25 lutego – Przystań Foyn i Rajska Zatoka

1.   W nocy, a szczególnie nad ranem, bardzo kołysało i wręcz rzucało na falach. Ocknąłem się dlatego wcześniej i zerknąłem w zapocony bulaj.

1

Przechodziliśmy dość wąską cieśninę Gerlache, pomiędzy Półwyspem Antarktycznym a sporą wyspą Brabant. Nasza podróż odbywa się w całości na antarktycznym terytorium Argentyny.

2

Z Internetu

Śniadanie (zawsze rozpoczynało się o 7.30) zjadłem w jadalni, bez wielkich przeszkód. Moja choroba morska się skończyła.

Przez nią straciłem cztery wykłady: szefa naukowego naszej ekspedycji, ekologa Sebastiana Arreboli – o geografii Antarktydy, historyka i naturalisty (w języku angielskim w dalszym ciągu istnieje ten termin –naturalist, od wieku XVIII, gdy tzw. Historia Naturalna zawierała w sobie elementy geografii, geologii, historii i biologii), Alejandro “Alexa” Welf”a – o belgijskiej wyprawie antarktycznej Adriena de Gerlache oraz dwa wykłady biolożki, nieco zdystansowanej Katy Marchesi, specjalizującej się w ornitologii.

Z pokładu, przy dobrej pogodzie – plus trzy, słońce z chmurami, wiatr umiarkowany – podziwiałem niesamowity krajobraz cieśniny. Po lewej Wybrzeże Danco pełne lodowych wzgórz

3

4

5

z defilującymi na ich froncie górami lodowymi.

6

7

8

9

Po prawej wyspa z ciemnymi skałami i bielejącymi pokrywami lodowymi

10

11

oraz pobliskimi górami lodowymi.

12

13

14

Wszystko nasycone zmianami światła.

15

16

17

Gdy zbliżyliśmy się do wybrzeży wysp,

18

19

20

pojawiły się szybkie delfiny, foki

21

22

i wieloryb.

23

Około godziny dziewiątej wpłynęliśmy do zatoki Wilhelminy.

24

25

Żerowały tu parami wieloryby (humpback whale) – jego polska nazwa brzmi humbak lub długopłetwiec.

26

27

28

29

30

Przelatywały mewy i wydrzyki wielkie (Skua).

31

Daleko, po południowo-zachodniej stronie, jest półwysep Arctowskiego.

32

Na wprost kontynent z górami i spływającymi do zatoki lodowcami,

33

34

35

od których stale odrywają się lodowe góry, żeglujące po zatoce i w cieśninie.

36

37

Zrobiono odprawę i podzielono nas na dwie grupy: Fok i Pingwinów. Znaleźliśmy się z Sewerynem w pierwszej grupie, foczej, ale wyruszyliśmy jako drudzy, po półtorej godzinie. Najpierw na rekonesans wypłynęli marynarze,

38

po ich powrocie pierwsza grupa.

39

Miałem więcej czasu na kontemplowanie krajobrazu i przebranie się.

40

41

Jedyną rzecz jaką dostaliśmy darmowo na statku, ze specjalnego magazynu, były wygodne, gumowe buty, do których należało wdziać podwójne skarpety, bo guma szybko łapie zimno.

Zwodowano zodiaki i popłynęliśmy do Przystani Foyn (Foyn Harbor), która dziś stanowi kotwicowisko pomiędzy dwoma małymi wyspami: Enterprise ( lub North Nansen) i Polvora. Zodiaki krążyły wśród gór lodowych.

42

43

44

45

46

„Ushuaia” stała na kotwicy i na tle lodu, gór i nieba wyglądała jak spora zabawka.

47

Dawniej zatrzymywały się tutaj wielorybnicze statki-przetwórnie. Jeden z nich, norweski “Svend Foyn” cumował w latach 1921 – 22 i stąd dzisiejsza nazwa przystani. Pływaliśmy wpierw wzdłuż brzegów wyspy z której spływa lodowiec.

48

Skalne szczyty z poziomu wody wydawały się o wiele wyższe.

49

50

Na lodzie, w spękaniach i miejscach wystawionych na słońce, zasiedliły się antarktyczne algi w kolorach zielonych i różowych.

