4 kwietnia, 2014 – San Carlos de Bariloche

Miasto

Bariloche leży u podnóża Andów, otoczone jeziorami: Nahuel Huapi (nad którym miasto się rozłożyło; jezioro ma 557 km² i dochodzi do 450 metrów głębokości), Gutierrez, Moreno i Mascaradi oraz pasmami gór – Tronador, Cerro Catedral i Cerro Lopez. Dlatego popularne są tutaj sporty zimowe i wodne, także szlaki piesze i wspinaczki. Cerro Catedral, ulokowane 19 km od Bariloche, jest największym centrum narciarskim w Ameryce Południowej, ze stokami zjazdowymi

110z

Z Internetu

o długości przeszło 130 kilometrów (różnica poziomów 1170 metrów), a wyciągi mogą przewieźć 22 tysiące narciarzy na godzinę.

110z1

Z Internetu

Jezioro Huapi leży w parku Nahuel Huapi, najstarszym parku narodowym Argentyny, założonym w 1903 roku. O jego powstaniu i roli w tym Francisco Moreno pisałem w odcinku z 13 marca, 2014.

Nazwa miasta pochodzi z języka Indian Mapudungun (Vuriloche oznaczało „ludzi zza gór”) i owo przejście andyjską doliną było przez bardzo długi czas ukrywane przed Hiszpanami. Ten obszar Hiszpanie poznali częściowo dopiero w XVI wieku, po podboju Chile. W sto lat później zapuścili się tu Jezuici ustanawiając pierwszą misję nad jeziorem. Doszło oczywiście do nieporozumień z lokalnymi Indianami, którzy w 1717 roku misję zniszczyli. Gdy w 1766 roku znów próbowano ją założyć, zakon rozwiązano i nakazano im opuścić Ameryką Południową. Do końca XIX wieku okolica Bariloche miała więcej kontaktów i związków z Chile, ale wyprawy Moreno i kampania zwana Podbojem Pustyni, doprowadziły do podpisania traktatu granicznego, W 1881 roku cały region Nahuel Huapi przypadł Argentynie. Zaczęli osiedlać się tutaj Niemcy, głównie z Chile. Jednym z pierwszych był Carlos Wiederhold i po nim miasto zyskało pełną nazwę San Carols de Bariloche. Lokalna legenda podaje, iż nastąpiło to na skutek pomyłki – ktoś zaadresował kopertę do Wiederholda San Carlos, zamiast Don Carlos. Za nim przybyli inni i w 1895 roku osadnicy rekrutowali się przeważnie z rdzennych Niemców oraz niemieckojęzycznych Austriaków i Słoweńców, plus grupa Włochów z Belluno w Dolomitach i Chilijczyków.

Główny szlak handlowy miasta wiódł do chilijskiego portu Puerto Montt. Buenos Aires było odległym, mgławicowym miejscem. W 1934 roku Bariloche uzyskało połączenie kolejowe via Viedma z Buenos Aires. Dzisiaj pociąg kursuje raz w tygodniu, każdy piątek – Tren Patagonico , z Viedmy do Bariloche (z Bariloche do Viedmy odchodzi w niedzielę). Podróż trwa 19 godzin, koszt – 200 pesos miejsce siedzące, pierwsza klasa – 374, Pullman – 490 pesos (ceny z 2014; 100 peso = 11.5 US dol., 10 Euro, 42 złote). Miasto posiada także duży, międzynarodowy port lotniczy i ma dogodne połączenie lądowe, poprzez Andy, z pobliskim Chile.

W latach 1930-ych postanowiono zmienić jego wygląd. Przebudowę rozpoczął dyrektor parków narodowych Ezequiel Bustillo, zatrudniając do tego swego brata, architekta Alejandro Bustillo, który wybudował parę obiektów w narodowym parku Iguazu. Baustillo, w związku z umiarkowanym klimatem miejsca, postanowił budować w stylu alpejskim, także aby konkurować z turystyką w Europie. Bo głównym punktem odniesienia było postawienie na turystykę. Alejandro, dosłownie zakochał się w mieście i okolicy, projektując szereg placów i budynków, w tym dwa najsłynniejsze – neogotycką katedrę i okazały hotel Llao Llao. Inny architekt, Ernesto de Estrada, zaprojektował obszerny rynek z budynkami z kamienia i drewna, zwany Miejskim Centrum (El Centro Civico), który zaczęto nazywać Małą Szwajcarią. Mieści się tam ratusz miejski, główna poczta, stacja policji i budynek ceł oraz muzeum patagońskie imienia Francisco Moreno i bibilioteka im. Sarmiento. Całość udostępniono w 1940 roku.

111

Z Internetu

Te przemiany uczyniły z Bariloche turystyczne centrum dla argentyńskiej elity. Już w 1941 roku pojawiło się około pięciu tysięcy turystów. Głównym magnesem były stoki narciarskie, wspinaczka i wyprawy piesze. Przybywało restauracji, kawiarni i sklepów z wyrobami czekoladowymi. Bariloche ma dziś przeszło 108 tysięcy mieszkańców. Turystyka krajowa i międzynarodowa (szczególnie dużo wizytujących z Europy i Brazylii), stały się podstawą ekonomii miasta i okolic.

