15 lutego, 2014 – Sarmiento – Comodoro Rivadavia – Caleta Olivia – Puerto Deseado

Przy śniadaniu poznaliśmy nowych gości estancji – para młodych Włochów, podróżujących w ciągu dwóch miesięcy przez Patagonię autobusami i okazją. Gdy dowiedzieli się, że już tu byłem, pytali o miejsca warte zobaczenia. Włocha nieco podłamała wiadomość, że będę podróżował przez pięć miesięcy.

Długo jechaliśmy przez krajobraz półpustynnych, kolorowych wzgórz.

1

2

Zatrzymaliśmy się z dwa razy, by zrobić zdjęcia rozległej pampy

3

4

naznaczonej półpustynnymi formami krajobrazu. Zadziwiające bochniaste wzgórza, jakby je ktoś wyszlifował.

5

Wyraźne warstwy dawnych epok odkładających się cierpliwie przez setki milionów lat.

6

W niektórych miejscach płaskie wzniesienia zwane mesa (po hiszpańsku – stół).

7

Teraz, w ciągu dnia, odkryliśmy czym były nocne światełka. Oznakowaniem bardzo licznych szybów naftowych, przypominających pola roponośne w Kalifornii.

8

Stały w płaskim terenie,

9

pod stokami

10

i na wzgórzach,

11

niekiedy w towarzystwie wiatraków, bowiem w tym regionie są liczne farmy wiatrowe.

12

Szyby są koło siebie lub całkowicie samotne. Większość z nich w kolorze czarno-ceglastym, inne w zielonym. Olbrzymie nochale rytmicznie dziobały ziemię, pompując ropę do stojących niedaleko zbiorników. I nagle mnie olśniło. Toż mój znaczek nie przedstawiał brzegu i wody, lecz rozległą pampę, zapewne okolice Sarmiento. W pewnym momencie zdążyłem przeczytać napis – Valle (dolina) Hermosa.

Jak uprzednio wspomniałem ropę odkryto przypadkowo w 1907 roku. W 1919 zatrudniono robotników do jej dobywania. Mieszkali w metalowych domkach, targanych porywistym wiatrem, dochodzącym do 100 km/godz, bez elektryczności i ogrzewania, nieraz w temperaturach poniżej zera. W 1922 roku, za czasów prezydentury Hipolito Yrigoyen’a, powstała YPF – Yacimientos Petroliferos Fiscales, pierwsza na świecie państwowa kompania naftowa; w 1935 zatwierdzono pierwsze prawo dotyczące ropy, które stanowiło, iż rząd federalny i prowincjonalne miały z niej dochody w wysokości 12%, co utrzymano do dnia dzisiejszego. W latach 50-tych, prezydent Frondizi, zezwolił na koncesje paru kompaniom zagranicznym, jednocześnie ustanawiając prawo, przyznające rządowi wyłączną własność wszystkich pól naftowych.

Pomiędzy latami 1977 – 1986 wydobyto 100 milionów m³ ropy, do roku 2001 zainstalowano 5300 odwiertów, spośród których opłacalną produkcję ma 3 tysiące. Zapasy osiągnęły 182 miliony m³ i w okolicach zatoki San Jorge wydobywa się 46 tysięcy m³ ropy dziennie (około pół miliona baryłek), co stanowi 46% całej produkcji ropy w Argentynie.

Główne złoża ropy i gazu są w tzw. łupkach, w prowincji Neuquen, czyli na północ od Sarmiento. Wydobycie ropy spada nieznacznie, a gazu w sposób znaczący, szczególnie w ostatnich dziesięciu latach, co nie jest dobrym prognostykiem przy panującym kryzysie finansowym. Współudział w wydobyciu ropy mają głównie przedsiębiorstwa hiszpańskie i amerykańskie. Otwarty konflikt trwa z Brytyjczykami, którzy chcą wydobywać ropę na Falklandach.