51

53

52

Na brzegu wylegiwały się foki z gatunku uchatek południowych, które są pod ochroną i ostatnio szybko odnawiają swą populację. W zasadzie nie mają tu żadnych naturalnych wrogów, poza człowiekiem.

67

54

55

Widzieliśmy różne gatunki mew,

56

kormorany

57

oraz słynną rybitwę arktyczną (Arctic tern),

58

która tak lubi lato, iż przelatuje z terytorium arktycznego do brzegów Antarktydy, by mieć wydłużony okres letni, co czyni ją rekordzistką w długości ptasiej migracji na całym świecie. Jest także miejscowy gatunek rybitwy antarktycznej, która odbywa o wiele krótsze wędrówki, na wyspy południowego Atlantyku, Pacyfiku (w tym Nowa Zelandię) i oceanu Indyjskiego.

Powoli, wzdłuż kolejnego fragmentu brzegu z lodową pieczarą,

59

dobiliśmy do wraku innego statku norweskiego – “ Governoren”, który spalił się i osiadł przy brzegu.

60

Wysiedliśmy z zodiaka i spacerowaliśmy przez pół godziny po okolicy. Na skałach tkwiły małże i jakieś dziwne formy przypominające grzyby.

61

62

W wielu miejscach pleniły się porosty.

63

W wodzie stojącej w małych, skalistych basenach tkwiły szlamiaste wodorosty, a obok cała kolonia kolorowych alg.

64

W paru miejscach można dziś znaleźć ślady działalności wielorybników (drewniane magazyny, narzędzia, potrzaskane łodzie).

65

Poszedłem spacerem ku grupie skał i znalazłem wylegującą się fokę.

68

Kawałek dalej napotkałem foczą parę,

69

lecz gdy się zanadto zbliżyłem samiec postanowił dać mi nauczkę i groźnie zaryczał.

70

Odpływając od brzegu z nawisłymi, sprasowanymi warstwami lodu, zasiedlonymi kolonią alg,

71

widzieliśmy drugiego zodiaka płynącego wzdłuż wraku.

72

Zmienna gra kolorów słońca i chmur, skał i lodu, wody słonej i słodkiej, tworzyła niezwykłe widoki.

73

74

W oddali czekał nasz dom – “Ushuaia”.

75

Już na jej pokładzie zrobiłem ostatnie zdjęcia oddalającej się wyspy z „dymiącymi” szczytami.

76

77

78

 

2.    Po lunchu, przy pięknej pogodzie i nieco zwiększonym wietrze, zajęło nam niemal cztery godziny, aby dotrzeć do Rajskiej Zatoki (Paradise Bay – 64° 52′ S, 62° 53′ W ), gdzie mieszczą się stacje polarne: Argentyny – Almirante Brown i niedaleko niej Chile – Gonzalez Videla. Miało to być nasze pierwsze lądowanie na kontynencie, na Ziemi Grahama i tym razem Foki były pierwszą grupą. Rajska Zatoka (Rajska Przystań) jest, obok Portu Neko, tylko jednym z dwóch miejsc, gdzie zatrzymują się na kontynencie duże wycieczkowce.

Minęliśmy półwysep Arctowskiego

1

i wyspę Ronge.

2

Płynęliśmy wzdłuż wybrzeża kontynentu

3

4

i pośród wysp rozsianych, w stosunkowo wąskim przejściu, na przedpolu dużej wyspy Anvers.

5

6

Półwysep Antarktyczny, odkryty w latach 20-tych XIX wieku, o długości 1300 kilometrów, jest najbardziej na północ wysuniętą częścią Antarktydy (zakończoną przylądkiem Prime Head). Z całego kontynentu tylko on wychodzi poza koło podbiegunowe południowe. Jest górzysty i sięga 4000 metrów n.p.m. (najwyższa Góra Jacksona ma 4190 m). Ponieważ klimat półwyspu jest łagodny, ulokowano tu i na otaczających półwysep wyspach, wiele stacji naukowo-badawczych, m.in. polską stacje Arctowskiego (na wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów).