Sprzyja temu nie tylko piękne położenie, lecz także chłodny klimat typu śródziemnomorskiego, który w wyższych partiach przechodzi w okołopolarny klimat oceaniczny. Lato jest suche i wietrzne, z wieloma dniami słonecznymi, gdy szczególnie przyjemne są popołudnia z temperaturami od 18 do 26 stopni (noce chłodne – od 9 do 2 stopni). Bardzo popularne są dwie plaże – Playa Bonita i Villa Tacul, pływanie raczej nie wskazane, bo przeciętna temperatura wody latem 14°C, natomiast doskonałe miejsce dla sportów wodnych i żeglowania. Bariloche rozciaga się około 15 kilometrów wzdłuż brzegu jeziora Nahuel Huapi, w centrum jest duża marina z przystanią i w tym miejscu jezioro ma 10 kilometrów szerokości. W kierunku północno-zachodnim, stosunkowo wąski obszar wody, ma przeszło 70 kilometrów długości. Jedna z odnóg jeziora, prowadząca wprost na północ, ma postać 50 kilometrowego fiordu zwanego Brazo Blest. Oba wymienione ramiona ułatwiają dochodzenie do miasta mocnych wiatrów zachodnich i płn-zachodnich. Obszar głównej zabudowy ciągnie się wzdłuż południowego brzegu jeziora i jest na wysokości 765 metrów n.p.m. W kierunku północnym, po drugiej stronie jeziora, jest najpierw płaskowyż zwany „El Alto” (900 m n.p.m.), za nim zaczynają się wysokie wzniesienia do 1400 metrów. Takie położenie tworzy mikroklimat i czasem latem temperatury osiągają nawet 30° C, dalej ze znacznymi spadkami nocą.

Jesień przynosi chłody i sztormową pogodę. Mieliśmy szczęście, że przez dwa dni naszego pobytu była przyzwoita pogoda. Zimą spore opady śniegu w wyższych partiach miasta, które utrzymują się jeszcze wczesną wiosną. Wzgórze Cerro Otto (1405 m n.p.m.) ma tak dużo śniegu, że regularnie odbywają się tu biegi narciarskie i wyścigi psich zaprzęgów. Paręnaście kilometrów dalej jest Cerro Catedral, gdzie w miejscowości Villa Catedral, u podnóża góry, na wysokości 990 m opady śniegu są częstsze i zimą pokrywa sięga czasem pół metra. Śnieg występuje regularnie przez parę miesięcy na stokach powyżej 1200 m.

Zaskakujaca była dla mnie  informacja, iż Bariloche jest centrum naukowym i technicznym. Już za czasów prezydenta Perona, w latach 1950-tych, na małej wysepce Huemul, potajemnie próbowano zbudować pierwszy na świecie reaktor termojądrowy. Na czele projektu stał austriacki uczony Ronald Richter, ale z powodu braku zaawansowanej technologii, nie został on nigdy ukończony. Współcześnie mieści się tutaj badawcze Centrum Atomowe, podlegające Narodowej Komisji Energii Atomowej, nadto uniwersytet – Universidad Nacional de Cuyo, w którym jest instytut badawczy Balseiro, gdzie studiuje ograniczona liczba, starannie wyselekcjonowanych studentów. Mogą oni uzyskać dyplom z dziedziny fizyki, inżynierii mechanicznej i nuklearnej, a także doktoryzować się w fizyce i inżynierii. Bariloche jest siedzibą jednej z najbardziej nowoczesnych firm rozwoju techniki i zaawansowanej technologii – INVAP, która projektuje i buduje reaktory atomowe, supernowoczesne urządzenia radarowe i satelity.

Po śniadaniu wpompowałem w siebie parę kubków naparu z róży

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 i odkryłem, że olejek z czarnego bzu zabarwił nie tylko nocną podkoszulkę, ale także część pościeli. Zaziębienie nie odpuszczało i zaczęły mnie opadać ponure myśli, iż złapałem Hantawirus płucny. Wirus ten, zwany także wirusem Andów (w Brazylii nosi przedziwną nazwę – Castelo de Sonhos, czyli dosłownie „zamek marzeń”), roznoszony jest przez gryzonie: długowłosą mysz polną i długoogoniastego szczura pigmejowatego. Odrazu zajrzałem do Internetu, wyczytałem, że choroba zaczyna się jak ostre zaziębienie i w przypadku niewydolności oddechowej, mimo intesywnego leczenia, śmiertelność sięga 40 do 60 procent. Wpierw się tak zaniepokoiłem, że od razu uciekłem z Google’a. Potem przypomniałem sobie, jak to w Polsce jeszcze, ludzie posiadający w domu encyklopedię zdrowia, co chwilę znajdywali w sobie nowe choroby, co niekiedy kończyło się daleko posuniętą hipochondrią. Wlałem w siebie następne porcje naparu i pomimo słonecznej pogody posiedzieliśmy dłużej w jadalni,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

z której był panoramiczny widok na część miasta.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdecydowaliśmy się najpierw je objechać a potem przejechać pętlą drogi nr 77 (Circuito Chico – 60 km), którą gorąco polecał nam Martin. Korcił mnie także wjazd kolejką linową na szczyt Cerro Campanario.

111d

Mapka z Internetu

Jak na złość, kiedy wyruszyliśmy, niebo się zachmurzyło. W oczekiwaniu na poprawę pogody kręciliśmy się po mieście. Dojechaliśmy do ulicy prowadzącej wzdłuż jeziora,

111e

zaparkowaliśmy naprzeciw opustoszałej restauracji i poszliśmy do Centro Civico.

111f

Białe chusty i nazwiska na placu były bardziej widoczne.