W tym miejscu trochę faktów o Argentynie. Drugie pod względem wielkości państwo w Ameryce Płd., podzielone na 23 prowincje z jednym miastem autonomicznym – tzw. Dystrykt Federalny, czyli Buenos Aires oraz Terytorium Narodowe – Ziemia Ognista. Prowincje dzielą się na departamenty. Większość ludności mieszka w środkowej i wschodniej części kraju (88% ludności w miastach); Gran Chaco i Patagonia są prawie bezludne. W prowincji Chubut mieszka 25 tysięcy osób pochodzenia walijskiego, głównie w Trelew i Trevelin. Wciąż używają walijskiego języka i tutaj zawzięcie buszował Chatwin, opisując ich historie rodzinne.

Minęliśmy olbrzymią ciężarówkę wiozącą wielką ilość owiec.

13

Kierowca zrobił sobie przerwę, koło kabiny plątał się spory pies. W wielkim upale, bo słońce prażyło od rana, tkwiły pokornie owce. Gdzie jechały? Na inne pastwisko? Na strzyżenie? Na rzeź?.. Miałem mieszane uczucia, tym bardziej, że tak lubię baraninę, a tu jeden patrzy mi wprost w oczy. I widać, że o czymś myśli, coś przeżywa.

14

Ostatnie pasmo wzgórz na drodze do oceanu.

15

Oznakowanie miasta Comodoro Rivadavia,

16

przedmieścia rozłożone na nadmorskich wzgórzach,

17

18

gdzie dociera już powiew oceanu. Od razu zrobiło się chłodniej. Z góry rozległy widok na wybrzeże Atlantyku.

19

Był odpływ i w zielonym szlamie kroczyły sobie flamingi.

20

Zjechaliśmy na dół,

21

na bulwar, wzdłuż którego stały monotonne bloki, jak wszędzie dziś na świecie.

22

Poszliśmy na krótki spacer i zrobiłem zdjęcie w kierunku skąd nadjechaliśmy.

23

Ponowny wjazd do wyższej części miasta i zapragnąłem zjeść w tej samej restauracji, Cayo Coco.

24

Przywitał mnie serdecznie kelner, który dwa dni temu próbował nam pomóc w skomunikowaniu się z estancją w Sarmiento.

Po zapłaceniu rachunku ostrzegł nas, abyśmy jechali bardzo ostrożnie, bo droga jest niebezpieczna, z poprzecznymi muldami i wyrytymi korytami w asfalcie, po kołach wielkich ciężarówek. Na takie odcinki plus niespodziewane dziury napatoczyliśmy się parokrotnie. Musiałem uważać, bo Seweryn jest nieustannie zagapiony i często bez koncentracji. Mieliśmy szczęście w pierwszą stronę do Sarmiento, gdy jechaliśmy nocą. W pewnym momencie przysnąłem, lecz obudziłem się w porę. Po ocknięciu, spostrzegłem ostrzeżenie zredukowania szybkości do 40 km/godz. i dopiero mój wrzask skłonił Seweryna do przyhamowania. Za chwilę wjechaliśmy na ogromne wyrwy. Oj, źle by się to dla nas skończyło. W najlepszym wypadku rolowanie w pole, uszkodzenie auta i potłuczenia ciała. Od tego momentu Seweryn stał się ostrożniejszy i zaczął wierzyć, że stawia się tu znaki nie bez powodu.

W restauracji odkryłem, iż pozostawiłem mysz do komputera w Sarmiento. Starość ciągle szykuje różne niespodzianki. Wolno przejechaliśmy przez miasto, gdzie zoczyłem dwa, jakże różne pomniki. Jeden symbolizujący bogactwo naturalne – ropę,

25

drugi słynnego generała, Jose San Martin, wyzwoliciela i bohatera narodowego Argentyny (zwanej wtedy Zjednoczonymi Prowincjami Rzeki La Platy) i Peru, a także oswobodziciela Chile, spod władzy Hiszpanów.

26-san-martin

Pojechaliśmy wzdłuż Atlantyku

27

po rzeczywiście fatalnej jezdni

28

i przekroczyliśmy granicę nowej prowincji – Santa Cruz. Po prawej wielka mesa,

29

po lewej wciąż Atlantyk.