7

Z Internetu

Niedaleko stacji jest grób słynnego polskiego fotografa, Włodzimierza Puchalskiego, który był znany ze swoich wspaniałych zdjęć przyrodniczych, głównie zwierząt. Nazywał to „bezkrwawymi łowami”. Większość zdjęć jest czarno-białych, bowiem Puchalski był daltonistą. Jedyne kolorowe zdjęcia zrobił właśnie na Antarktydzie, gdzie zawitał w wieku 69 lat i tam zmarł, w roku 1979. Jego grób jest zaliczony do monumentu historycznego Antarktydy, numer HSM-51.

Brytyjczycy nazywali półwysep Ziemią Grahama, a Amerykanie Półwyspem Palmera. Dziś powszechnie używa się nazwy – Półwysep Antarktyczny i dzieli się go na część północną – Ziemię Grahama i południową – Ziemię Palmera.

W latach 20-tych ubiegłego wieku, w Rajskiej Zatoce powstały stacje wielorybnicze. W roku 1951 stacjonowała tam marynarka wojenna Argentyny, w pięć lat później utworzono stację meteorologiczną, która zamknięto w 1960 roku. Argentyński Instytut Antarktyczny wybudował, w latach 1964-65, najlepiej wyposażone laboratorium biologiczne na Półwyspie Antarktycznym – budynek mieszkalny (292 m kwadratowe), dwa 30 000 litrowe zbiorniki paliwa i budynek naukowy – trzy laboratoria, pracownia foto, biuro i biblioteka oraz stacja radiowa.

W kwietniu1984 roku na stacji wybuchł pożar trawiąc niemal większość budynków. Personel ewakuowano amerykańskim okrętem i dowieziono do stacji USA – Palmer. Kroniki wstydliwie milczą o przyczynach pożaru. Opowiedzieli nam o tym członkowie zespołu naukowego „Ushuai”. Stację podpalił zdesperowany naukowiec argentyński, nie spodziewając się, że pożar się szybko rozprzestrzeni. Uczynił tak, bo po raz trzeci z kolei odmówiono mu powrotu do kraju. Stację odbudowano w latach 1995/96 i rozbudowano o nowe pomieszczenia w 1999 i 2000 roku. W zasadzie jej działalność zamarła do roku 2007, odkąd zaczęła działać regularnie, lecz tylko w okresie letnim. Gdy przybyliśmy, trwały przygotowania do ewakuacji, która miała zakończyć się w maju. Na stacji pracuje około 15 naukowców i do dzisiaj Argentyński Instytut opublikował przeszło sto prac, powstałych po badaniach w Almirante Brown.

Ciekawa jest historia stacji chilijskiej, wiążąca się z brytyjską operacją wojskową w Antarktydzie – Operacja Tabarin – przeciwko niemieckiej Kriegsmarine. Zainteresowanych odsyłam do: http://en.wikipedia.org/wiki/Operation_Tabarin. Przy okazji zachęcam także do odwiedzenia strony o Antarktydzie, gdzie można znaleźć wiele interesujących szczegółów: http://pl.wikipedia.org/wiki/Antarktyda

Owa operacja i obecność w Antarktyce Brytyjczyków, popchnęła do działania rząd chilijski i to na najwyższym szczeblu, bowiem prezydent Chile, Gabriel Gonzalez Videla, złożył wizytę na siódmym kontynencie, będąc pierwszą głową państwa wizytującą Antarktydę. W latach 1947 – 48 miała miejsce pierwsza, chilijska wyprawa antarktyczna. W 1950 roku powstała baza, którą zainaugurował prezydent Videla. Potem przy bazie wybudowano schronisko jego imienia, obecnie zaliczane do miejsc historycznych na kontynencie. Każde takie miejsce zgłaszane jest przez poszczególne kraje, mające swoje terytorium na Antarktydzie lub stację badawczą i nosi kolejny numer (np. schronisko Videli HSM 30)

Dotarliśmy naprzeciw wyspy Anvers otulonej gęstym woalem chmur warstwowych (stratus),

8

9

10

11

spowodowanych wiatrem katabatycznym (wiatr gwałtownie spadający wzdłuż pochyłości lodowca lub gór, np. halny).