111g

Na środku pomnik 14-ego prezydenta (dwie kadencje) i generała zarazem, Julio Asesino Roca, który wygrał wojnę z Indianami (1878-1879; Podobój Pustyni). Indianie od lat okresowo napadali na osadników, zabierali bydło i konie, porywali kobiety i dzieci, które sprzedawali innym w niewolę (owe łupieżcze wyprawy nazywano malones). Roca, jako minister wojny, bezwzględnie rozprawił się z Indianami, przejął pod kontrolę ich terytoria i także wzmocnił strategiczną pozycję państwa wobec Chile. Okolo 1500 Indian zostało zabitych, dalsze 15 tysięcy dostało się do niewoli. Te sukcesy umożliwiły jego wybór na prezydenta kraju. Roca stworzył silny rząd federalny, Buenos Aires stało się stolicą kraju, znacznie ograniczył przywileje Kościoła, włącznie z odebraniem mu nadzoru nad edukacją i wprowadził laickie prawo, co doprowadziło do zerwania stosunków z Watykanem. Co ciekawe, za jego prezydentury ekonomia była pod kontrolą państwa. Zaczął się dynamiczny rozwój wzmocniony masową emigracją z Europy, rozbudową linii kolejowych i eksportem płodów rolnych. Ale ten optymistyczny na ogół obraz, w sposób typowy dla dziejów Argentyny (czy tylko Argentyny?), został w parę lat później zaciemniony postępującą spekulacją finansową i rozpełzłą korupcją. Roca uniknął zamachu i ustąpił w 1886 roku, by w 12 lat później ponownie objąć rządy trwające do roku 1904. Za czasów drugiej prezydentury zatwierdził prawo, które umożliwiało wygnanie z Argentyny przywódców związków zawodowych, ustanowił obowiązkową służbę wojskową i doprowadził do porozumienia granicznego z Chile. Z kolei minister spraw zagranicznych w rządzie Roca, Louis Drago, wprowadził swoiste prawo, nazwane doktryną Drago. Otóż żadna zagraniczna organizacja, nie mogła ściągnąć publicznego długu, z Argentyny i innych państw Ameryki Południowej, poprzez interwencje zbrojną lub okupowanie terytorium danego kraju.

Zastanawiałem się nad napisami u podnóża pomnika: dopisanym przez kogoś Nunca mas – nigdy więcej i przyzdobiony wizerunkiem wojskowej czapki Juicio y Castigo – sąd i kara.

111h

Odnosiły się zapewne do niedawnej historii Argentyny, gdy tylu ludzi zgładziła wojskowa junta. Ale czy nie ma w tym także śladów dawnej historii obu Ameryk, gdy Europejczycy bezwzględnie rozprawili się z rdzenną ludnością?

Na placu, jak to zazwyczaj bywa w miastach południowo amerykańskich,

111i

kręciły się gromady psów. Ale były też psy pracujące i podtrzymujące klimat Szwajcarii – dostojne bernardyny.

111j

111k

Wracając zatrzymaliśmy się na chwilę koło pomnika, który nieco nas zdumiał, bowiem w pierwszej chwili wyglądał na Lenina. Z bliska okazało się, że to jednak porządny człowiek – słynny Francisco Moreno.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jezioro i góry nabrały na chwilę głębokiej, ciemnoniebieskiej barwy.

111m

Zajechaliśmy przed budynek dworca kolejowego, utrzymanego w tutejszym stylu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wewnątrz rozległego holu tablice pamiątkowe,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

jakieś muzealne przyrządy starej koleji

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i całkiem udany, nowoczesny obraz, pasujący klimatem do okolicy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedna z tablic była poświęcona argentyńskiemu pisarzowi i dziennikarzowi – German’owi Sopeña,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

który ukochał kolej i Patagonię („Patagońskie wspomnienia”, „Wolność jest jak pociąg”, „Biala Patagonia” i inne książki) i zmarł tragicznie, w wypadku samolotowym w 2001 roku, zmierzając właśnie do Patagonii. Żona Sopeñy powołała fundację jego imienia, promującą solidarność dziennikarską, pod piękną nazwą – Kropla w Morzu.

Wyszedłem na peron i zrobiło mi się nieswojo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Puste stacje mnie nieco przygnębiają, podobnie jak widok zamkniętych kas i trawy zarastającej tory.

111u

Szkoda, że to nie była niedziela, gdy pociąg stąd odjeżdżał. Dziś piątek i właśnie wyjechał z Viedmy w naszym kierunku.

Zawróciliśmy do miasta, przejeżdżając aleją wysadzaną wielkim, szpilkowymi drzewami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co pewien czas natrafialiśmy na rzeźby z drewna, kamienia lub metalu, na szczęście nie zatrącające o kicz, czego nie można było powiedzieć o niektórych budynkach. Były już blisko granicy utraty dobrego smaku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zgubiliśmy nieco drogę i dotarliśmy do jeziora Gutierrez.

111y

Na brzegu osada Arelauquen, za nią w oddali Cerro Otto, z wyciągiem i obrotową restauracją na szczycie.

111z

Po przeciwnej stronie Villa Los Coihues, w głębi zakryte chmurami pasma Andów.

112

Dotarliśmy z powrotem nad jezioro Nahuel Huapi i skręciliśmy na lewo, w aleję Bustillo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co chwila wyłaniały się na stoku drewniane hotele i domy prywatne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W pewnym miejscu szosa stała się wąska i kręta, minęliśmy ciemną ścianę gęstego lasu,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

za nią wynurzyło się mocarne drzewo, jak z baśni braci Grimmów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Droga szła wpierw górą, wzdłuż wschodniego jeziora Moreno,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

potem w dół do mostu, nad krótką rzeką, w zasadzie kanałem, łączącym obie części jeziora.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szkoda, że nie było słonecznej pogody, bo widok byłby istnie bajkowy.

