycznej czy kulturalnej i są niejako namiastka zwycięskich wojen. (…) Kraj w którym ludzie przejmują się piłką nożną może być równie dobrze krajem wielkiej społecznej mądrości”.

5. Futbooooool! – narodowa pasja, igrzyska z muzyką, głównie bębnów i chóralnym śpiewem parędziesięciu tysięcy gardeł. Trzeba uważać w wyrażaniu swych sympatii, bo tu istnieją dwaj główni i odwieczni rywale – La Boca Junior (tam gwiazdor Maradona) i River Plate (tu gwiazdy Di Stefano i Kempesa). Messiemu się upiekło – już jako mały chłopak zawędrował do Barcelony. Przeto jest ponad rywalizacją, idolem ogólnonarodowym.

Postanowiłem zrobić niespodziankę Sewerynowi i jeszcze z Toronto załatwiłem dwa bilety na stadion River Plate (używa się też nazwy River Plata), słynny El Monumental, gdzie w 1978 roku, w finale mistrzostw świata, Argentyna pokonała Holandię 3:1, a gwiazdą pierwszej wielkości, także w całym turnieju, był Mario Kempes.

Podjechano po nas, do hotelu Mundo Bolivar, busikiem. Jechaliśmy w towarzystwie Japończyka, pary Amerykanów i jednego Amerykanina, oraz jakiegoś Polaka, który trzymał dystans (czy my się kiedyś zmienimy??). Po wyjściu z auta prowadził nas przewodnik, z pochodzenia Kolumbijczyk, Alejandro, z zawodu aktor teatralny.

Maszerowaliśmy w gęstym tłumie kibiców,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

przechodząc przez sześć bramek kontrolnych (policja i straż porządkowa), włącznie z rewizją osobistą. Nie szukają alkoholu, lecz broni i … zapalniczek. Stadion olbrzymi, dla niemal 77 tysięcy widzów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odbywają się na nim także wielkie koncerty rockowe. Jak przy każdym porządnym stadionie w Argentynie jest oczywiście muzeum osiągnięć drużyny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ostatnia bramka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i już jesteśmy w środku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Korytarz, schody i pierwsze spojrzenie na stadion z widowni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To był pierwszy mecz klubu River Plata po ponownym wejściu do pierwszej ligi. Spadek do drugiej ligi w roku 2011 zakończył się stadionowymi i ulicznymi rozruchami. Stadion powoli się zapełniał,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

a my rozprawialiśmy z Alejandro oczywiście o futbolu, w tym o polskiej drużynie sprzed lat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na murawie pojawiły się młode dziewczyny niosąc banery z nazwiskami zabitych strażaków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Akurat, gdy powróciliśmy z Iguazu, wydarzyło się nieszczęście – w czasie gaszenia pożaru fabryki zawaliła się ściana i siedmiu strażaków zginęło. Przez cały tydzień omawiano wypadek w tutejszych mediach i odbył się uroczysty pogrzeb. Po przemarszu dziewczyn pokazali się strażacy i zabitych Los Bomberos (strażaków) uczczono minutą ciszy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy wybiegli piłkarze

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

stadion od razu chóralnie ryknął.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mecz, który oglądaliśmy, nie był zbyt emocjonujący,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

lecz fortunnie wygrany przez Plate z drużyną Gimnasia LP 1:0. Największe widowisko mieliśmy na widowni – rytmiczne śpiewy, „fale”,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

wymachiwanie chusteczkami przerywane jękami zawodu, czasem głośnymi przekleństwami, a wszystko we wrzącym temperamencie emocji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niedaleko nas tkwił tak młodziutki kibic, że się musiał co chwila wspinać na palce by zobaczyć akcję.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

„(…) życie, w przeciwieństwie do martwego przedmiotu polega na nieustannym ruchu (…) istotą życia jest ruch, zmiana”.

(…) Towarzyszyła jej madama Wiktoria Ocampo, stara multimilionerka z oligarchii, opiekująca się artystami, która – wedle własnych jej słów – ‚więcej pieniędzy straciła na literaturę, niż Bernard Shaw zarobił”

6. Tango – tego dnia lało od rana. Zasnute niebo, ponura raczej atmosfera. Po suchym i bardzo gorącym styczniu nadeszły wcześniejsze opady, takie jakie są tutaj z reguły w marcu. Na szczęście jest wciąż ciepło i można wyschnąć w trakcie marszu. Ale nastrój melancholijny, smutnawy miejscami, jak w argentyńskim tangu. Wybitny poeta argentyński, Enrique Santos Discepolo, wyraził najlepiej ów nastrój słowami: „tango jest smutną myślą, którą się tańczy”.

1.tango3

Zdjęcie z Internetu

A Miguel Zotto napisał: „tango jest jak pisanie listu. Ma początek, paragrafy, kropki i przecinki oraz zakończenie. Kiedy odtwarzasz te same figury tańca przez cały czas, ludzie niczego nie widzą i dlatego w tangu się spaceruje – to ludzie wymyślili.

2

Zdjecie z Internetu

W tym tańcu ludzie spacerują, co stanowi esencję tanga i co nieustannie czynią słynne pary taneczne. Tango stąpa mocno po ziemi, jednakże dosłownie pieszcząc podłogę”.

neg. # 010499-17, frame # 18A.

Zdjęcie z Internet

Najdobitniej nastrój tanga poczułem w pewną szarą, deszczową niedzielę, gdy wczesnym rankiem opuściłem hotel Sarmiento Palace, w którym mieszkałem w sierpniu 2011 roku. Szedłem na dalsze zwiedzanie miasta piechotą. Lecz deszcz się wzmógł i zmusił mnie do wstąpienia do jakiejś ładnej i dużej kawiarni w stylu Art-Deco na froncie, zmieszanym z bardziej nowoczesnym wystrojem w głębi. Na jednej ze ścian królował duży monitor TV i dobiegała muzyka. Było zupełnie pusto, ba, tak mi się z początku zdawało, bowiem w niedzielę rano Buenos jest zawsze wyludnione.

Osowiały kelner podał mi kawę i szklankę wody. Gdy podniosłem wzrok zauważyłem w głębi, przy oknie, siedzącą profilem do mnie dziewczynę. Nie wiem dlaczego natychmiast skojarzyłem sobie Aleksandrę z powieści Sabato „O bohaterach i grobach”. Dziewczyna wyglądała na głęboko zasmuconą i to tak że aż ścisnęło mi serce. W tym momencie z monitora popłynęło współczesne tango i męskim głosem, pełnym przejmującej skargi, napełniło przestrzeń kawiarni. Nie trzeba było rozumieć słów. W głosie młodego mężczyzny i nastroju muzyki wszystko było jasne. Znów się coś nie powiodło i wypełzła z duszy tęsknota.

Na dworze mrok. Na tle wielkiej szyby, osadzonej w drewnianej, secesyjnej ramie, ostro odcinał się klasyczny profil urodziwej dziewczyny z falą kruczoczarnych włosów spadających na ramiona. Jej blada twarz oświetlona była lampą zwieszającą się z wysokiego sklepienia kawiarni. I nagle zdało mi się iż na policzku dziewczyny pojawiła się łza. Może refleks deszczu spływającego po szybie…

Kolejna zwrotka skargi i tak przejmująca muzyka, że w pierwszym odruchu chciałem wstać, podejść do niej i ją przytulić. Albo wyrwać z głębokiego smutku i ruszyć z nią do powolnego, wtulonego tańca. Lecz byłem sparaliżowany nastrojem sytuacji i swoją nieśmiałością, pogłębioną nieznajomością języka. No bo jak do niej zagadam? Jaki gest musiałbym odnaleźć by nie stać się natrętem?

W tej ogromnej sali tylko my we dwoje i nasze milczenie nanizane na głos śpiewaka i muzykę. Świat zwolnił. Zastygł. Zamarł. I tango się skończyło. Popłynęła inna, skoczna melodia.

Spojrzałem na nią dalej siedzącą nieruchomo. Nie, to jednak nie łzy – pomyślałem. Dopiłem kawę, zostawiłem pieniądze na stoliku. Wstałem, podniosłem kołnierz kurtki i prawie na palcach skierowałem się do wyjścia. Wyszedłem wprost pod zamierający deszcz.

