4 lutego, 2014 – Buenos Aires – Iguazu

Pobudka o 6.30, ogarnięcie pokoju,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

śniadanie składające się głównie z owoców, ciasta i kawy. Przed 7.30 podjechał Victor, nadzwyczaj punktualnie i pojechaliśmy na krajowe lotnisko Jorge Newberry, położone niedaleko ujścia La Platy.

Na lotnisku znajome widoki z roku 2011; wtedy było chłodno i bardzo szaro. Dziś zielono, La Plata stalowo-szara z przebłyskami niebieskości. Zadziwiająco blisko lotniska…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Samolot linii Aerolineas jest znacznie opóźniony. Będziemy podjeżdżać do niego autobusem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wreszcie nas przepuszczają, dojeżdżamy, wspięcie po schodkach i jesteśmy w środku. Kołowanie na pas startowy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i wzbijamy się w powietrze przelatując nad budynkiem w stylu belgijskim lubo holenderskim (taki typ z molem, bardzo popularny nad Morzem Północnym).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To jeden z licznych klubów żeglarskich – De Pescadores Olivos. Złudzenie bycia nad Holandią pogłębia następny widok, jakby nowy kawałek lądu wydarty u ujścia Renu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szybko nabieramy wysokości i ukazuje się panorama Buenos.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niedaleko stolicy zbieg trzech rzek: Parany (po Amazonce druga, najdłuższa rzeka w Ameryce Południowej), Negro i Urugwaju, które na krótkim odcinku tworzą La Platę wdzierającą się szerokim lejem do oceanu. Na granatowej lub zielonkawej wodzie Atlantyku tkwi nieustannie wielka, jasno czekoladowa plama, bo rzeki niosą namuły z głębi kontynentu, ową tierra rosa (czerwoną ziemię). Plama po deszczach się powiększa z powodu coraz intensywniejszego wycinania lasów. Erozja gleby zmienia ekosystem zakłócając rytm życia roślin i zwierząt.

Ową plamę świetnie widać na zdjęciu z NASA,

7a

Zdjęcie z Internetu

na którym po prawej jest widoczne Buenos Aires, a po lewej, przy oceanie, Montevideo w Urugwaju. Szerokie ujście powoduje wymieszanie wód słodkich i słonych i przy Buenos woda jest dalej słonawa.

7b

Schemat z Internetu

Skręcamy na północ, przelatując niedaleko szeregu satelickich miast stolicy, położonych wzdłuż zachodniego brzegu La Platy,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

gdzie uchodzi kolejna rzeka Lujan.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Potem wijąca i zwężająca się Parana,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

lecz to tylko złudzenie perspektywy, bo rzeka jest potężna i pływają po niej duże statki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Parana ma parę ramion, największe zwane Parana Guazu, spotyka się z szeroką rzeką Urugwaj. Gdy za niemal godzinę jesteśmy na wysokim pułapie, wyraźnie widać meandrowanie Parany wraz z szeregiem starorzeczy w postaci półksiężycowatych jezior.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Natrafiamy na wielkie jezioro Esteros del Ibera niedaleko granicy z Paragwajem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jesteśmy już blisko tropikalnych lasów i zaczynają się połacie wyrąbanej dżungli, zamienionej na pola uprawne. Pozostały tylko wąskie pasma zieleni, zapewne aby dla zwierząt utworzyć rodzaj korytarza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kiedy poruszamy się pociągiem na trasie Sopot – Warszawa, lub autobusem z Białegostoku do Wilna, lub gdy przemierzamy obszary lasu borealnego i tajgi w Kanadzie, a tutaj akurat las podzwrotnikowy, ma się wrażenie, że świat wypełniony jest lasami. Proszę popatrzeć na skomponowane zdjęcie NASA, z marca 2002 roku, światowych terenów leśnych (z Internetu).

This image obtained from NASA 05 March 2002 shows the Earth bearing its true colors. Blue oceans dominate our world, while areas of green forest, brown mountains, tan desert, and white ice are also prominent. Oceans appear blue not only because water itself is blue but also because seawater frequently scatters light from a blue sky. Forests appear green because they contain chlorophyll, a pigment that preferentially absorbs red light. The above image is a composite generated predominantly with data from Moderate Resolution Imaging Spectroradiometer (MODIS), an instrument mounted on NASA's Terra satellite that has orbited Earth since December 1999. AFP PHOTO/ NASA / AFP PHOTO / NASA / NASA

Wydaje się, iż zieleń niemal dominuje. Nic bardziej złudnego. Dwa wielkie pasy bezdrzewnych obszarów na północy i południu i pośrodku powiększający się, na skutek zmian klimatycznych, obszar pustynny. Las dawniej wzbudzał wielki lęk w człowieku, a jednocześnie pazerną eksploatację, trwającą do dzisiaj. W ostatnich latach rosną nowe pokolenia, które znają las z telewizji lub komputera i gdy tam się znajdą, najczęściej całkowitym przypadkiem, czują się zagubieni i jeszcze bardziej przestraszeni niż ludzie pierwotni.