112f

Z Internetu

Zatrzymaliśmy się i pomaszerowaliśmy na most. Było niemal bezwietrznie, część zachodnia jeziora z nieco zmarszczonym lustrem wody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Uderzyła nas różnorodna wrzawa ptasich głosów i widok olbrzymich drzew rosnących na stokach, z pniami pokrytymi kłębkami i pasmami mchów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niektóre ich korony przypominały gigantyczne parasole.

112j

W małej zatoce, przy osadzie Punto Panoramico, kolejny hotel.

112k

Pętla 77 Circuito Chico. Hotel Llao Llao

Zjazd do jeziora Moreno był wjazdem na pętle drogi 77 – Circuito Chico. Krajobraz miejscami przypominał okolice jeziora Bled w Słowenii, gdzie byliśmy rok temu. Dojechaliśmy do osady Bahia Lopez, za nią przekroczyliśmy wąski przesmyk, oddzielający tym razem jezioro Moreno od fiordu głównego jeziora Nahuel Huapi, zwanego Brazo de la Tristeza, czyli fiordem Smutku. I rzeczywiście, akurat w tym zakątku, zamglony i cichy krajobraz, zatopiony w jesiennych barwach, miał w sobie jakiś posmak melancholii, a nawet smutku.

112k1

Za paręnaście minut, pod nisko wiszącym niebem, wyłoniło się wzgórze z wielką budowlą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Był to słynny w Argentynie, i nie tylko, hotel Llao Llao, co w języku Mapuche znaczy „Słodki, Słodki”. Tak nazywają grzyb, który porasta gałęzie wieczniezielonego buka (coihueNothofagus dombeyi) w formie pomarańczowych kuleczek.

112m

Hotel prezentował się nader okazale, przypominał mi typ budynku, który już gdzieś widziałem, ale nie mogłem sobie skojarzyć gdzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wjechaliśmy ślimakowatą drogą pod górę, dojeżdżając do zamkniętej bramy ze strażniczą budką. Seweryn przystanął z boku drogi, z budki odrazu wylazł byczkowaty strażnik, więc wysiadłem i doń podszedłem. Zlustrował mnie uważnie i zapytał po angielsku czy mamy rezerwację. Powiedziałem mu, że nie posiadamy i chcieliśmy tylko zajrzeć do środka i napić się kawy. Na co oznajmił, iż to jest hotel specjalny dla specjalnych gości. Wtedy mu odrzekłem, że jestem bardzo specjalnym gościem, co go wyraźnie rozbawiło. Przeto dobitnie podkreślając moje argumenty, nawet z nonszalanckim wtrącaniem pewnych słów hiszpańskich, wyłożyłem mu, iż nie po to przyjechałem taki kawał drogi z Polski, by teraz rezygnować u bram sławnego hotelu. Nadto, obaj z przyjacielem, jesteśmy dziennikarzami, a ja mam dodatkowo swój blog o tej podróży w jednym z najważniejszych polskich magazynów ilustrowanych i jeśli mi nie wierzy, to zaraz wezmę komputer i mu pokaże.

Słowa „dziennikarz” i „Polaco” oraz moja determinacja, jakoś zadziałały, bo elegancki strażnik (w ciemnym garniturze, który tak ciasno opinał jego napakowaną sylwetkę, iż pod pachami widać było nieco rozsunięte szwy materiału) zadzwonił na recepcję i podał mi słuchawkę. Miły i melodyjny głos kobiecy zapytał o co mi chodzi i po wysłuchaniu mnie, wyraził zgodę na krótką wizytę reporterską w pięciogwiazdkowym przybytku, po 375 dolarów US za pokój na jedną dobę, z widokiem na jezioro i góry, lub w dobudowanym w 2007 roku skrzydle, z jeszcze lepszym widokiem (i ceną) na jezioro Moreno i majestatyczny szczyt Tronador, z możliwością bezszelestnego przechadzania się po miękkich dywanach, długimi i obszernymi korytarzami, napełnionymi aromatycznym zapachem drewna palonego w wielkich kominkach, korytarzami wykładanymi drewnem i kamieniem, sycąc po drodze oko każdym szczegółem wystroju wnętrza oraz mebli, wiedząc, iż w cenie pokoju jest oczywiście śniadanie, ale w jakże obfitym i szerokim asortymencie, by po nim móc skorzystać ze spa lub ośrodka rekreacji i odnowy biologicznej, a po krótkiej przechadzce w kwiecistych ogrodach udać się na obiad zapewniający najlepsze rozkosze podniebienia, wzmocnione aromatycznym Malbec’iem z Mendozy (szczep winny zaadaptowany z Cahors w pł-zach Francji), który potem dopomoże w trawieniu, gdy spoczywając na tarasie widokowym, na leżaku, będziemy znów sycić oczy nieprawdopodobnym landszaftem, kończąc dzień rozgrywką na 18-to dołkowym polu golfowym, lub pływaniem w odkrytym basenie z podgrzewaną wodą (o powierzchni 420 m²); ewentualnie na późny wieczór pozostaje sala balowa lub koncertowa i wszystko to w obłoku nienagannej elegancji i saczącego się wokół zmysłowego piękna.