30

W tej prowincji Hiszpanom nie udało się przez lata osiedlić, aż w końcu zrezygnowali. Myszkował tu miesiącami Karol Darwin. Na przełomie XIX/XX wieku powstały olbrzymie hodowle owiec. W latach 1919 – 20 miał miejsce jeden z najsłynniejszych, krwawo stłumionych strajków robotniczych w Argentynie. Tragiczny Tydzień roku 1919, gdy związki zawodowe ogłosiły strajk generalny, zakończył się zabiciem 700 osób i czterema tysiącami rannych. Represje kontynuowano w Patagonii, gdzie militarne oddziały Hectora Vareli, zabiły około 1500 ludzi.

O ironio, lata 1916 – 1930 były okresem rządów radykalnych, najpierw Hipolito Yrigoyen’a, następnie arystokraty Marcelo de Alvear’a. W tym czasie wyłoniło się całe spektrum polityczne Argentyny, zasilane przez emigrantów z Europy, m.in. uchodzących przed represjami komunistów, syndykalistów, anarchistów, którzy podobnie jak w Europie byli przekonani, iż Radykałowie i Socjaliści nie są ludźmi odpowiednimi dla przeprowadzenia reform społecznych. Narodził się także ruch skrajnie prawicowy, włącznie z ugrupowaniami faszystowskimi. Lewicowi ekstremiści, w 1928 roku próbowali dokonać zamachu na wizytującego Argentynę prezydenta USA – H. Hoovera, a także byli bliscy zgładzenia Yrigoyen’a. Jako ciekawostkę warto przytoczyć fakt, że w 1918 roku, studenci uniwersytetu w Cordobie, zainicjowali ruch reformatorski, który doprowadził do zmian w ówczesnym systemie oświaty. Przykład rozszedł się szybko po całej Ameryce Łacińskiej a sięgnięto po jego wzory ponownie w sławetnym Maju 1968, we Francji.

Po lewej mijamy auta zgrupowane przy plaży,

31

na której ludzie biwakują,

32

33

niektórzy taplają się w wodzie. Skały, zatoczki

34

i w wielu miejscach wysypisko śmieci wprost nad oceanem.

35

Co się z wami dzieje, Argentyńczycy? Po prawej, przy skarpie rzędy grobów,

36

37

gęstniejące w miarę zbliżania się do głównego węzła komunikacyjnego, miasta Caleta Olivia (przeszło 70 tysięcy ludzi).

38

Miasto założył w roku 1901 lejtnant marynarki Guttero, który był kapitanem statku transportującego kable, sprzęt i robotników dla konstrukcji linii telegrafu, na południe od Comodoro. Miasto nazwał imieniem swojej żony Olivii; słowo Caleta oznacza małą zatokę.

W tym mieście, w panującym gorącu zaparkowaliśmy i weszliśmy do najbliższej kawiarni na lody. Na ścianie wielki plakat na 200-lecie Argentyny.

39

Siadamy, a tu akurat w TV skacze po drugie złoto Stoch. W drzwiach kawiarni stoi grzecznie sympatyczne psisko i wyraźnie na coś czeka – na wodę, może i lody? 

40

W Olivia, na głównym placu, stoi potężny socrealistyczny pomnik górnika-wiertnika zwany „El Gorosito”.

41

Przemysł petrochemiczny jest najważniejszy, poza rybołówstwem i hodowlą owiec. Na stacji benzynowej, niedaleko pomnika, zobaczyłem coś nieprawdopodobnego. Podjechał na zatankowanie samochód bez maski, wszystkie bebechy na wierzchu. W środku młody facet z kobietą i dwojgiem dzieci. Nie wypadało się roześmiać, ani sensacji robić, tym bardziej głupio było sięgnąć po aparat. Wskazałem tylko palcem i spytałem co się stało. A on „Nic, mam naturalne chłodzenie”.

Za Olivią droga się poprawiła,

42

po parędziesięciu kilometrach skończyły się wzniesienia

43

i wjechaliśmy znów na płaską pampę.