Musiałem zobaczyć słynną i najpiękniejszą kawiarnię „Cafe Tortoni”, której wnętrze niemal żywcem wykrojono ze sznytu XIX wiecznych paryskich kawiarni. Co za wystrój

4

i nastrój!

5

Kawiarnia pełna gębą, gdzie stare echa wciąż się snują,

6

7

a głos najsłynniejszego pieśniarza tang – Carlosa Gardela,

8

wciąż trzepoce pod secesyjnym sklepieniem.

8a

Tango z początku było tylko tańcem w podrzędnych lokalach i burdelach. Było jednym z pierwszych tańców (obok polki i walca) w których kobieta i mężczyzna się obejmowali. I to jak! Zdjęcie dobitnie to ukazuje.

9

Zdjecie z Internetu

Tańczy się często na ulicy.

10

Zdjecie z Internetu

W dzielnicy San Telmo na skwerze Dorrego tańce są zbiorowe.

11.tangoSan_Telmo_Plaza_Dorrego

Zdjęcie z Internetu

W 2011 byłem zdumiony jak wielu starszych ludzi tańczy.

Tango, podobnie do bluesa i flamenco, łka o zaprzepaszczonych miłościach, opowiada o tragediach rozstań, skarży się na trudności przylegania kobiety i mężczyzny. Dlatego tak ważne staje się przylgnięcie w tańcu, próba pokonania owej bariery obaw i nieufności. Ale mowa ciała różni się od wyrazu twarzy. Ona oczekuje adoracji i stałości, on podkreśla swą dumę i niezależność. Wszystko dodatkowo powleczone warstwą nostalgii za TAMTYM – krajem z którego się emigrowało.

Bo na bukiet przypraw składają się habanera i flamenco splątane z candombe afrykańskich niewolników i XIX wiecznym nalotem sycylijskich zaśpiewów. Mieszanka jedyna w swoim rodzaju. Mieszanka wybuchowa w swym erotyzmie, skandalizująca przed I wojną w mieszczańskiej Europie, drażniąca Kościół (oficjalne potępienie przez Piusa X). Nawet w Argentynie tango było czasowo zabronione. Po zakazaniu domów publicznych, wdarło się do kabaretów i wodewilów. Z tańca przeszło w śpiew, gdy wyłomu dokonał, w 1917 roku, Gardel utworem „Mi noche triste”.  Co było potem, można i warto odnaleźć pod: http://pl.wikipedia.org/wiki/Tango_argentyńskie

Późnym wieczorem wróciliśmy do „Cafe Torotoni”. Na naszym sobotnim wieczorze, zaczynającym się nader przyzwoicie, bo o 22.30, był trzyosobowy zespół starszych panów (fortepian, bandoneon – rodzaj harmonii i gitara basowa),

12

13

śpiewak w średnim wieku i para tancerzy pod trzydziestkę.

14

Bandoneonista posuwał czasem Piazzolą, ostro zacinając, pianista wpadał w swing, a wokalista próbował poruszyć wszelkie struny naszej duszy. Czułem się tam niesamowicie, nie mogłem uwierzyć, iż jestem w tym miejscu, o którym tyle czytałem w latach 70-tych, w artykułach i książkach latynoamerykańskich.

Gdy wyszedłem z salki – dusznej, gorącej i wilgotnej (nawet schłodzone, białe wino nie przyniosło ulgi) natknąłem się na popiersie Borgesa,

15

jego zdjęcie przy kawiarnianym stoliku

16

i jego figurę, gdy pochyla się nad swym zamyśleniem w towarzystwie zastygłych na wieczność dwóch innych osób – Gardela i feministki, Alfonsiny Storni.

17

Wyszedłem na zewnątrz by zrobić wieczorne zdjęcia wejścia do „Tortoni”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i pobliskiego miejsca gdzie występował Gardel.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na ścianie wiele tablic z informacjami. Rok założenia kawiarni,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

jej znaczenie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i inne ważne wydarzenia w dziejach miasta tanga.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cafe Torotoni” odwiedzali między innymi Pirandello, Artur Rubinstein, Einstein, Adolfo Bioy Casares i Victoria Ocampo. Garcia Lorka, Jose Ortega y Gasset, Mario Vargas Llosa, Witold Gombrowicz i wielu innych.

25

W tym Julio Cortazar, który razem z Borgesem i Ernesto Sabato tworzy wielką trójkę współczesnych pisarzy argentyńskich.

Istnieje nawet specjalne oprowadzanie turystów śladami tworzonej przez tych pisarzy rzeczywistości i fikcji o Buenos Aires. Zaczyna się od dzielnicy Monserrat, gdzie na ulicy Mexico pod numerem 564 jest budynek byłej Biblioteki Narodowej (obecnie Narodowe Centrum Muzyki i Tańca) której przez wiele lat dyrektorem był Borges. Następnie na ulicy Artigas pod numerem 2346, na trzecim piętrze, w latach 1934 – 1951 mieszkał z matką i siostrą Cortazar. Postać Sabato związana jest z dwoma miejscami – kościołem Redonda w dzielnicy Belgrano i parkiem Lezama w dzielnicy Barracas.

„Nie jestem od pitraszenia wam potraw, które znaleźć można w każdej restauracji

i które już znacie na pamięć, zamierzam przyrządzić coś od czego język wam skołowacieje, oczy wyjda na wierzch a smak stanie dęba…(…) gdyż od słowa wymaga się aby ono było narzędziem naszego stawania się w świecie, czymś ściśle zespolonym z życiem i z innymi ludźmi.”

7. Cortazar – w latach 70-tych, gdy studiowałem dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, dopadłem literaturę płd. amerykańską i zostałem oczarowany. Nie tylko realizmem magicznym i barokową egzotyką o intensywnym i bujnym zapachu tropików, ale także odniesieniem do naszych komunistycznych caudillo, czego potem ironicznym podsumowaniem były rządy niejakiej WRON-y.

Konformizm, rozchwianie i sposoby odczarowania ponurego raczej życia były podobne i – o dziwo – również temperament. Włącznie z życiowym szarżowaniem, romantyzmem, pustymi gestami i pewnego rodzaju bufonadą. Proszę mnie dobrze zrozumieć – to nie była jeno fascynacja społeczno-polityczna, lecz rozsmakowanie się we wspaniałych pisarzach, z Marquezem i Vargasem Llosą na czele. Moje sto lat samotności powoli zaczęło się wypełniać…

Od „Gry w klasy” Cortazara, tak świetnie przetłumaczonej przez niezapomnianą Zosię Chądzyńską, iż mistrz podejrzewał, że ją dobarwiła dla polskiego czytelnika, nie mogłem się oderwać. Nie pochłaniałem, ale wchłaniałem tę książkę. Gdy ukończyłem dziennikarskie studia podyplomowe, akurat zamachnął się niejaki Pinochelski, którego do dziś uwielbia polska prawica i paru dziwaków, traktując go jako ojca opatrzności, który powstrzymał pochód komunizmu w stylu kubańsko-sowieckim w Chile.

Proste podejście do życia jest wskazane, ale nie prostackie. Nasza skłonność do martyrologii i wyjątkowości polskiego losu przesłania nam tragiczne doświadczenia innych nacji. Nadto często jesteśmy skłonni widzieć brzydkie zamiary u innych, czego dowodem niech będą kretyńskie komentarze naszych internautów na temat sytuacji na Ukrainie. Odgrzewanie strachów, wywoływanie lęków i kreowanie atmosfery zagrożenia, stało się sposobem politycznego istnienia pewnych partii i osób, z osławionym preziem na czele, ozdobionym po bokach wzdętymi godnościowo akolitami.

W 1973 roku wpadłem na pomysł zorganizowania międzynarodowego sympozjum pt. „Film i literatura latynoamerykańska”, do czego zapaliłem działaczy słynnego DKF „Kwant” przy klubie Riwiera-Remont Politechniki Warszawskiej. I uparłem się, iż zaproszę na owo sympozjum Cortazara, który w tym czasie całą energię skierował na obronę prześladowanych Chilijczyków.