Miasteczko Puerta Esperanza z ulicami w regularną szachownicę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zniżamy powoli lot i znów jesteśmy nad wijącą się Paraną.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za rzeką, w dole, kłęby dymu (może wypalają kolejny kawałek dżungli?), nad okolicą fantazyjny cumulus.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynają się szerokie rozlewiska sztucznego jeziora Embalse Uruguay,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

powstałego skutkiem postawienia wielkiej tamy Urugua-i, największej hydroelektrowni w argentyńskiej prowincji Misiones. Tamę, o wysokości 76 metrów i mocy 60 MW, ukończono w roku 1991 i retencyjny zbiornik ma 8840 hektarów powierzchni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Istnieje nowa koncepcja, która wzbudza wiele kontrowersji z powodu prawdopodobnych zniszczeń środowiska. Tunelem o długości 40 kilometrów chcą dostarczać tutaj wodę z rzeki Iguazu. Tunel będzie przechodził na granicy Parku Narodowego Iguazu i urugwajskiego parku prowincjonalnego Urugua (całkowita powierzchnia chroniona wynosi tu ponad 150 tysięcy hektarów).

Lecimy nisko nad polami uprawnymi poprzedzielanymi pasami zieleni

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i gęstą dżunglą,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

spośród której wyskakuje nagle pas lotniska i parę minut po dwunastej lądujemy w Iguazu, co w języku Indian Guarani oznacza Wielkie Wody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Styk trzech krajów: Argentyny, Brazylii i Paragwaju, w ramionach spotykających się dwóch rzek – Parany i Iguazu.

24

Schemat z Internetu

Ta ostatnia robi ostry zwrot i w warstwach bazaltu i piaskowca żłobi na progach i uskokach liczne wodospady; w sumie jest ich 275.

Uformowanie terenu wokół zaczęło się 200 milionów lat temu gdy, na superkontynencie zwanym Pangea, nastąpiło pierwsze odłamanie kontynentu Afryki od Ameryki Południowej. 100 milinów lat temu, poprzez rozpadlinę w skorupie ziemskiej, wielki wylew lawy uformował się na wysokość paru kilometrów, warstwami o miąższości parudziesieciu metrów. Dlatego wodospad ma dziś trzy główne stopnie o różnej wysokości: najwyższy pomiędzy 140 a 180 metrów, następny od 116 do 141 metrów i ostatni stopień poniżej 116 metrów. Ponieważ ruch płyt tektonicznych doprowadził do rozpęknięć (uskoków) w bazaltowych skałach, rzeka je wykorzystała, przy czym główny nurt pędzący w jednym z kanałów, żłobi go nader intensywnie. Nie dość, że cała okolica ma od 8 do 10 grubych warstw wylewów bazaltowych, w sumie liczących dzisiaj około tysiąc metrów głębokości, co jest największym tego typu wylewem bazaltowym na świecie, to sam wodospad jest cztery razy szerszy od Niagary (amerykańskiej i kanadyjskiej razem). Wodospady zachowują się podobnie jak kanadyjska Niagara – na skutek erozji systematycznie się cofają. Oryginalny początek wodospadu był, od jego aktualnego położenia, 28 km w dole rzeki.

Pod regionem Iguazu znajduje się podziemna warstwa wodonośna, szósta pod względem wielkości na świecie, zwana Guarani Aquifer. Obejmuje swym zasięgiem zlewisko rzeki Parana w Brazylii, Paragwaju i Urugwaju oraz Basen Chaco w Argentynie. Guarani Aquifer powstał w pokładach piasków, około 150 milionów lat temu, w erze Mezozoicznej. Ten podziemny zbiornik słodkiej wody, ma wielkie znaczenie dla zaopatrzenia w wodę tutejszych miast oraz dla zwiększonego ruchu turystycznego. Drugim sposobem umiejętnego gospodarowania tutejszymi zasobami wodnymi jest budowa tam.

Na Paranie, w odległości 12 kilometrów od wodospadów, stoi tama Itaipú, z największą, pojedynczą stacją hydroelektryczną na świecie, zbudowaną wspólnie przez Brazylię i Paragwaj.