„ A ja tam wolę kabanje” by powiedział Seweryn i się z nim zgadzam, choć miło jest, będąc średniozamożnym człowiekiem, zanurzyć się na chwil parę, w elegancki świat grubszych pieniędzy. Ale bez przesady – nie jest to hotel tylko dla milionerów, chociaż jego budowa była zamierzona dla arystokratów i sfer wyższych, nie tylko z Argentyny czy Ameryki Południowej, lecz głównie z Europy i Ameryki Północnej. Gdy przeglądnąłem sporo opinii gości hotelowych, uderzyło mnie, jak wiele osób najbardziej podkreśliło piękno otoczenia hotelu, takie widoki, że „chciałem cały dzień spędzić przy oknie, napawając się zmiennymi barwami wody, nieba i gór”. Oczywiście standard, wyżywienie, napitki, sprawna obsługa i liczne możliwości: od sportów wodnych po narciarstwo, zostały także docenione i podkreślone. Ja życzyłbym sobie jednego – aby nikomu nie strzeliło do głowy wybudować w pobliżu więcej hoteli. Ten jeden, bardzo obszerny kubaturą i na szczęście zharmonizowany z okolicą, całkowicie wystarczy. Nowe skrzydło jest, jak na mój gust, nieco przyciężkie.

112n

Moje obawy mają niestety uzasadnienie. Już była próba zbudowania eleganckiego i niby sharmonizowanego z otoczeniem potwora pod tytułem „Hilton”, w odległości 25 km od miasta, na obszarze 60 tysięcy km² z 350 pokojami i dodatkowymi 240 domkami plus trzy restauracje, dwa baseny, centrum uzdrowiskowe i sala zebrań na dwa tysiące ludzi (koszt – 120 mln dolarów US). Proszę tylko spojrzeć na dwa zdjęcia z Internetu, jakie to sharmonizowane cudo.

112o1

112o2

Zdjęcia projektu z Internetu

I oczywiście wszystko jak najbardziej z zachowaniem środowiska, z oczyszczalniami, wtórnym zużyciem wody pobieranej z jeziora, oszczędną energią i dwoma magicznymi słowami „przyjazny środowisku” (eco friendly) i „ekologiczny” (green). Te słowa -wytrychy przypominają mi półki z towarami w wielu torontońskich sklepach, gdzie wszystko jest aż tak „organiczne”, że chciałoby się spytać, czy również organiczna jest sprzedawczyni. Tymczasem większość jarzyn, jajek i owoców pluska się w metalach ciężkich i innych diabelstwach. Na szczęście lokalesi dali zdecydowany odpór i na razie projekt zawisł.

Zaparkowaliśmy auto i weszliśmy do hotelu. Poszedłem do recepcji przedstawić się pani o miłym głosie. Była nieco zaskoczona mym wyglądem i luźnym strojem, ale szybko się opanowała. Pogawędziliśmy sobie o naszej wyprawie. Wyraziła zachwyt, że tyle już widzieliśmy i zadowolenie, że nam się tak wiele w Patagonii podoba. Dała mi broszurkę z historią hotelu i życzyła miłego zwiedzania. Rzeczywiście było na co patrzeć i czemu się przyglądać,

112p

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

chociaż wiele pomieszczeń nie mogliśmy spenetrować, bowiem były dostępne tylko dla hotelowych gości.

112s

112t

112u

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

112x

Znaleźliśmy miejsce niedaleko okna, z widokiem na jezioro i góry,

112y

zapadliśmy w wygodne fotele zamawiając kawę i wodę mineralną.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Seweryn przeglądał swoje notatki a ja wertowałem broszurę z historią hotelu.

W 1934 roku Patagonia i region Andów były wciąż niezamieszkanymi i dzikimi terytoriami. W tamtym czasie, doktor Ezequiel Bustillo, został dyrektorem administracyjnym parku i postanowił dokonać dużych zmian, nie naruszając jednocześnie otoczenia. Sprowadził brata z Buenos Aires, architekta Alejandro i poprosił go, aby wybrał miejsce pod duży hotel, mający w przyszłości przyciągnąć turystów, głównie z wyższych klas i zza granicy. Alejandro Bustillo pobuszował po okolicy i gdy znalazł się na wzgórzu, pomiędzy dwoma jeziorami, w otoczeniu zalesionych gór, z małym portem Puerto Pañuelo na brzegu większego jeziora, co umożliwiało transport materiałów, głównie drewna z okolicy, z rozległą równiną poniżej, nadająca się pod budowę pola golfowego, od razu zdecydował, że hotel stanie tutaj.

Sporządził projekt budynku w stylu kanadyjskim. Dlatego mi się wcześniej kojarzyło, bo podobne widziałem w 2010 roku w Górach Skalistych. Ciosany kamień, pnie cyprysów i modrzewi na konstrukcje belkowe, płyty cyprysowe na podłogę i z tego samego materiału gonty dachowe. Obszerne balkony i tarasy, wielkie okna, by widoczna była cała okolica. Wyposażeniem, przede wszystkim meblami, zajął się słynny francuski projektant Jean Michel Frank,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

który przeniósł się do Argentyny i od lat współpracował z argentyńskim przyjacielem Ignacio Pirovano, w jego biznesie architektoniczno-dekoracyjnym i meblowym zwanym COMTE. Warto zaglądnąć do dwóch stron internetowych i zapoznać się z postacią i pracami tragicznie zmarłego Franka: http://en.wikipedia.org/wiki/Jean-Michel_Frank i pod http://www.harrison20.com/articles/jean-michel_frank_and_argentina.pdf

113a

Roboty zaczęły się w 1936 roku i 9 stycznia 1938 przybyli pierwsi goście do miejsca, które stało się reprezentacyjnym hotelem argentyńskiej Patagonii. Istniejąca od paru lat linia kolejowa ułatwiła nie tylko przywóz materiałów budowlanych, ale dojazd turystów z samego Buenos Aires. Mimo, iż podróż w tamtym czasie zajmowała pełne trzy dni.