1.Julio-Cortazar

Zdjęcie z Internetu

Napisałem do niego list i podpisałem „Twój kronopio – Krzysztof”.

Przyjechał i miał owocne i nader interesujące spotkanie z tłumem polskich czytelników. Tam właśnie, na jego pytanie „Powiedzcie mi, dlaczego jestem akurat najpopularniejszy wśród młodych czytelników w Meksyku i Polsce?”, ktoś odpowiedział, „bo mamy na karku podobnie wielkich sąsiadów”. Po sympozjum, zarząd klubu Riwiera-Remont poszedł na dywan do towarzysza Kępy, do czego były niemal nałogowo przyzwyczajone obie strony. Oni swoje, a my swoje i jakoś klub egzystował do końca lat 70-tych. „Oni” natomiast coraz gorzej

Po wyjeździe do Berlina Zachodniego, a potem do Kanady, odszedłem od literatury latynoskiej i nie znałem nowych książek Cortazara. Tkwiłem częściowo w Marquezie i Llosie, ale ta fala przeszła i zagarnęła mnie inna. W Buenos, już pierwszego dnia, dowiedziałem się, iż uroczyście obchodzą rok Cortazarowski, z okazji stulecia jego urodzin i trzydziestolecia śmierci. Sympatyczny i bystry młodzieniec, Gonzalo z „Mundo Bolivar”, powiedział mi, iż imieniem Cortazara nazwano plac w dzielnicy Palermo. Postanowiłem odbyć swoistą pielgrzymkę do tego miejsca, ufając że będzie to powrót do Julia i podtrzymanie owego stylu kronopia, mimo pewnego dostojeństwa wieku i siwizny.

Palermo ma, jakżeby inaczej, skwer Italia z pomnikiem Garibaldiego.

2

Jest tu ogród botaniczny i były ogród zoologiczny.

2a

Ładne, wysadzane drzewami ulice.

3

4

Jedna z nich nosi nazwisko Borgesa

5

 

i mieści się tu szkoła jego imienia.

6

Palermo ma ciekawą, niską zabudowę i włoski klimat knajp i kafejek.

7

Lecz także lokale w nowoczesnej odsłonie,

8

9

również wewnątrz.

10

Plac okazał się maleńkim wycinkiem

11

12

większego placu.

13

Tu z kolei wygląd knajp przypominał mi niektóre z Berlina Zachodniego.

14

Siadłem przy stoliku, zamówiłem piwo i zacząłem się rozglądać. Wtedy zrobiło mi się najpierw głupio, a potem wściekle. Bo ojcowie miasta okazali się stuprocentowymi famami bez wyobraźni. Ten placyk to ochłap rzucony przy okazji rocznic. Dla jednego z najwybitniejszych pisarzy w dziejach argentyńskiej literatury.  Na jednej z ulic, po wyjściu z placyku Cortazara, napotkałem sklep z dziecięcymi zabawkami. Na jego froncie, na chodniku, była wymalowana wielka gra w klasy.

15

Ślady Cortazara odnalazłem przypadkowo na deptaku Flores, gdzie przez kilka dni stała machina przedziwna, jak z powieści Juliusza Verne, ulubionego pisarza Cortazara.

16

Poszedłem tam ponownie wieczorem. Aktorzy zjeżdżali na linach, reżyser pokrzykiwał po francusku, z rur walił dym a futurystyczne śmigła mieliły wilgotne i ciężkawe powietrze Dobrego Powietrza, czyli Buenos Aires.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odniosłem wrażenie, że akurat kręcono sceny do książki Cortazara „W osiemdziesiąt światów dookoła dnia”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

„Ja, przyznaję, przez dwadzieścia lat usiłowałem zrozumieć Południową Amerykę – i nie zrozumiałem.

(…) społeczeństwo zamożne jest w praktyce zawsze bardziej demokratyczne od takiego, które żywi i odziewa obywateli chronicznym ubóstwem, owiniętym w papier z frazesami o równości ”.

8. Park Lezama – zatoczyłem kolejne koło, bo według Borgesa całe nasze życie polega na powrotach do tych samych miejsc, powrotach nie planowanych. Ów ruch jest jak przekrój fali toczącej się ku brzegom. A przecież fala zamiera (śmierć? zatracenie? obłęd?), by potem ze złowieszczym sykiem się cofnąć (wspomnienie? próba odkupienia? usprawiedliwienie?).

W 2011 przeszedłem przez gwarne targowisko na San Telmo, wypełnione małymi orkiestrami i tancerzami tanga. Miałem serdeczną i długa rozmowę po angielsku z jednym z rzemieślników. W sklepie z płytami kupiłem zestaw tang Gardela. I doszedłem do parku z bijącym sercem. Siadłem na jednej z licznych ławek

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i przypominałem sobie fragmenty książki Sabato. To tutaj zrozpaczony Marcin bił się z myślami zadręczając się tajemnicą Aleksandry. W głębi parku długowłosi muzycy rozstawili instrumenty na estradzie i zaczęli grać ostry heavy metal. Ostry, ale melodyjny i dobrze wykonywany.

Teraz znów spacer przez park śladami Aleksandry i Marcina.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miłość w rytmie i szaleństwie namiętności tanga, niesamowity świat podziemny Buenos, czasy Perona i „brudnej wojny”, prowadzonej przez juntę wojskową. Przegrana wojna o Falklandy stała się jej końcem.

Wojna o Malwiny, bo tak nazywają tutaj Falklandy, jest bolesnym wspomnieniem, skazą na dumie narodowej; w każdym mieście są ulice, skwery, pomniki jej poświęcone. Co za ironia! Margaret Thatcher doprowadziła do końca junty, zarazem pozostawiając niezabliźnioną ranę.

Otwartą raną jest także organizacja Matek z Plaza de Mayo, które od 30 lat, w każde czwartkowe popołudnie spotykają się tutaj, przybrane w białe chusty.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Plac, z namalowanymi na ziemi chustami,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

jest niedaleko siedziby kolejnej prezydentowej w dziejach Argentyny, Cristiny Kirchner. Do dziś wiele matek nie wie, gdzie podziały się ich dzieci, porwane przez szwadrony śmierci i zaginione (desaparecidos). Część młodych ludzi uczestniczyła w słynnej partyzantce miejskiej Montoneros, innym do podpadnięcia wystarczyło sympatyzowanie z demokracją. Liczba ofiar junty sięgnęła około 30 tysięcy i sporo ofiar nigdy nie odnaleziono. Niektóre dzieci były odbierane matkom od razu po porodzie i adoptowane do rodzin wojskowych. Organizacja matek powstała w 1977 roku. Ich nieustępliwość pomogła odnaleźć 77 spośród przeszło 500 porwanych dzieci. W rok później zorganizowały wielką akcję przed mistrzostwami świata w piłce nożnej w Argentynie. Od maja pojawiały się na placu codziennie około trzeciej godziny, gdzie czekała na nie policja. Gdy je usuwano pojawiały się za chwilę z innej strony i taka zabawa w kotka i myszkę trwała parę godzin. Policja powstrzymywała się jednak przed biciem tych kobiet.

Teraz nazywają się Babciami z placu de Mayo ( Asociación Abuelas de Plaza de Mayo) i szukają wnuków.

5.Matki Plaza de Mayo Rallying_to_the_Casa_Rosada

Zdjęcie z Internetu

W 1986 roku rozdzieliły się na dwie grupy z których jedna domagała się ukarania wszystkich byłych policjantów i wojskowych zamieszanych w proceder porwań. Na placu zbudowano specjalną piramidę ze zdjęć zaginionych osób.

6.Pirámide_de_Mayo_covered_with_photos_of_the_desaparecidos

Zdjęcie z Internetu

Niestety w roku 2011 wybuchł wielki skandal, gdy się okazało że organizacja jest zamieszana w skandal korupcyjny.