23a.Itaipu_Décembre_2007_-_Vue_Générale

Zdjęcie z Internetu

Ma 196 metrów wysokości, prawie 8 km długości, 20 turbin o mocy 700 MW oraz sztuczny rezerwuar o powierzchni 1350 km².

23b.Itaipu_Décembre_2007_-_Intérieur_du_barrage

Zdjęcie z Internetu

Konstruowanie tamy rozpoczęło się w 1975 roku, ukończono ją i napełniono rezerwuar w 1982; pełną moc osiągnęła w dwa lata później. W międzyczasie, w 1979 roku, na skutek niepewności i podejrzliwości trzech junt rządzących akurat w Argentynie, Brazylii i Paragwaju, podpisano trójstronne porozumienie, aby uregulować wszystkie sprawy związane z operowaniem hydroelektrowni. Wojskowi z Argentyny obawiali się, że w razie jakiegoś konfliktu, Brazylia mogłaby otworzyć wrota śluz i kompletnie zalać Buenos Aires.

24a

Schemat z Internetu

Budowa tamy spowodowała przesiedlenie 10 tysięcy rodzin i jeden z największych wodospadów świata Guaira został wysadzony w powietrze, a narodowy park wokół niego zlikwidowany. Wodospad przed wysadzeniem niejako odegrał się na ludziach, którzy przyszli na specjalny most widokowy, by po raz ostatni go zobaczyć. Zebrał się wielki tłum turystów, przeciążony most runął i zginęło 80 ludzi. Stacja hydroelektryczna produkuje tak wielką ilość elektryczności, że można nią pokryć całkowite zaopatrzenie w Południowej Brazylii, stanie Minas Gerais oraz wielkich miastach – Rio de Janeiro i São Paulo. Wodospady sytuują się w centrum dwóch narodowych parków: argentyńskiego i brazylijskiego. Argentyński Narodowy Park Iguazu w prowincji Misiones (w sumie z innymi obszarami 67 620 hektarów) założony w 1934 roku, chroni 2500 km² lasu podzwrotnikowego dochodzącego do miasta Puerto Iguazu, gdzie będziemy mieszkać. Przez park przechodzą dwie główne drogi krajowe – numer 12 i 101. Powierzchnię parku podzielono na dwa obszary zarządzania; jeden o powierzchni niemal 60 tysięcy hektarów, drugi przeszło siedem tysięcy.

Brazylijski Parque Nacional Foz do Iguaçu,o powierzchni 1852 km², założono w 1939 roku, na zachodnim krańcu stanu Parana. W 1986 roku UNESCO mianowało go Miejscem Dziedzictwa Światowego. W 2012 wodospady, po obu stronach granicy, wybrano jako jeden z siedmiu współczesnych cudów świata. Mosty łączą argentyńskie miasto Puerto Iguazu z brazylijskim Foz Iguaçu i paragwajskim Ciudad del Este.

Z powodu wielkiej ilości wilgoci rozpylonej w powietrzu parki mają przebogatą florę i faunę. W regionie Iguazu jest 185 hektarów oryginalnego podzwrotnikowego lasu, największy tego typu kompleks w Ameryce Południowej. Są tam brazylijskie orzechowce, drzewa bawełniane i cały szereg drzew o nader egzotycznych nazwach – jaracatiá, angico, canella, guacumbu czy ipê. Ponadto gęste zarośla bambusa, begonie wystrzeliwujące nieraz pomiędzy palmami i tutejszym rodzajem sosen. Niezliczone, duże i kolorowe motyle, ptaki – małe papużki długoogonowe i wielkie ary, tukany, sępy i jerzyki oraz świat zwierzęcy – aligatory, wydry, jaguary, szopy pracze i pancerniki.

Okolice były i są dalej zamieszkane przez Indian Guarani, na których natknęli się w XVI wieku Hiszpanie i Portugalczycy. Pierwszy Europejczyk dotarł tu w 1542 roku i oczywiście w zgodzie z ówczesnym ekspansywno-katolickim duchem czasu, nazwał wodospady imieniem Świętej Marii. Potem w wieku XVII, między innymi koło wodospadów, powstały misje jezuickie, które przetrwały przeszło 150 lat. Zakonnicy próbowali stworzyć teokratyczne państwo, oparte głównie na wyzysku „dzikich”. Ale to całkiem inna historia…. W XIX wieku zaczęły się pierwsze wyprawy turystyczne do wodospadów.

Najsłynniejszym pracownikiem parku po stronie argentyńskiej był Jorge Cieślik (1947- 2012), syn Rosjanki i Polaka, żołnierza polskich sił zbrojnych na Zachodzie.