26 października 1939 roku wybuchł pożar, który kompletnie strawił budynek. Odpowiedzią była pełna mobilizacja i bracia Bustillo natychmiast rozpoczęli rekonstrukcję hotelu, używając tym razem więcej żelbetonu, kamienia i cegły oraz ceramicznych płytek Normana na pokrycie dachu. Już 15 grudnia 1940 roku Llao Llao był znów otwarty, zachowując stary styl. Przybywali dystyngowani goście – arystokracja, dyplomaci, rządowi oficjele z Argentyny i innych państw. Po zakończeniu II wojny ilość gości wzrosła i hotel odwiedzali także słynni ludzie – przyciągani możliwością aktywnego spędzenia czasu, zarówno latem (żaglówki, golf), jak i zimą (narciarstwo, z doskonałymi stokami w pobliskim Cerro Catedral).

Około roku 1976 zaczęły się finansowe kłopoty, w dwa lata później, z powodu rządów wojskowej junty, zamarł ruch turystyczny i hotel został zamknięty na 15 lat. Trawniki porosły chwastami, ogrody zdziczały, lecz największym nieszczęściem było kompletne zaniedbanie, przez co zaczął się rabunek wnętrz i ich dewastacja.

Sytuacja zmieniała się dopiero w 1991 roku, gdy po wielu latach niepokojów zaczęła się stabilizować demokracja. Hotel został sprywatyzowany i trafił pod zarząd spółki Llao Llao Holding SA, która także zawiadywała narodowym parkiem. Hotel wyremontowano, przywracając oryginalny wystrój według projektu Bustillo. 3 lipca 1993 roku, po piętnastu latach przerwy, znów pojawili się goście w hotelu, który tym razem nosił nazwę Llao-Llao Hotel&Uzdrowisko. Własność budynku przeszła szybko w ręce CEI Citicorp Holdings, jako kompensacja obligacji rządu Argentyny. Citicorp zainwestował w rozbudowę hotelu i sprowadził specjalistyczną amerykańską firmę do jego zarządzania. Po roku osiągnięto poziom wybitnego hotelu międzynarodowego, w dwa lata później wybrano go najlepszym miejscem uzdrowiskowym Ameryki Łacińskiej i nagrodzono Złotą Nagrodą światowego Przewodnika Turystycznego.

W 1997 roku hotel nabyła za 13.3 mln dolarów argentyńska firma IRSA, sprzedając później 50% udziału dla Grupy Sutton. Za następne parę miesięcy hotel całkowicie przeszedł w ręce dwóch argentyńskich rodzin. Po dwóch latach stał się członkiem Czołowych Hoteli Świata i automatycznie hotelem luksusowym, ze standardem pięciogwiazdkowym. Gdy w 2001 roku nastąpił wielki kryzys, który dotkliwie nadwyrężył Argentynę, hotel ocalał i w rok później zmodernizowano centrum uzdrowiskowe i wybudowano wielki, odkryty basen. W 2004 roku odnowiono kolejne pomieszczenia, doszły nowe restauracje i Llao Llao znalazł się na Złotej Liście najlepszych hoteli świata.

Ostatnia, duża zmiana, nastąpiła w roku 2007, gdy wybudowano nowe skrzydło, zwane Moreno (cztery piętra, piwnice, długi drewniany taras z leżakami), z pokojami o większej powierzchni i z nowoczesnymi meblami. W trzy lata później znacznie zwiększyła się liczba turystów, przez co hotel ma stale zajęte około 80% miejsc, przy czym 65% jest spoza Argentyny.

113b

Na końcu zagłębiłem się w podsumowanie hotelu. Dziś oficjalna nazwa to Llao Llao Hotel&Uzdrowisko, Golf i Spa. Dwa oficjalne skrzydła – Ala Bustillo (162 pokoje, w tym 22 apartamenty) i Ala Moreno (43 luksusowe apartamenty), w sumie 205 pokoi – okresowo możliwe są ceny pokoi od 245 dol. US za dobę. Cztery restauracje, sale biznesowe i konferencyjne, wielki bar w holu. Centrum uzdrowiskowe i sale zaprawy fizycznej, pole golfowe i kort tenisowy, dwa baseny – odkryty i pod dachem, magazyn ze sprzętem narciarskim, sale opieki nad dziećmi, park spacerowy wokół terenu hotelu, przystań żeglarska i niedaleki mały port, na pobliskim jeziorze Nahuel Huapi. Organizacja pieszych wycieczek, ekspedycje wędkarskie, spływy tratwami, safari, obserwacje kondorów i coroczny (w październiku) festiwal muzyki klasycznej Semana Musical Llao Llao. W korytarzach wiszą prace argentyńskich malarzy, parę sklepów oferuje argentyńskie wyroby artystyczne, jest sklep z różnymi gatunkami kawy i mate.

Na zewnątrz rozległy teren ogrodów i parku, który można objechać specjalnymi busikami, dowożącymi także na międzynarodowe lotnisko (dwie godziny lotu do Buenos Aires) leżące 35 km od hotelu (do centrum Baroliche jest 25 km). Zawiła i zmienna historia hotelu pokrywa się w wielu momentach z historią Argentyny, przez co wielu ludzi traktuje go jako swoiste muzeum.