Nie mniejszym skandalem były losy generałów, których wypuszczono po paru latach z więzienia, a jedynie Videla otrzymał dożywocie. Było mu z nim tak dobrze, iż w roku 2012 opublikowano jego „spowiedź” dla dziennikarza Ceferino Reato. Generał tłumaczył się wyższą koniecznością i poczuciem dobrze wykonanego obowiązku, wobec państwa i społeczeństwa. Generał wręcz rozsmakowywał się w opisach planów i szczegółów organizowania znikania osób podejrzanych. Swą spowiedź zakończył sentencją: ”(…) Bóg wie co robi, z jakiej przyczyny i po co. Ja akceptuję wolę bożą. Myślę, że Bóg nigdy mnie nie opuścił”. Skądś to znam, jeno przybrane w inne racje wyższe…

W Parku Lezama niewiele się zmieniło od 2011 roku. Wrzeszczące małe, zielone papużki

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

na pięknych i różnorodnych drzewach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wysmukłe dzikie gołębie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i przyjazne psy chodzące stadami. Bezdomni i włóczędzy, chłopcy z pasją kopiący piłkę, matki z dziećmi. Poobijane i uszkodzone rzeźby, pomniki, którymi utkane jest Buenos i wszechwładne graffiti,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

co być może ozdabia betonową szarość i prostactwo wielu miast płn. amerykańskich, lecz nie tutejszych i europejskich. Parkowy pawilon, który służył za estradę dla zespołu w roku 2011, jak był rozgrzebany tak jest dalej w remoncie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie zdołała się uchronić przed wandalami rzymska wilczyca, której porwano spod wymion jednego z bliźniaków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czas stanął w miejscu, ekonomia znów tąpnęła.

Historycy wierzą, że obszerne, zielone wzgórze parku było miejscem lądowania konkwistadora Pedro de Mendozy, który próbował po raz pierwszy założyć tu miasto. W końcu XVII wieku olbrzymią działkę wykupili angielscy Argentyńczycy i jeden z ostatnich właścicieli wybudował na zachodniej stronie parku barokową posiadłość. Będąc potem w rękach małżeństwa Lezama, została sprzedana dla miasta za symboliczną cenę, po śmierci właściciela (w 1849) przez jego żonę. Wraz z ośmioma hektarami gruntu, lecz pod warunkiem, że przyszły park zostanie nazwany nazwiskiem jej męża. W 1879 roku posiadłość Lezamów przekształcono w Narodowe Muzeum Historyczne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ostatni właściciel angielski, ponieważ był związany z dyktatorem Rosasem, został zmuszony do opuszczenia kraju i przed wyjazdem sprzedał park wraz z posiadłością Lezamie.

Belgijski specjalista od urządzania ogrodów, Charles Veerecke posadził drzewa bugenwilli i lokalne argentyńskie tipa (drzewo z rodziny bobowatych), a w późniejszym czasie urbanista argentyński pochodzenia francuskiego – Carlos Thays – przemodelował park dodając ogród róż, bramy, pergole i rzeźby, esplanadę i okrągły pawilon ogrodowy. Pod skarpą, od strony ulicy Martin Garcia, postawiono nieco dziwny pomnik symbolizujący Międzynarodową Przyjaźń.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jednakże najważniejszy jest pomnik założyciela miasta Pedro de Mendozy, który postawiono w latach 30-tych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Król Hiszpanii wyposażył Mendozę w 13 statków z dwoma tysiącami ludzi, stawiając warunek, że w ciągu dwóch lat mają być postawione trzy forty, wybudowane drogi w głąb interioru i z Europy przetransportowanych tysiąc kolonistów. Mendoza osiągnął ujście La Platy w 1535 roku i 3 lutego 1536 założył Buenos Aires. Istnieją dwie interpretacje nazwy buenos aires; pierwsza – sprzyjające wiatry, druga – dobre powietrze. Uważa się, iż pierwsi założyciele miasta byli niezmiernie wdzięczni opatrzności za pomyślne wiatry które umożliwiły im osiągnięcia wybrzeża. Nazwali owo miejsce „Real de Nuestra Señora Santa María del Buen Ayre” (Święta Maria Dobrych Wiatrów) za namową kapelana ekspedycji który był gorliwym wyznawcą kultu Madonny de Bonaira, do dzisiaj patronki wyspy Sardynii.

Początki były bardzo trudne. Koloniści wybudowali wokół osady gliniany mur, który po każdym deszczu ulegał w wielu miejscach rozpuszczeniu. Dokuczał im okresowy głód, pod koniec tak skrajny, że poza zjadaniem szczurów, myszy, węży, jaszczurek i skóry z butów, wystąpiły wypadki kanibalizmu wobec zmarłych towarzyszy. Początkowo przyjaźni Indianie zaczęli systematycznie miasto atakować wielokrotnie je paląc. Mendoza przewodził nieudolnie, a to z powodu cierpień spowodowanych syfilisem. Kiedy już nie wstawał całymi dniami z łóżka zadecydował aby mianować dowódcą ( tzw. kapitan generalny) Juana de Ayolas. Po roku porwał się na powrót do Hiszpanii lecz zmarł w trakcie podróży.

Ayola zebrał sporo ludzi i popłynął w górę Parany, gdzie stoczył batalię z Indianami Guarani pokonując ich a potem zawierając z nimi pokój. Ayola w 1537 roku założył miasto Asuncion (dzisiejsza stolica Paragwaju) do którego, po upadku Buenos w 1541 roku, przeprowadzili się ocalali koloniści.

Należy tu wspomnieć o ciekawej postaci, lderico Schmidt’a, który był niemieckim rycerzem, konkwistadorem, współzałożycielem Buenos Aires i jedynym kronikarzem wyprawy Mendozy. Intensywnie podróżował wzdłuż Parany, uczestniczył w zakładania Asuncion, wyprawiał się do Gran Chaco, docierając aż do południowej Boliwii. Jego sprawozdanie z 18 lat pobytu w tym rejonie, jest najważniejszą dokumentacją wczesnych dokonań Europejczyków. Jednocześnie tym sposobem Schmidt stał się pierwszym historykiem argentyńskim. Swoje wspomnienia opublikował po powrocie do Europy, pod niezmiernie długim tytułem. Przeto podamy tylko pierwsze wersy – „Prawdziwa historia zanotowanych podróży uczynionych przez Ulricha Schmidta von Straubingen w Ameryce lubo Nowym Świecie w latach 1534 – 1554…”. Kronikę przetłumaczono na łacinę i parę innych języków.

W 1580 roku spróbowano ponownie założyć miasto i tym razem przypłynął tu z Asuncion Juan de Garay, któremu udało się zasiedlić teren na stałe. Nazwę miasta uczynił jeszcze bardziej pompatyczną – Ciudad de la Santísima Trinidad y Puerto de Santa María del Buen Aire (Miasto Najświętszej Trójcy i port Świętej Marii Sprzyjających Wiatrów). Od wieku XVII zaczęto na szczęście powszechnie używać krótszej nazwy – Buenos Aires. W tym czasie miasto bardziej przypominało fort z paroma domkami co można odnaleźć na rycinie z 1628 roku.

19.Buenos_Aires_(Aldus_Verthoont,_ca_1628)

Z Internetu

Dziś wielka metropolia, której w 1994 roku zagwarantowano autonomię (stąd formalna nazwa Ciudad Autónoma de Buenos Aires). W dwa lata później obywatele wybrali w pierwszych, powszechnych wyborach swego burmistrza, który dotychczas był mianowany przez prezydenta kraju. Za cztery lata Buenos będzie organizowało Letnią Olimpiadę Młodzieży i szczyt krajów Grupy 20.

„W każdym razie widać od razu że Argentyńczycy o krwi hiszpańskiej, włoskiej i indiańskiej są bardziej artystyczni – bardziej rozleniwieni – bardziej rozbawieni – i nie tyle może bardziej zmysłowi, ile łatwiej zmysłowi”

9. Porteños – Portowcy, tak siebie nazywają mieszkańcy Buenos. Z miękkim znakiem nad „n”. Wymawiamy- porteńjos. Tych których spotkaliśmy, gdy prosiliśmy o wyjaśnienia, pomoc, poradę okazywali się niezmiennie sympatyczni i uczynni. Przede wszystkim nie skwaszeni na twarzy, co tak razi w Polsce. A gdy szli zamyśleni lub zasępieni,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

bo jest o czym myśleć przy 35% podatku i 15% inflacji, zaczepieni, od razu się wypogadzali i stawali miękcy. Jak ten akcent nad „n”.

