5 lutego, 2014 – Iguazu

Następnego dnia, już od śniadania, przy którym sekundowały nam koty,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

panował upał. Woda w kranie ma barwę brązowawą, od żelazistych związków gleby.

Pojechaliśmy autem Ariela na brazylijską stronę,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

płacąc bilety wstępu w argentyńskich pesos – po 50 na głowę. W dużym holu sporo ludzi i młode señority strzelające na boki czarnymi oczyskami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zarówno w Argentynie, jak i Brazylii, pytano nas w kasie o narodowość, którą starannie zapisywano. Mieliśmy trzy godziny czasu, by dotrzeć do długiej ścieżki wijącej się wzdłuż rzeki,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

z fantastycznym widokiem na wodospady po argentyńskiej stronie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Najpierw jechaliśmy spory odcinek autobusem,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

potem szliśmy ścieżką, czasem całkowicie skrytą w gęstym cieniu roślinności gdy schodziła na sam dół szlaku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wspinaczka pod górę i od razu nagroda w postaci panoramy wodospadów.

10

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

12

Po przeciwnej stronie przystań dla wielkich dinghy.

13

Wąska gardziel wąwozu i widok tym razem na brazylijską stronę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nadleciał helikopter i jak wielka ważka zniknął w oddali.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na tle nieba spory pająk snuje swą sieć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Następne kaskady

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ukwiecone tęczą.

18

Pod nią, skurczeni ludzie w dinghy, całkowicie przemoczeni i oszołomieni,

19

podziwiają spadające tony wody z poziomu rzeki. Musi to robić wielkie wrażenie. Natomiast okropne wrażenie zrobiła na mnie bryła betonowego hotelu, uwalonego na zakręcie rzeki i zanurzonego w gęstwinie zielonej dżungli.

20

To argentyński hotel i spa Sheraton, z 176 pokojami, odnowionymi po roku 2003 (otwarto go w 1978 roku). Od drugiej strony ponoć wygląda o wiele ładniej.

20a. sheraton iguazu

Zdjęcie z Internetu

Oferuje szereg atrakcji, oczywiście za dodatkową opłatą. W pokoju z dwoma łóżkami i własnym balkonem oraz widokiem wprost na wodospad, plus śniadanie, jedna noc kosztuje 375 dolarów US. Można oczywiście okresowo znaleźć specjalne oferty – od 250 do 280 dolarów US za noc.

Niedaleko Diabelskiej Gardzieli zobaczyłem uwijające się w powietrzu ptaki – głównie sępy,

21

pikujące czasem w wodną zawiesinę

22

i mnóstwo jerzyków.

23

Widząc, że od czasu do czasu znikają w ścianie wody, wydawało mi się, że usiłują się ochłodzić w południowym upale. Tymczasem okazało się, że w pionowej skale, za spadającą wodą, ptaki mają bezpieczne gniazda. Nikt tam nie zdoła się przedostać. Wyobraźcie sobie zakres umiejętności takiego ptaka gdy musi przeciąć spadającą masę wody…

Z prawej strony wyłoniły się kolejne strugi wytryskujące wprost z głębi lasu.

24

Ścieżka doprowadziła nas pod mniejszy wodospad.

25

Nagły podmuch wiatru i w sekundę byliśmy skąpani w zawiesinie kropelek wody, co przypadkiem uwieczniłem na zdjęciu, bo nie zdołałem w porę zasłonić obiektywu.

26

W dole na skale czatowała wielka czapla biała.

27

W oddali zobaczyłem ludzi na pomoście koło jednej z części nierównej, amfiteatralnej Gardzieli. Byli zawieszeni pomiędzy niebem a wodą.

28

Paręnaście metrów dalej roztworzyła się panorama diabelskiego kotła wodnego.