800px-katabatic-wind_pl-svg

Z Internetu

Ponad nimi, na niebieskim niebie, obszar wysoko rozmieszczonych chmur pierzastych (cirrus fibratus).

12

13

Woda i niebo przybrały niebiesko-stalowy kolor, przez co góry lodowe ostro bielały w słońcu.

15

Wpłynęliśmy w głąb zatoki przygotowując się do następnego lądowania.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pod skałą, na przedpolu wielkiego wzniesienia widać było argentyńską stację.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przy pięknej pogodzie zdarza się, iż ocean ma powierzchnię stawu, z odbijającymi się w nim górami, lodowcami i górami lodowymi. Dziś było inaczej, pogoda zmienna, kapryśna. Po wylądowaniu najpierw wspięliśmy się na wysokie, zaśnieżone wzgórze, obserwując wielką kolonię pingwinów białobrewych.

19

20

21

Młode pingwiny były w okresie zmiany upierzenia, bardzo tym osłabione.

22

23

Ostrzeżono nas abyśmy zachowywali się bardzo spokojnie, nie podchodzili zbyt blisko i ustępowali maszerującym pingwinom. Zawsze miały mieć pierwszeństwo. Pomiędzy nimi buszowały mewy,

24

przy brzegu siedziały kormorany niebieskookie. Jeden z nich przeleciał wprost nad naszymi głowami.

25

Wśród pingwinów natrafiliśmy na bardzo rzadki okaz albinosa.

26

Widziałem w oddali część innej, mniejszej zatoki Andvord

27

i leżącą w dole stację,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

29

do której następnie zeszliśmy,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

starając się nie przeszkadzać w pracach ewakuacyjnych. Po drodze napatoczył się samotny pingwin, który niepewnie przystanął na mój widok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pomny zasad również stanąłem i czekałem co będzie. Po chwili ruszył biegiem poprzez błotnisty kanał.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przy brzegu natrafiłem na małże i wodę gęstą od brązowawego szlamu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nieopodal samotny kormoran

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i para wydrzyków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pod górę, na której zboczu skały imitowały wielgachną rękę w rękawiczce, pięła się druga grupa pasażerów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczął się zimny, porywisty wiatr i zarządzono odwrót.

37

Podpłynęły zodiaki,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

z wody ostatnie zdjęcie argentyńskiej stacji z tkwiącymi na zboczu szwadronami pingwinów

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i miałem szczęście. Na moim zodiaku zadecydowano, aby popływać nieco dłużej, wśród lodowych gór.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widok na krawędź lodowca

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

z największym niebezpieczeństwem – głębokimi szczelinami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z pokładu dwa zdjęcia, w upływie zaledwie trzech minut!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zmarznięci, ale nasyceni widokami, przy gorących napojach, wysłuchaliśmy w salonie podsumowania dnia i propozycje na jutro, uczynione z wielkim wdziękiem przez naszą przewodniczkę, Valerię. Młoda i dowcipna niewiasta zdobyła sobie szybko sympatię ogółu. Seweryn już jej nie odstępował i szalał wokół niej z fotograficznym aparatem. Do samego końca podróży, czym ubawił sporą część pasażerów, głównie damską. I do dziś nie wiem, czy przemawiała przez nie zazdrość, czy tez ironiczny dystans do poczynań “maczomena”

Cały wieczór, aż do zmroku, spędziłem na pokładach wędrując po różnych poziomach. Płynęliśmy na południe, zmierzając do niezwykle wąskiego i nieco niebezpiecznego przejścia, zwanego Kanałem Lemaire. Zrobiło się tak zimno, że zdjęcia gór na półwyspie Kijów robiłem przez szybę salonu.

49

50

Po godzinie 20-tej pojawił się za nami, jak duch z innego świata, wycieczkowiec większy od naszego.

51

Postanowiłem wcześniej pójść spać, wyczerpany poprzednimi dwoma dniami walki z morską chorobą. Dobił mnie ostatecznie Seweryn, pytając po raz piąty, gdzie dokładnie leży biegun południowy i jak wygląda. Teraz tak…

52-biegun-poludniowy

Z Internetu