Lecz prawem kół Borgesa znów zostałem zaatakowany przez złodzieja, który od tyłu oblał mnie jakąś substancją, a potem chciał usłużnie czyścić. Przy okazji penetrując kieszenie. Szybko zrezygnował widząc moją reakcję.

Późnym wieczorem zaczyna się ucztowanie – rozmaicie przyrządzane mięso na grillu z frytkami (Papas Fritas), warzywnymi sałatkami i doskonałym, tanim winem z Mendozy, głównie typu Malbec. I mimo objadania się na noc, nie widziałem takiej ilości grubasów, jak w USA czy Kanadzie. Tutaj ludzie chodzą i nie jedzą tzw. junk food. Picie wina jest powszechne w parkach, a nawet na ulicach. Pod ścianami, w bramach czy koło progu domów, tkwią często puste butelki. Przez wszystkie dni i noce tu spędzone, nie widziałem pijanych ludzi.

Porteños mają w sobie także sporą dozę współczucia czego świadkiem byłem po śmierci strażaków.  O pogodzie ducha ludzi i ich wzajemnym odnoszeniu, świadczy stosunek do dzieci i psów. Psy w miastach Ameryki Płd. łażą sobie bez przeszkód po chodnikach i jezdni. Łażą gromadami, bo ludzie je rano wypuszczają z domu lub obejścia, by odwiedziły swych kumpli. Nie są wobec siebie agresywne i niemal zawsze bardzo przyjacielskie wobec ludzi. Nieraz leżą przy wejściu do sklepu, gdzie czasem mają wystawiane jedzenie i picie.

Dzieci, jak to u południowców, są kochane i rozpieszczane. Z drugiej strony byłem poruszony widząc na ulicach, w metrze, na skrzyżowaniach ulic czy w parkach ilu młodocianych, a nawet małych dzieci, próbuje zarobić, czasem sprzedając cokolwiek.

Tutejszy język – Porteños używają slangu zwanego lunfardo – począł się ze sfer kryminalnych Buenos w końcu wieku XIX i z początkiem XX. Następnie rozpowszechnił się wśród klas najniższych i częściowo średnich by, najprawdopodobniej za pomocą tekstów tanga, wejść do powszechnego użycia, w pojedynczych słowach, a także w całych zwrotach. Lunfardo używa się powszechnie na terenie dwóch krajów: Argentyny i Urugwaju, chociaż stał się głównie slangiem mieszkańców Buenos. Montevideo, leżące po drugiej stronie La Platy (50 minut wodolotem i około trzech godzin powolniejszym acz tańszym statkiem), ma wiele wspólnego z Buenos, w warstwie kultury i obyczaju. Włącznie z używaniem owego slangu, tangiem i słynnymi pchlimi targami w czasie weekendu.

Styl męski zwany machismo uległ zmianom, lecz temperamenta polityczne nieźle bulgocą. Ściany i mury są platformą politycznej ekspresji, od haseł poprzez mini komiksy do podobizn polityków. Oczywiście gwiazdą jest pani prezydentowa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Byliśmy przed pałacem prezydenckim dwukrotnie – Casa Rosada(Różowy Pałac).

3.Buenos_Aires_-_Casa_Rosada, 2010

Zdjecie z Internetu

Wieczorami jest podświetlony na różowo, jego kolor naturalny jest także z odcieniem różu; ponoć wzięło się to z symbolicznego połączenia, po krwawej wojnie domowej, dwóch zwalczających się partii – Czerwonych i Białych. Dopiero prezydent Sarmiento położył kres waśniom i zjednoczył obie partie. W 2011 roku byłem przekonany, iż jest tak podświetlony, bo prezydentem jest kobieta, a przecież kobiety lubią kolor różowy. Tak właśnie można się złapać w pułapkę schematów myślenia i podchodzenia do spraw i osób. Kiedyś wieczorem przejeżdżaliśmy koło pałacu prezydenckiego. Kierowca taksówki, mówiąc o Cristinie, znów użył słowa puta. Potem dodał „Bipolarna Różowa Pantera”, czym nawiązał do zmiennych nastrojów pani prezydentowej i koloru pałacu.

Przed pałacem, na pięknym placu de Mayo

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

6

regularnie wywiesza się transparenty z protestami

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i odbywają się przeróżne manifestacje. Głównie niedaleko 9 metrowego obelisku,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ozdobionego na szczycie statuą w greckim stylu.

9

Obelisk postawiono w 1811 roku, w pierwszą rocznicę Argentyńskiej Rewolucji.

Rewolucja Majowa miała miejsce pomiędzy 18 a 25 maja 1810 roku w Buenos, które wtedy było stolicą Wicekrólestwa Rio de la Platy. Wicekrólestwo obejmował teren dzisiejszej Argentyny, Boliwii, Paragwaju i Urugwaju. Po odsunięciu wicekróla, 25 maja powstał lokalny rząd (Primera Junta), pierwszej zwycięskiej rewolucji w serii walk o niepodległość Ameryki Południowej. Formalna deklaracja niepodległości została ogłoszona na Kongresie Tucuman 9 lipca 1816 roku. Na froncie pałacu prezydenckiego stoi pomnik generała Manuela Belgrano,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

prawnika, polityka i militarnego przywódcy w wojnie o wyzwolenie kraju, człowieka który stworzył argentyńską flagę.

Z powodu temperamentu Argentyńczyków i częstych protestów pałac jest ogrodzony.

10a

Tego dnia wisiały na płotach transparenty weteranów wojny falklandzkiej;

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

na trawniku zatknięto krzyże ku czci poległych i na mapie kraju zaznaczono Malviny (Falklandy).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wokół szwendali się policjanci i stała w pogotowiu armatka wodna do rozpędzenia demonstrantów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Oto zasadnicza dla mnie różnica drugiej kadencji pani Kirchner. Pałac wygląda dziś bardziej na opustoszałą i nieco oblężoną twierdzę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W 2011 był swobodniejszy dostęp, na warcie stali uroczyście ubrani strażnicy gwardii honorowej, swobodnie gawędzący z ludźmi, a w środku była wystawa – wstęp wolny – poświęcona bohaterom Ameryki Łacińskiej. Obok San Martina, Bolivara, gen. O’Higginsa – wyzwoliciela Chile, byli Fidel Castro i Che Guevara oraz szereg wybitnych działaczy indiańskich szczepów, od Inków po Mapuche. Za pałacem natrafiłem na wielgachny pomnik Kolumba, otoczony pomniejszymi rzeźbami i rodzajem schodów z poręczami. Teren zagrodzono i wyglądało iż odbywa się remont otoczenia pomnika. Pomnik był pompatyczny, nadęty i Kolumb górował nad postaciami Indian schylonych w poddańczej pokorze.

Ku memu zaskoczeniu pomnik teraz w ogóle zniknął; wokół panował jeszcze większy bałagan. Okazało się, iż prezydentowa nakazała jego zdemontowanie i przeniesienie do Mar de Plata. Pomnik stał się kością niezgody pomiędzy Cristiną a burmistrzem Buenos, który chciał go pozostawić. Gdzie jest Kolumb nikt dziś nie wie – z Buenos zniknął, do Mar de Plata jeszcze nie dotarł. Podobno pani prezydentowej nie podobało się to samo, co i mnie – nadętość i dwuznaczny stosunek do Indian.

W jednej z odbiegających od placu ulic – Roca, posąg generała Roca, dwukrotnego prezydenta kraju do dzisiaj mającego wielu zaciekłych krytyków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Buenos Aires zbuntowało się przeciwko jego kandydaturze na prezydenta. Spowodowało to zamieszki i otwarte walki w których poległo przeszło trzy tysiące ludzi. Roca po zostaniu prezydentem zlaicyzował państwo i znacjonalizował wiele instytucji będących uprzednio po kontrolą Kościoła. Wykształcenie podstawowe było darmowe i odseparowane od Kościoła co doprowadziło do zerwania relacji z Watykanem. Ekonomia przeszła pod kontrolę państwa i jej nagły rozwój spowodowany został wielką emigracją z Europy, budową linii kolejowych i rolniczym eksportem. I jak to często bywa, pod koniec odezwały się korupcja i finansowe spekulacje, co zakończyło pierwsze rządy Roci.