Przy okazji natrafiłem na inną ciekawostkę, dotyczącą miejsca gdzie już byliśmy – narodowego parku Iguazu. Z daleka zauważyłem, niedaleko wodospadów, betonową bryłę długaśnego hotelu, który bardzo mi się nie podobał i według mnie psuł widok okolicy. Okazuje się, że zbudowano go za czasów junty (może dlatego nieco przypomina koszary) i uszykowano na czas Mistrzostw Świata w piłce nożnej, które odbyły się w 1978 roku w Argentynie. Projektantem i wykonawcą (firma Kocourek SA de Construcciones) był architekt Estanislao Kocourek, także całkiem dobry lekkoatleta, syn czeskiego emigranta.

Laguna El Trebol i Cerro Campanario

Podziękowałem pani w recepcji za pomoc i życzliwość, poszliśmy na parking i przy wyjeździe podziękowaliśmy także napakowanemu strażnikowi.

113c

Spróbowaliśmy zajechać jeszcze od tyłu, aby zrobić zdjęcia hotelu od strony parku. Gdy tam dojechaliśmy, postawiliśmy auto z boku na małym podjeździe i udaliśmy się piechotą ku kolejnej bramie. Natychmiast zatrzymał nas strażnik, równie potężnie zbudowany, lecz ponury i tak zacięty, że absolutnie nie zgodził się abym wszedł nawet na pięć minut za bramę. Zdołałem sfotografować hotel sprzed bramy,

113d

chociaż i to się strażnikowi nie za bardzo podobało. Poszliśmy na krótki spacer po okolicznym parku

113e

113h

113f

113g

i wróciliśmy do auta z zamiarem kontynuowania jazdy na pętli Circuito Chico, tak by objechać ją w całości.

Droga znowu szła górą i w przebijającym się okresowo zza chmur słońcu, otwierały się kolejne panoramy – Puerto Pañuelo,

113i

wysepki i zatoki jeziora Moreno,

113j

potem brzegi wąskiego fiordu Brazo Campanario.

113k

Niedaleko Laguna El Trebol,

113l

przy samej szosie, ukazała się nagle mała restauracyjka z tarasem, nad stokiem schodzącym do jeziora. Postanowiliśmy tam coś zjeść i napić się herbaty. Kiedy spytaliśmy o herbatę, kelnerka zawróciła do kuchni i po chwili przyniosła nam spory kuferek wypełniony różnorodnymi herbatami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z tarasu roztaczał się wspaniały widok na oba jeziora.

113n

113o

113p

113q

Hotel Llao Llao mieliśmy dosłownie naprzeciw, nieco po lewej stronie.

113m

Szkoda, że tego dnia nie była idealna pogoda, bo zapewne mielibyśmy widok, jaki znalazłem na zdjęciu z Internetu, zrobionym w tym samym miejscu.

113r

Z Internetu

Urzekł mnie ogródek koło restauracji, pełen różnorodnych kwiatów, ziół i małych, płożących się krzaków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po opuszczeniu restauracyjki, w paręnaście minut znaleźliśmy się z powrotem na Avenida Bustillo, mając po lewej półwysep San Pedro.

113u

Podjechaliśmy pod wyciąg, aby wjechać krzesełkami na szczyt Cerro Campanario (1050 metrów).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Można też udać się piechotą, wejście trwa około 30 minut. Na dole, przy budynku stacji wyciągu, znalazłem zachwycające drzewo srebrzystego koloru z oznaczeniem – niebieski cedr (Cedrus atlantica).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na całej trasie, głównie wzdłuż ścieżek,

113y

przy drzewach i krzakach stały drewniane tabliczki z objaśnieniami. Były dobrze widoczne nawet z wyciagu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za około 6 dolarów US (są zniżki dla seniorów), w 10 minut znaleźliśmy się na szczycie. Byłem bardzo zadowolony z wolnego poruszania się krzesełek, bo nie tylko mogłem fotografować, ale też napawałem się niesamowitymi widokami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na szczycie jest mała ciastkarnia z napojami, ale my najbardziej byliśmy zainteresowani widokami ze specjalnych dookolnych tarasów i balkonów.

114e

114c

Na jednym z tarasów figlowała gromadka młodych kotów.

114a

Od każdej strony są nieco przybrudzone tablice z panoramą – z nazwami jezior, wysp i półwyspów, szczytów i osad.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Całe szczęście, że wzięlismy ze sobą cieplejsze rzeczy, bo było chłodno i czasem powiał przenikliwy wiatr.

Zamiast się więcej rozpisywać, zamieszczam serię zdjęć z przejazdu wyciągiem w obie strony i widoki z góry na okolice Bariloche, tym bardziej, że odezwała się znów urokliwa zmienność kolorytu Patagonii.

114f

114g

114h

114j

114l

114m

114n

114o

114p

114q

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

114t

114u

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

114x

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

114z

Miasto 2

Koło szóstej zaczęliśmy wracać do miasta. W pewnym momencie, na zakręcie szosy, ukazała się jego panorama z charakterstyczną katedrą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przejechaliśmy wzdłuż nadjeziornego bulwaru, podziwiając grę świateł wody, nieba i wzgórz na drugim brzegu, należącym do innej prowincji – Neuquen.

115a

115b

115c

115d

115e

Niedaleko kamiennego mola i przystani,

115f

z wody wystawało oznakowanie przypominające szczyt zatopionej kościelnej wieży.

115g

Zaparkowaliśmy auto na ulicy,

115h

koło katedry, przeszliśmy się kawałek sporym parkiem, natykając się na ładną metaloplastykę na tle nieba, ukazującą Madonnę z Dzieciątkiem, przygarniającą zarazem Indianina.