24b. Jorge_Cieslik

Zdjęcie z Internetu

Rodzina wyemigrowała po wojnie do Argentyny, młody Jorge ukończył szkoły w Cordobie i potem studiował na uniwersytecie Tucuman, specjalizując się w zarządzaniu obszarami chronionymi. Badał dziewicze obszary lasu podzwrotnikowego, parał się fotografią i pisał książki. W uznaniu zasług, w roku 2005, parlament prowincji Misiones uhonorował go oficjalną sesją, wyrażając mu wdzięczność za wieloletnią pracę nad ochroną parku Iguazu. Gdy zmarł w roku 2012, zgodnie z życzeniem jego prochy rozrzucono w rzece Iguazu. Jego syn, Pablo Cieślik, był pierwszym pisarzem dokumentalistą, który opisał dzieje niemal nieznanej misji jezuickiej Reduction Jesuítica Santa Maria del Iguazú, będącej częścią Jezuickich Misji Guarani tworzących mini państwo na terytoriach północno-wschodniej Argentyny, Paragwaju i południowej Brazylii.

Po raz pierwszy w mym życiu zobaczyłem dżunglę, póki co z samolotu i za chwilę wrzuta w czterdziestkę, w lepki upał, w czerwoną ziemię i zapach butwiejącej roślinności. Organizm najpierw sflaczał od nadmiaru zmian temperaturowych – w ciągu 72 godzin z minus 12 w plus 40.

Teraz już wiem – wodospady Iguazu winno się oglądać we wrześniu lub z początkiem października, gdy temperatury lokują się w okolicach 20 stopni i jest także mało turystów. Bo turyści nie dość że głośno, a czasem wrzaskliwie, wyrażali swój zachwyt, to głównie robili sobie „ boleśnie uśmiechnięte zdjęcia” na tle wodospadów. One buzowały gdzieś tam z tyłu za nimi, stanowiąc w ogólnym rachunku tylko tło dla ich przybycia i uwiecznienia.

Druga konkluzja – gdy się w lipcu przyjedzie, to co najmniej na tydzień. By nasycić oczy, nawdychać się gęstego zapachu dżungli, poznać jej bogactwo – przeszło dwa tysiące gatunków roślin, 400 gatunków ptaków i drugie tyle owadów. Wielkie różnobarwne motyle krążyły wokół nas i to tak szybko, że nie zdołałem żadnego z nich sfotografować. Należy dać się oczarować jednym z najpiękniejszych wodospadów na świecie i obie strony – argentyńską (80% parku) i brazylijską – koniecznie zobaczyć.

Oczywiście pytają „ a która piękniejsza?”, co jest pytaniem bezsensownym, bowiem obie są przepiękne. Na argentyńskiej stronie jest w wielu miejscach bliższy do nich dostęp, do krawędzi spadu. Natomiast po brazylijskiej stronie podchodzi się pomostem do samej krawędzi Diabelskiej Gardzieli (La Garganta del Diablo).

Z lotniska odebrał nas młody człowiek, Ariel i zawiózł do hoteliku ”Casa Yaguarete” prowadzonego przez miłą Meksykankę, osiadłą w Argentynie – Lorenę. Stąd, w naszym małym domku,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

na ścianach wisiały reprodukcje obrazów Fridy Kahlo. Przed domkiem kępa palm

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

o wielkich liściach,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

średniej wielkości drzewo pomarańczowe pełne zielonych jeszcze kul.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rozległy ogród z tropikalną roślinnością i wieloma drzewami owocowymi. Wielotygodniowe upały powodowały spadanie owoców jeszcze przed dojrzeniem. Niektóre czyniły to z hukiem, waląc o dach otwartej jadalni w ogrodzie. Głównie gujawy. Wśród opadłych owoców krzątały się skrzeczące, czasem nadmiernie kłótliwe, popielato brązowe ptaki. Na drzewach uwijały się zielonkawo-czerwonawe papugi i kolorowe ptaki, których nie potrafiłem nazwać. Po ziemi lazł wolno, chrzęszcząc cicho swym pancerzem, olbrzymi żuk.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wszystko wokół taplało się w natrętnym, przyczepiającym się i farbującym ubranie i ciało, czerwonawym pyle. Przed wejściem do domku zostawiało się buty, do jadalni w ogrodzie szło się po kamiennych płytach.