Gdy został wybrany po raz drugi, ustanowiono prawo usuwania z kraju osób niewygodnych, co dotknęło przywódców związków zawodowych. Wprowadzono obowiązkową służbę wojskową a minister spraw zagranicznych, Luis Drago, w 1901 roku ustanowił doktrynę przewidującą, że państwa ościenne nie mogą ściągać publicznego długu z niepodległych państw Ameryki Południowej przy użyciu siły militarnej lub okupacji kraju. Dzisiaj oskarża się Rocę o eksterminację Indian podczas wojny zwanej Podbojem Pustyni.

Zdecydowana większość mieszkańców Buenos jest pochodzenia europejskiego (włosko-hiszpańskiego, z dodatkami innych Europejczyków) oraz pewien procent Metysów, w których rysach odbijają się indiańscy przodkowie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mapuche, to generalna nazwa grupy szczepów indiańskich. Przez setki lat skutecznie odpierali inwazje Inków, potem przez 300 lat opierali się Hiszpanom. Część z nich dobrowolnie weszła w związki z Hiszpanami i w Chile powstała spora społeczność mestizos. W zasadzie pozostali niezależni do późnego wieku XIX, gdy w obu państwach: Chile i Argentynie, rządy zainicjowały podbój ich terytoriów, podbój zwany w Chile Okupacją Araucanii, a w Argentynie Podbojem Pustyni. Najbardziej oczywiście było cenione zaangażowanie tubylców w budowę państwa. Podobnie jak w innych krajach postkolonialnych, takim postaciom stawia się dziś pomniki. Przy głównej Avenida 9 de Julio stoi pomnik Andres Guazurary, zwanego także Andresito.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pochodził ze szczepu Guarani i był jednym z najwybitniejszych dowódców i polityków wojny obronnej przeciwko inwazji portugalsko-brazylijskiej. Niedaleko jego pomnika tkwi inny – szalonego jeźdźca Don Kichota.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Postaci znamiennej w dziejach Hiszpanii i przyjętej do światowego dziedzictwa jako wyraz specyficznych, rycerskich zapędów, a w gruncie rzeczy poczciwiny, zagubionej i zdezorientowanej, której wyobraźnia często przewyższa poczucie realności. I wciąż jesteśmy świadkami takich szarż na wiatraki w naszym, współczesnym świecie.

Wędrowaliśmy przez długie godziny po centrum stolicy. Poszliśmy na południe przez Paseo Colon, gdzie znaleźliśmy poruszający pomnik – Canto Trabajo – poświęcony ludzkiej pracy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Popołudniowy, długi spacer zakończyliśmy pod budynkiem Kongresu,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

zwalistej, barokowo neoklasycystycznej budowli

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ozdobionej fontanną w stylu francusko-włoskim

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i otoczonej wysokimi budynkami – eklektycznymi i współczesnymi apartamentowcami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sporo tych budowli by zdumiało zapewne starożytnych Greków i Rzymian, widzących tak wielką skalę naśladownictwa ich stylu i mniej czy bardziej udanych imitacji. Zwalistość architektury jakoś uładza dbałość o detal, tak ważna w architekturze, na przykład wygląd lamp ulicznych.

26

Imponuje także rozległość placu oraz jego wygląd – pióropusze palm,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

skromniejsze pomniki i oczywiście wielkie stada gołębi karmionych, jak wszędzie, przez ludzi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gwałtowny rozwój Argentyny z końcem XIX wieku i budowa w 1897 budynku Kongresu (Parlamentu) spowodowała zagospodarowanie całego terenu. Teren o powierzchni trzech hektarów zajął Plac Kongresowy z budynkiem Kongresu, trzy dodatkowe skwery i powstały nowe promenady z rzeźbami. W 1907 roku zakupiono i umieszczono na skwerze jeden z ocalałych modeli słynnej rzeźby Rodina – Myśliciel.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na placu znajduje się także kamień z napisem Kilometr Zero, symbol oznaczający początek wszystkich autostrad Argentyny.

Przed budynkiem Kongresu belgijski rzeźbiarz Jules Lagae wybudował wielki pomnik Dwóch Kongresów, w którym najpierw rzuca się w oczy niewiasta z mieczem, będąca Alegorią Republiki,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

a kolejna niewiasta powozi rozpędzony koński zaprzęg, zapewne symbol naszej nieokiełznanej ludzkiej historii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Inny Belg, Henri d’Huicque, postawił neoklasyczną esplanadę ukończoną w 1914 roku. Jest tu także tarasowa fontanna z Neptunem, którą zaczęto nocą oświetlać, puszczając jednocześnie z głośników muzykę Gershwina i Jakuba Offenbacha. Z powodu nieustających aktów wandalizmu w 1999 roku postawiono metalowy płot z bramą. Mieszkańcy Buenos nie mogli się z tym jednak pogodzić i zażądali otwarcia bramy. Niestety akty wandalizmu się powtórzyły i w 2006 postawiono nowy płot.

Na prawo od Parlamentu zoczyłem przedziwny budynek, całkiem jak z dawnych baśni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To najwybitniejszy przykład budynku art nouveau w Buenos, zbudowany przez włoskiego architekta i zwany dźwięcznie Confitiera Del Molino. Jeden z najznamienitszych cukierników Buenos, Gaetano Brenna, nazwał swoją kawiarnię na cześć stojącego obok jego cukierni starego młyna Molino, pierwszego produkującego mąkę w mieście. W 1905 roku nastąpiła przeprowadzka w dzisiejsze miejsce. Zatrudniony Włoch ukończył dom w 1917 roku zdobiąc go fikuśną wieżą o wysokości 65 metrów, iluminowaną od wewnątrz elektrycznym światłem, z witrażami i skrzydłami wiatraka. El Molino stało się ulubionym miejscem spotkań polityków, artystów i biznesmenów. Niestety nie dbano o konserwację budynku i w 1997 roku go zamknięto. W tym samym roku kiedy uznano go za narodowy zabytek! Istnieją już plany odrestaurowania budynku i ponownego otwarcia kawiarni Molino.

Moje myszkowanie po okolicy, z jednoczesnym nie spuszczaniem oka z Seweryna, który zmęczony długim marszem co chwila gdzieś się zapodziewał, doprowadziło mnie do kolejnego pomnika, niedaleko od rzeźby Rodina. Na głowie Mariano Moreno, prawnika, dziennikarza i polityka odgrywającego jedną z czołowych ról w Primera Junta, przysiadły dwa gołębie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tak jak trzy lata temu, przed parlamentem zoczyłem miasteczko bezdomnych,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

śpiących w namiotach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zima jest tutaj na szczęście łagodna. W swych wędrówkach po świecie wszędzie napotykałem takich ludzi, z reguły w dużych miastach. Ten widok zawsze wywoływał we mnie odruch sprzeciwu – wobec społeczeństwa które do czegoś takiego dopuszcza lub na coś takiego przyzwala. Tym bardziej, gdy człowiek uświadomi sobie skalę bezczelnej korupcji, rozpuszczonego bogactwa i żarłocznych potrzeb różnych armii. Ze smętnych rozmyślań wyrwał mnie nagle odgłos wycia, jakby przyłączający się do mego nastroju. Na trawniku siedział pies i z zadartą w górę głową słał ku niebu swoją przejmującą skargę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie starczyło już ani czasu, ani tym bardziej sił, na odwiedzenie stadionu i muzeum piłkarskiego Boca Junior, ani niedalekiego muzeum sztuki, z którego dachu-tarasu jest niezły widok na port i jego okolice. Trudno – zostało na następny raz.