29

Z każdym krokiem ukazywały się kolejne wodospady, do których prowadziły długie betonowe pomosty z metalowymi płotami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

31

Wkroczyliśmy na nie, lecz aparaty zawinąłem w plastykową torbę i schowałem do plecaka. Nie chciałem ryzykować ich zawilgocenia. Pomosty skąpane są w wodnej zawiesinie. W niektórych miejscach, pod stopami, w prześwitach metalowej kratki huczała mocarna rzeka. Zmoczenie bynajmniej nas nie ochłodziło. Ale widoki zapierały dech w piersiach. Przed powrotem na główną ścieżkę skusiłem się na jedno zdjęcie z pomostu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ścieżka doprowadziła nas do dwupiętrowego budynku mieszczącego restaurację, szatnie i inne pomieszczenia. Największą frajdą była możliwość wchodzenia na tarasy widokowe, skąd zdejmowałem, najpierw na parterze, miejsce gdzie byliśmy 20 minut temu,

33

główny próg Diabelskiej Gardzieli,

34

35

potem podobne ujęcia, lecz z wyższego tarasu.

36

37

38

39

W pewnym momencie spojrzałem w dół i zobaczyłem ludzi na poziomie parteru i pierwszego piętra, nad jednym ze spokojniejszych ramion rzeki.

40

Wróciliśmy do restauracji, by wypić kawę, coś przekąsić i odsapnąć od zgęstniałego, wilgotnego upału. Potem siedliśmy na zewnątrz i wtedy zobaczyłem, że nie tylko my mamy już dość gorąca. Koło drzewa człapał powoli dyszący coati.

41

42

43

Czekając na autobus przemogłem się i łaziłem po okolicy, dzięki czemu natrafiłem na pomnik Frederico Engela, syna niemieckich emigrantów, który domagał się aby okolice wodospadu nie przechodziły w prywatne ręce i był jednym z pierwszych pionierów turystyki w tym rejonie.

44

Niedaleko pomnika znalazłem wielką planszę z mapą parku.

45

Podjechały autobusy

46

i jednym z nich wróciliśmy do głównej bramy, skąd Ariel powiózł nas znów do argentyńskiej części parku. Minęliśmy brazylijskie miasto Foz do Iguacu, o wiele większe i bardziej niebezpieczne od jego imiennika po argentyńskiej stronie. Z mostu mogliśmy stwierdzić jak duża jest rzeka Iguazu, niedaleko ujścia do Parany.

47

W głębi stał duży statek, według Ariela były wycieczkowiec służący teraz za kasyno, ale dopływają tu także spore statki pasażerskie, wprost z Buenos Aires. Taką podróż odbył Gombrowicz i malowniczo opisał we wspomnieniach argentyńskich. Po obu stronach drogi gęsto stoją znaki ostrzegawcze z namalowanymi symbolami trzech zwierząt: coati, tapira i jelenia. Jeden coati zawdzięczał życie refleksowi Ariela – przyhamował w ostatniej chwili przed przemykającym przez szosę zwierzęciem.

W parku poszliśmy najpierw do restauracji, która ma bogaty zestaw jedzeniowy, tzw. bufet. Za 95 peso (1 USD – 10 peso; 1zł – 2.5 peso) można najeść się do woli. A jak w takim upale smakuje zimne piwo! Bardzo popularne jest belgijskie Stell Artois. Przed restauracją zabawnie podbiegały czajki na szczudłowatych nogach.

48

Potem, po raz pierwszy wymieniłem pieniądze w maszynie bankowej. Za każdą transakcję ściągana jest dodatkowo tutejsza opłata bankowa – 42 peso. Na stoisku Indian Guarani kupiłem rzeźbionego w drewnie tukana, w nadziei, iż tym go zaczaruję.

W potwornym upale, przy zbierającej burzy,

49

która się rozeszła i temperatura była jeszcze bardziej nie do wytrzymania,

50

doszliśmy do stacji kolejki i podjechaliśmy jeden przystanek, by zobaczyć ciąg wodospadów zwanych Superior. Na trasie porozstawiane są tabliczki informujące z jakimi gatunkami drzew i roślin ma się do czynienia. I powtarza się ładny znak- symbol argentyńskiej części parku Iguazu.