Po rozpakowaniu, Ariel od razu zawiózł nas na argentyńską stronę parku. Bilety kosztowały 85 pesos (stempluje się je pierwszego dnia, dzięki czemu płaci się połowę w dniu następnym), przeszliśmy specjalną ścieżką przez kawałek dżungli, dochodząc do stacji ekologicznej kolejki,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

która dowiozła nas do punktu końcowego. W trakcie jazdy niespodziewanie wymsknął mi się z ręki drugi aparat fotograficzny i upadł gdzieś w krzewy przy torze. Jeden z pasażerów powiedział mi abym się nie martwił i zgłosił zgubę na końcowej stacji, co też uczyniłem. Miałem dopytać się o aparat po powrocie. Już nader zmękoleni upałem i wilgocią, dopadliśmy kawiarnię z ogródkiem, gdzie wypiliśmy po dwa wielkie i zimne soki. A obok uwijały się kolorowe ptaszydła skacząc po krzesłach i stołach, wrzaskliwe i nieco natrętne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Stąd szliśmy pomostami do wodospadów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Uderzyła mnie wielka czystość utrzymywana w parku, co także zauważyłem potem po stronie brazylijskiej. Większość obsługi stanowią młodzi ludzie. Przechodziliśmy poprzez zakole rzeki ocienionej gęstymi zaroślami i drzewami zdawało się wyrastającymi wprost z wody,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

którą spływała dinghy z parunastoma osobami w kapokach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na drzewach brody długich mchów

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

gęstniejących w miarę zbliżania się do wodospadów. Z daleka było słychać poszum i łoskot spadającej wody. Kolejny zakręt i …jest!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W jednym z ramion rzeki Iguazu zoczyłem ogromną, czarną rybę,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

z zarośli wychodziły na ścieżki tutejsze szopy pracze zwane coati. Ale mnie się marzył tukan, ptak który mnie ogromnie fascynował w dzieciństwie. Widziałem go nieraz w zoo, lecz chciałem zobaczyć na wolności, w jego naturalnym otoczeniu. Zobaczyć go niełatwo – fruwa bezszelestnie a jego kolory zlewają się z barwami drzew, liści i owoców.

Wodospady rzeki Iguazu – w sezonie deszczowym 275, suchym 150 – spadają na przestrzeni paru kilometrów z bazaltowej krawędzi płaskowyżu. Niagara ma jedną, wielką podkowę kanadyjską i dwa proste wodospady po stronie USA (Eleonora Roosevelt, po zwiedzeniu Iguazu i porównaniu obu, nazwała amerykańskie „cieknącymi kranami”). Tutaj jest istny festiwal wspaniałych katarakt.

38

38a.iguazu-panorama

Oba zdjęcia z Internetu

W ich kontemplacji nieco przeszkadzał spory tłum ludzi. Ze wszystkich lał się pot strumieniami, słońce przypiekało niemiłosiernie, a pragnienie było nie do zaspokojenia. Bez przerwy chciało nam się pić.

Obeszliśmy wszystkie pomosty,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

42

spoglądając na brazylijską stronę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kotłowanina wody przeplatanej tęczą jest fascynująca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

45

Huk spadających mas wody i na krawędzi drżenie gruntu.

46

Od patrzenia, na zsuwającą się z progów wodę, zaczyna lekko kręcić się w głowie. Jest złudzenie ruchu, żywioł przyciąga, fascynuje i gdzieś tam w głębi napełnia respektem, a czasem wręcz lękiem.

47

Ma się świadomość swojej kruchości. Znikomości wobec… Rośliny rosnące w niewiarygodnych miejscach, wczepione w kawałek wystającej skały.

48

Ludzie na pomostach, czasem kompletnie zmoczeni, gdy zawieje wiatr od wodospadu.

49

Trzeba szybko chronić aparat. Najlepiej trzymać go zawiniętego w plastykową folię i tylko odchylać ją przed obiektywem w sprzyjających momentach.

Po piątej dotarliśmy do kolejki i osiągnęliśmy stację początkową. Powitał mnie lekko zmoczony coati

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i strażnik parku z moim aparatem który znalazł przy torach. Jakże dobry znak. Przed szóstą doczłapaliśmy do głównego wejścia, gdzie czekał na nas Ariel. Lorena poczęstowała nas lekką kolacją – warzywa i owoce oraz różne napoje, bo dalej panowała parna i gorąca pogoda. Jedliśmy wspólnie ze starszym małżeństwem z Seattle, które kończyło podróż wycieczkowym statkiem wokół Ameryki Płd. – od Valparaiso, poprzez przylądek Horn do Buenos Aires – z wypadem nad Iguazu. Tym razem przy posiłku asystowały nam trzy koty Loreny, która na zakończenie kolacji przyprowadziła dwa poczciwe labradory pragnące tylko jednego – jak najszybszego powrotu do klimatyzowanego pokoju. My zresztą pragnęliśmy tego samego i tak upłynął mój pierwszy w życiu dzień w tropiku.