Nasze duszki opiekuńcze – Susanna i Silvana, wyznaczyły nam spotkanie przedostatniego dnia naszego pobytu w Buenos. Spotkanie odbyło się pod dawną Biblioteką Narodową (obecnie przybytek związany z muzyką i tańcem), gdzie dyrektorem przez wiele lat był Borges. To tam buszował po półkach szukając zapisów mędrców babilońskich i przestawiając zegary czasu. Nasza obsesja zegarami zaczęła się w XIX wieku. Od tamtego okresu tkwimy w szponach nieubłaganego uświadamiania sobie upływającego czasu. Przede wszystkim owa część „cywilizowana” ludzkości, bo jeszcze względnie sporo ludzi żyje dawnym tempem. Tu chciałbym się przyznać, iż nigdy nie posiadałem zegarka na rękę, lecz w ostatnich latach czas mnie dopada co chwila. Mam wrażenie, iż wciąż mi go brakuje, by wykonać to co akurat postanowiłem. I to niekoniecznie w planach, ale w codziennym życiu. To jeden z przejawów starości. Jak mawia mój słowacki przyjaciel z Toronto „metabolizm już nie ten, Krzysiu, energia durszlakowa”.

Jednakże obie strony okazały się bardzo punktualne, a ponieważ przybyliśmy nieco wcześniej, zaglądnąłem do biblioteki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na zewnątrz dostojny styl neoklasyczny, wewnątrz secesja pomieszana z barokiem,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

jednym słowem eklektyzm i co się dziwić, że Borges brodził w wiekach i historiach, od Chin po pampę, lubując się szczególnie w starożytnościach. Po latach spędzonych w bibliotece, gdzie utracił wzrok i już do końca życia był niewidomy, nabrał podejrzeń, iż całość ludzkiej historii jest spiskiem chaldejskich mędrców. Niektórzy niesłusznie sądzą, że z tego powodu był ojcem realizmu magicznego (realismo magico). Był nim Alejo Carpentier, świetny pisarz kubański, którego książki w czytaniu pachniały tropikiem i smakowały karaibską kuchnią. Gombrowicz nie znosił Borgesa, bo uważał, iż zaprzedał się przeintelektualizowanej Europie, próbując ją naśladować w literaturze. Nie wiem czy czytał parę świetnych opowiadań Borgesa o ludziach z argentyńskiej pampy. Być może by złagodniał w swej ocenie.

Poprosiłem nasze panie S.,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

aby nas najpierw zawiozły do miejsca, które wpadło mi w oko już w roku 2011. Naprzeciwko krajowego portu lotniczego – Jorge Newberry, stoi drewniany budynek z małym molem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dobiliśmy tam o zmierzchu z fantastycznie rozlewającym się zachodem słońca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Okazało się, ze jest to najstarszy klub żeglarski w Buenos. Z początku nie chciano nas wpuścić, bo jest dostępny tylko dla członków klubu i ich rodzin, lub zaproszonych gości. Bardzo grzecznie wyjaśniliśmy, że przybyliśmy aż z Polski, by sławetny klub zobaczyć i po raz kolejny słowo ”Polonia” magicznie zadziałało i realizmem się stało. Do biblioteki Borgesa strażnik też nie chciał mnie wpuścić, lecz gdy powiedziałem mu, iż Borges w Polsce jest od lat ceniony i lubiany, pozwolił mi wejść do ogromnego holu i zrobić zdjęcie.

Przeszliśmy kawałek po molo spoglądając ku niewidocznemu za horyzontem Montevideo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z boku dzwon, jak na sopockim molo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po lewej szarzejące w pomroku ujście La Platy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nad głową wzeszły niedawno księżyc,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

a za nami gasnący dzień w Buenos.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tam opadła mnie refleksja, iż do Buenos winno się przyjechać co najmniej na miesiąc, by je posmakować i się w nim rozsmakować. Na pewno nie poznać, bo Gonzalo mieszkający tu od lat, twierdził, że wciąż odkrywa nowe rzeczy, na przykład świetne kluby, gdzie można za darmo posłuchać koncertu lub rozkoszować się tancerzami tanga. Przeszliśmy się po korytarzach klubu, gdzie wisiało zdjęcie Gardela,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

niegdyś tu wpadającego, oraz okazy sumów-potworów złowionych w La Placie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Później umożliwiono nam poznanie smaku tutejszej kuchni. Porządkowi stwierdzili, że jesteśmy tak grzeczni i muy sympatico, iż zaproponowali nam kolację w klubowej restauracji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaprosiliśmy na nią obie panie, Silvana wybierała wino, by potem z małym smętkiem stwierdzić, iż jedzenie i wino nieco ją rozczarowały. Wierzyliśmy jej na słowo, bo jest osobą ze sfer wyższych Buenos, wykładowczynią zarządzania i biznesu na jednym z tutejszych uniwersytetów. 

Po kolacji ponownie wyszedłem na molo, wprost pod bliki księżyca iskające wodę.

51

I cichnący brzeg obramowany sylwetkami drzew z ulicznymi światłami.

52

Następnie panie zabrały nas na małą przejażdżkę po mieście. W dzielnicy Palermo wpadliśmy na doskonałe lody, które wprowadzili tu szerokim asortymentem Włosi. Przejechaliśmy słynną ulicę Libertador, przecięliśmy 9 de Julio i panie odwiozły nas pod drzwi naszego hotelu. Tu Silvana trochę się zafrasowała, że mamy hotel w nieco szemranej dzielnicy, co z kolei nas zdziwiło, bowiem spotkaliśmy tu samych miłych i uczynnych ludzi. A także świetne knajpki – wspomniane El Hipopotamo” i urokliwą „Hierbabuenę”. Obrabować próbowano mnie w centrum miasta, niedaleko ulicy Flores. Niebezpieczeństwa i zasadzki chadzają więc własnymi drogami.

Raz zachowałem się kretyńsko wobec sprzedawcy wyrobów ze skóry, z których słynie Buenos. Dałem mu sto pesos, marudził nieco z wydaniem reszty i nagle coś do mnie powiedział i zaczął odchodzić. Zaprotestowałem, że umawialiśmy się na 40 peso i chcę resztę. Inny sprzedawca, znający angielski, wytłumaczył mi, iż tamten poszedł rozmienić moja stówę. I sypnęły się komentarze po hiszpańsku na temat mego zachowania, mej nieufności i podejrzliwości. Zrobiło mi się bardzo głupio i parokrotnie sprzedawcę przepraszałem.

„Praca, którą Argentynka wkłada w swój wygląd zarówno ubrany, jak i rozebrany, jest rzeczywiście godna podziwu. (…) Strój jest tutaj sprawa pierwszorzędnego znaczenia , strój określa cie i umieszcza w hierarchii społecznej (…)”.

10. Puerto Madero i Siga La Vaca czyli postępuj za krową – po gorącym styczniu miasto naszły ulewy i są to ulewy tropikalne. Nasza ulica Bolivar zamieniła się w rwącą rzekę. Miałem w planach pokazanie Sewerynowi miejsca, które mnie zauroczyło w 2011 roku – Port Madero. Odczekaliśmy z trzy godziny i zaryzykowaliśmy długi spacer.

Pod koniec wieku XIX władze miejskie zadecydowały, że port towarowo-pasażerski powstanie w okolicach Plaza de Mayo. Zgłoszono dwa projekty i wygrał plan inżyniera Eduardo Madero. Otwarcie nastąpiło w roku 1897; na przełomie wieków dodano słynne magazyny, zbudowane z czerwonej cegły, które stały się jedną z charakterystycznych wizytówek miasta. Po 1916 utworzono promenadę Costanera (dziś mamy dwie Costanery: Północną i Południową) wraz z zagospodarowanym nabrzeżem. Stary port podupadał i postanowiono wybudować nowy, który ukończono w 1930 roku. To tam przybił Gombrowicz w dziewięć lat później. Stary port został całkowicie opuszczony i stał się martwym punktem miasta, w dodatku w samym centrum, z tyłu za budynkiem Casa Rosada.

W 1989 roku rząd postanowił odnowić i przebudować to miejsce tak, aby miasto zyskało reprezentacyjny dostęp do rzeki. Teraz mijając Casa Rosada z daleka już widać coś odmiennego.

1

Można także pojechać lub pójść w prawo od Rosady, koło Ministerstwa Obrony.

2

Ten budynek ma bardzo ciekawą historię. Pierwsze plany powstały w 1935 roku lecz je zmieniono. Ostatecznie zatwierdzono projekt trzyczęściowego budynku – dwa skrzydła i wysunięta na front sekcja centralna z fasadą o długości 230 metrów i czteropiętrowym portykiem. Dwadzieścia pięter wysokości i powierzchnia 82, 625 m², czyniły go jednym z największych budynków w kraju.