51

Na wysokim brzegu z daleka widoczne zabudowania dawnej misji

52

i po chwili wkracza się w gęsty las, gdzie z długiej krawędzi uskoku spada wiele wodospadów.

53

54

Drzewa, krzewy i wyniosłe trawy dosłownie wdzierają się we wnętrza wodospadów i ma się do czynienia z dwoma pasującymi się żywiołami – wody i roślinności.

55

56

57

Seweryn uwiecznił mnie na tle tegoż szaleństwa,

58

a ja z kolei uwieczniłem innych nieboraków, totalnie skąpanych w gęstej zawiesinie wodnego pyłu.

59

To tutaj wodospad wyraźnie się cofa. Spadająca woda tworzy wodny kocioł, który podmywa podstawę wodospadu do momentu aż górna część runie i proces się powtarza. Dokładnie tak jak z kanadyjską Niagarą.

Na niektórych odcinkach rzeczne ramiona płynęły bardzo spokojnie,

60

by za chwile runąć w dół z wysokiego progu.

61

Twardsze skały tworzą wysepki zajęte przez bujną roślinność.

62

Wszędzie prowadziły nas starannie utrzymane ścieżki i drewniano-metalowe pomosty.

63

Zrobiliśmy pętle i dotarliśmy ponownie do punktu widokowego na misję po drugiej stronie rzeki.

64

Za chwilę tablica z wierszem ku czci strażnika parku Bernabe Mendeza, który w tym miejscu został zabity przez kłusowników.

65

Sponad brzegu wytrysnęła tęcza i zwisła nad rzeką.

66

Drzewa, porośnięte orchideami, mchem i trawami

67

oraz krzewy z kępami bambusowego lasu oplecionego lianami,

68

tworzą tutaj niesamowite uroczysko. Panuje unikalny mikroklimat z endemicznymi gatunkami orchidei i rzadko wystepującym drzewem zwanym Copaifera. Parędziesiąt lat temu rzeka była czysta lecz na skutek wyrębu lasów nastapiła erozja gleby. Rzekę zabarwiło na ciemnoczerwony kolor przez co ryby miały zakłócone tarło – nie mogły się wzajem rozpoznać i to samo dotyczyło karmiących się nimi zwierząt i ptaków, które nie mogły je spostrzec w zamulonej wodzie. Paradoksalnie jakość wody poprawiła się po wybudowaniu tam, które wobec sedymentu działają jak filter. Na otwartej przestrzeni nowa niespodzianka – podwójna tęcza, tym razem od lewej strony.

69

Kiedy ją obchodziliśmy wypełniła się i przerzuciła na drugą stronę rzeki.

70

Nagle zauważyłem ruch nad moją głową. Spojrzałem w górę i oniemiałem. Na drzewie siedział tukan. Nie chciałem sięgać po teleobiektyw, bo bałem się, iż tukan odleci. Gdy uniosłem aparat przeleciał na drugą stronę pomostu. Nie wydawał żadnego dźwięku, a dostrzec go było niezmiernie trudno. Żółte, zielone, ciemne plamy listowia, kwiatów i owoców stwarzały go niewidocznym. Sięgnął po jakiś owoc i go zgniatał swym dużym dziobem. Kolejne moje marzenie z dzieciństwa się spełniło. By tukana na dwóch zdjęciach odnaleźć, trzeba je uważnie przepatrzyć.

71

72

Brazylijski park pożegnał nas w postaci wielkiej mrówki szparko maszerującej po kamiennym murku.

73

Przeprosiliśmy Ariela za małe spóźnienie, ale tutaj tym się zbytnio nie przejmują. Lorena przygotowała nam kolację, którą spożyliśmy pod dachem w ogrodzie, przy dobiegających od czasu do czasu dźwiękach cykad. Koty wykończone całodniowym upałem schowały się w domu i rozkoszowały klimatyzacją. Szybki prysznic, przerzucanie zdjęć na komputer i koło jedenastej wieczorem miałem dość. Nawet Seweryn nie próbował przeciągać i szybko zasnęliśmy.