115i

Parę metrów dalej, na tle róż, siedziała przytulona para.

115j

Po wielkich, ciosanych blokach kamienia, tworzących parę stopni, weszliśmy do wnętrza katedry.

Zaprojektował ją w neogotyckim stylu i postawił Alejandro Bustillo, przy współpracy Miguela Angel Cesari.

115l

Katedrę, pod wezwaniem patronki Bariloche, Naszej Pani z Nahuel Huapi, ukończono w 1946 roku. Jest przeto moją rówieśnicą.

115k

Ubawił mnie pewien zapis amerykańskiej turystki w Poradniku Podróży (Trip Advisor) na Internecie, który nota bene jest znakomitym źródłem informacji o poszczególnych miejscach świata. Otóż ta pani stwierdziła, iż kościół jest jeszcze, po tylu latach, niewykończony. Nie pojęła idei Bustilo, który dla osiadłych tu Europjeczyków umiejętnie połączył echo Europy – styl neogotycki,

115m

elegancko uładzony na zewnątrz,

115n

z wewnętrznie nieogładzonym betonem z wystającymi,

115o

nierównymi kawałkami skał, czyli z odniesieniem do naturalnego wyglądu okolicy.

115p

Całość dopełniają skromnie rzeźbione ławy z lokalnego drewna i ładne witraże.

115q

W przedsionku stoi posąg Ceferino Namuncura, który jest obiektem kultu w Patagonii i Argentynie. Z pochodzenia był Indianinem Mapuche, ochrzczonym w wieku 9 lat. Z małej osady przeniósł się do Buenos Aires, gdzie dzięki protekcji rozpoczął studia u Salezjanów. Ceferino śpiewał tam w chórze, razem z najsłynniejszym później wykonawcą tang – Carlosem Gardelem. Po ukończeniu studiów postanowił zostać księdzem i udał się na dalsze studia w Rzymie, gdzie zmarł na gruźlicę w 1905 roku. W 1972 roku stał się, za przyczyną Pawła VI, pierwszym błogosławionym Indianinem w Ameryce Południowej i także w ogóle pierwszym w Argentynie. W roku 2007 został beatyfikowany.

A tu jeden z witraży katedry ukazuje scenę mordowania misjonarza przez Indianina. Te religijno-obyczajowe zawikłania wciąż są widoczne. W Afryce ochrzczeni Murzyni spoglądali na malowidła w kościele, gdzie uosobienie zła – diabeł – zawsze był czarny. W hiszpańskiej Sewilli do dziś odbywa się pochód upamiętniający jej zdobycie i wyparcie Arabów. W trakcie pochodu idzie człowiek przebrany za Maura, a inny, ku uciesze tłumu, przebrany za hiszpańskiego żołnierza, prowadzi go na postronku i pogania kopniakami.

Doszliśmy do centrum natrafiając na „Cafe Mitre”, gdzie wczoraj jedliśmy późny lunch.

115r

Parę ulic dalej dom społeczności włoskiej w Bariloche, obok instytutu Dante Alighieri.

115s

Wspomniałem Florencję i Ponte Vecchio – most Złotników, gdzie wyobrażałem sobie Dantego oczekującego na przejście Beatrycze, by ją chociaż zobaczyć z daleka. I przypomniałem sobie jego, jakże teraz aktualne, stwierdzenie: „Najciemniejszy kąt piekła jest zarezerwowany dla tych, którzy starają się być neutralni w czasach moralnego kryzysu”.

Przeszliśmy się głównymi ulicami,

115w

zaglądając do centrów handlowych często pięknie wykończonych drewnianymi dachami, z padającym z góry naturalnym światłem.

115t

Pod wieczór zaczął się chłodny wiatr, mnie dalej trzęsło i wróciliśmy na parę godzin do hosterii. Potem pojechaliśmy na kolację do restauracji niedaleko jeziora, którą zoczyłem w czasie wcześniejszego spaceru.

115u

Przeczytałem, iż mają potrawy z dziczyzny i zamarzyła mi się pieczeń z dzika. O dziesiątej już w niej siedzieliśmy – „Familia Weis” – gdzie zalegało sporo ludzi, czasem całymi rodzinami. Parę stolików od nas, hałaśliwa wycieczka starszych Amerykanów, głośno zachwycała się drewnianym wystrojem pomieszczenia stylizowanym na bawarskie, podgórskie klimaty. Niestety nie było żadnego dania z dzika, więc zamówiłem bardzo dobry gulasz z jelenia z lokalnym piwem.

Gdy wracaliśmy, ku naszemu zdziwieniu, ulice były zatłoczone samochodami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po powrocie do „Güemes” pogadałem sobie z Martinem o Bariloche i naszej podróży. Powiedział mi, że w pełni sezonu ma czasami ochotę stąd uciec, tak jest tłoczno i gwarno. Wszystkie pomieszczenia były niesamowicie nagrzane, zalegało nieprzyjemne, suche powietrze. A przecież w nocy temperatura spada jedynie do plus pięciu. W naszym pokoju zamknąłem ogrzewanie i uchyliłem okno. W wielkiej jadalni, gdzie pracowałem do północy nad obróbką zdjęć, uchyliłem drzwi na balkon, ale nie na wiele się to zdało. Świat cywilizowany, w tutejszych miastach, jest pełen piecuchów, którzy nałogowo się przegrzewają. Podobne podejście cieplarniane istnieje w miastach europejskich i amerykańskich. Z kolei w małych osadach Patagonii pomieszczenia są często niedogrzane.