Budowa w stylu francuskiego Renesansu zaczęła się w 1938 roku, windy wyposażał Siemens, niemieccy specjaliści zakładali sieć komunikacyjną. Opracowano system bezpieczeństwa a specjalny, podziemny tunel prowadził do Casa Rosada. Budynek ukończono w kwietniu 1943 roku i w 1950 Peron nazwał budynek Edificio Libertador z okazji setnej rocznicy śmierci generała Jose de San Martin, bohatera narodowego Argentyny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzięki tunelowi prowadzącemu wprost do biura prezydenta, podczas przewrotu we wrześniu 1955 roku, Peronowi udało się zbiec do Ministerstwa Obrony, zanim został usunięty i wygnany. Gdy powrócił w 1973 roku, zerwał kontakt ze skrajnym, lewym skrzydłem Montoneros. Konflikt szybko się zaostrzył po objęciu władzy przez Izabele Peron. Montoneros 15 marca 1976 roku zdetonowali przed Ministerstwem samochód pułapkę zabijając jedną osobę i raniąc 29 wojskowych, co stało się pretekstem do przewrotu wojskowych w dziewięć dni później.

W grudniu 1990 roku, podczas wizyty prezydenta USA, Georga Busha, tym razem organizacja skrajnie prawicowa, dowodzona przez pułkownika Mohameda Ali Seineldina (sic!) czasowo zajęła budynek Ministerstwa. Próba obalenia prezydenta Menema całkowicie się nie powiodła.

W Puerto Madero

4

postawiono nowoczesne wieżowce – hotele i domy mieszkalne, niektóre z ciekawymi rozwiązaniami architektonicznymi;

5

6

7

stare magazyny przerobiono na restauracje, sklepy artystyczne i biura biznesu.

8

9

10

Pozostawiono portowe dźwigi,

11

12

miejsca cumownicze i stworzono basen jachtowy.

13

14

Przy nabrzeżu cumują na stałe, jako okręty-muzea, dwa słynne argentyńskie żaglowce: „Sarmiento” i „Uruguay”. „Sarmiento” zbudowany dla marynarki wojennej Argentyny,

15.sarmiento

Zdjecie z Internetu

sześciokrotnie opłynął świat dookoła i służbę na oceanach zakończył w 1938. Żeglował po argentyńskich rzekach do 1950 roku, stając się potem stacjonarnym miejscem treningów żeglarskich; w 1988 zrobiono z niego muzeum. Korweta „Uruguay”, zbudowana w Anglii w 1874 roku, pełniła służbę przez 140 lat biorąc udział w wielu historycznych wydarzeniach.

16

Była także okrętem szkoleniowym, hydrograficznym, ratowniczym i eksploatacyjnym. Jest prawdopodobnie najstarszym okrętem w Ameryce Południowej.

W głębi widać dźwigi i zabudowania nowego portu z wielkim nabrzeżem kontenerowym.

17

Przy samej rzece utworzono duży rezerwat ekologiczny, który jest dodatkowym miejscem dla spacerów. Poszliśmy w kierunku zwodzonego mostu,

18

obserwując potem przejście jachtów w głąb mariny.

19

Przecięliśmy ulicę przy krańcu mariny

20

i dotarliśmy na pogranicze starego portu gdzie stoją okręty wojenne.

21

Stamtąd zawróciliśmy drugą stroną nabrzeża mijając nowoczesną rzeźbę.

22

Pomiędzy drzewami widać było daleko piękny most.

23

Zadecydowano, że nowy obszar miasta będzie miejscem oddania hołdu argentyńskim kobietom. Wieńczy go ten most zwany El Puente de la Mujer, czyli Most Kobiet, projektu słynnego, genialnego architekta hiszpańskiego, Santiago Calatravy.

24

25

Po nabrzeżu spacerowało sporo ludzi. Minąłem restauracje o dziwnej nazwie – Asia de Cuba,

26

w której ucztowałem w roku 2011. Nie miała nic wspólnego z Asią, bo była po prostu chińską restauracją. I tam nastąpiło pierwsze zetknięcie ze stylem picia wina w Argentynie. Zamówiłem do obiadu lampkę wina. Kelnerka podniosła ze zdziwienia brwi więc sądziłem, iż mnie nie zrozumiała. Powtórzyłem jeszcze raz po angielsku, powoli, wtrącając nawet pojedyncze hiszpańskie słowa – copa, vino, una. Zniknęła i za moment przyniosła całą butelkę. Zaprotestowałem, a ona spokojnie mi odpowiedziała „Señor, tu nie ma wina na kieliszki. Jak nie wypijesz reszty, zabierzesz sobie do domu.” Jednak okazało się, że tego dnia miałem niezły ciąg i wypróżniłem całą butelkę. Do hotelu wracałem na małym rauszu.

Doszliśmy do mostu i przeszliśmy nim z powrotem na miejską stronę. Zbierało się na burzę.

27

Gorąco i coraz duszniej, chociaż momentami były przejaśnienia.

28

29

Lecz nadeszła druga fala

30

i ta nas w końcu dopadła. Niebiosa się otworzyły i gwałtownie runęły strugi wody. Zdołaliśmy znaleźć jakąś wnękę w bramie, skąd czailiśmy się na taksówkę. Po paru próbach się udało.

Druga wizyta w Puerto Madero nastąpiła innego dnia w późnych godzinach wieczornych,

31

kiedy udaliśmy się do słynnej restauracji zwanej Siga la Vaca,

32

33

nad którą wprost się rozpływała jedna z nauczycielek z mej torontońskiej szkoły, Kolumbijka Sandra. Rzeczywiście jest świetna – wyborne mięsiwa, jarzyny, sałatki, desery, wszystko jako bufet, czyli płaci się raz, je do woli.

34

Ku naszemu zdumieniu, nawet butelka wybornego wina mieściła się w tej cenie – 170 pesos na głowę, czyli… nie do uwierzenia, 17 dolarów US.

Po późnej kolacji przeszliśmy się oświetlonym i podświetlonym nabrzeżem.

35

36

37

Dźwigi nabrały tajemniczości

38

i spod spodu wyglądały jak kratownice wieży Eiffela.

39

Zawędrowaliśmy mostem poświęconym kobietom na drugą stronę.

40

Mijało nas wiele kobiet i dziewczyn, spacerując po dwie lub trzy, albo z chłopakami. Jest tu wiele urodziwych, smagłych kobiet, zgrabnych i przeważnie z długimi, kruczoczarnymi, rozpuszczonymi włosami, co obu nas zachwycało.

Most Calatravy był teraz wprost bajkowy,

41

42

a bukszpryt „Sarmiento” doskonale z nim współgrał.

43

Po wyjściu z Puerto Madero złapaliśmy taksówkę, którą wreszcie postanowiłem uwiecznić na zdjęciu.

44

Ku memu zaskoczeniu taksiarz całkiem dobrze porozumiewał się po angielsku i ucięliśmy sobie miłą pogawędkę, komplementując uroki Buenos Aires.

11.Glosa – z „Dziennika” Gombrowicza (lata argentyńskie): „Jeśli dotąd nie powiedziano, że podróżowanie jest sprawą erotyczną, ja to niniejszym wygłaszam. Kościoły, muzea, place, parki? Skąd, bzdura! Póki nie dotarłeś do ciał, do żywej cielesności miasta, gnębi cię ostracyzm – nie jesteś jednym z nich! I otóż ja, rozpalony, wałęsam się po ulicach, a zewsząd wyłaniają się pokusy i czarne oczy są powolne… Ja! W moim wieku! Katastrofa! Ale właśnie z powodu wieku mojego garnę się do tego szału, idę mu naprzeciw – bo oczekuję, że wskrzesi mnie, jakim byłem, w dawnej mojej twórczej zmysłowości! Przeżywam to, jak powtórzenie. Z otwartymi ramionami przyjmuję powrotną falę grzechu, który był mi natchnieniem, który będzie natchnieniem – bo sztuka jest z grzechu! Tak, tak, wiem to w tej chwili na pewno, sztuka to grzech!”