44

W fabularnym filmie o życiu Domenico Modugno (jego żonę gra śliczna i utalentowana polska aktorka – Katarzyna Smutniak), jest następująca scena. Domenico dzwoni do niej z Kanady, gdzie miał serię koncertów, m.in. w prowincjach preriowych i mówi: „ Co za kraj! Przejechaliśmy 30 kilometrów i wyobraź sobie, żadnego zakrętu!”. To samo tutaj. Pomiędzy Olivią a Puerto Deseado wielkie, płaskie pustkowia, szosa prosto jak strzelił przez dziesiątki kilometrów. Obok nieczynna linia kolejowa, która ma być ponoć przywrócona w roku 2016 i pociąg dojedzie do starego dworca w Deseado.

45-deseado-station

Z Internetu

Płoty, płoty, płoty. Kłębki niskich traw o płowych, słomianych kolorach, przetykane czernią niskopiennych krzewów, ledwo odstających od ziemi i rozczochranych wiatrem.

46

Czasem w dali, na łące, rozsypane stado owiec. Szare paciorki w spłowiałej przestrzeni. Lub całkiem blisko szosy i znów się gapią.

47

48

Pierwszy zakręt na dojeździe do miasteczka Tellier, z posterunkiem policji dla kontroli każdego pojazdu. Dokładnie sprawdzają dokumenty auta i paszport Seweryna, pytają dokąd jedziemy i sumiennie zapisują. Po kontroli policjant życzy nam miłych wakacji. Później okazało się, że w wielu miasteczkach i miastach nadmorskich, są bazy argentyńskiej marynarki wojennej i lotniczych szwadronów morskich i stąd owe kontrole.

Znów droga bez zakrętów, odjazd w lewo, w asfaltową wciąż 281 i następna kontrola policyjna przed Puerto Deseado. Policjant tylko machnął ręką, aby jechać dalej. Krętą drogą podjeżdżamy w górę,

49

mijamy parę dziewczyn na rowerach, zjazd w dół i ukazuje się tablica rezerwatu z wymalowanym rekinem

50

oraz port z przytulonymi statkami rybackimi.

51

Za portem skręt do miasta, szybkie odnalezienie noclegu, lecz nikogo nie ma. Dzwonimy z komórki, z którą Seweryn walczył od dwóch tygodni, by prawidłowo działała i nagle ożyła. Odbiera kobieta i prosi, abyśmy zaczekali. Podjeżdża za chwilę samochód, wyskakuje miła pani w średnim wieku, pocałunek dubeltowy, wyściskanie się z jej młodym synem i każe nam za sobą jechać, bo ”przyszykowałam wam coś specjalnego, lepsze miejsce, w tej samej cenie”.

I rzeczywiście – piękny domek na wzgórzu, na porowatych skałach,

52

z widokiem na rzekę uchodząca do odległego oceanu.

53

Obok cały rząd podobnych domów – osiedle z drewna, betonu i kamienia.

54

Nowocześnie wyposażone, mamy wszelkie wygody. W środku podłoga jaką uwielbiam – z wielkich, kamiennych płyt. Nasza gospodyni okazuje się być profesorem biologii na uniwersytecie w Caleta Olivia. Przedstawia nam swego męża i drugiego syna, a także czekoladowego labradora. Potem spotykam w Patagonii wiele takich przypadków – wykładowcy uniwersyteccy dorabiają na turystyce. Niektórzy rzucili pracę na uczelni lub poszli na wcześniejszą emeryturę, niekiedy uciekając z tutejszego molocha – Buenos Aires – na spokojną prowincję.

Nazwę Puerto Deseado, która oznacza Port Pragnień, nadał angielski kaper Thomas Cavendish, który przypłynął tu w roku 1586, na statku o tej samej nazwie – Desire. Nie zdawał on sobie sprawy z tego, że właściwym odkrywcą 32 kilometrowej przystani był, w roku 1520, Magellan i po nim zawinął także Pedro de Gamboa. Cavendish pojawił się ponownie w roku 1592 i następnie został zagnany sztormem do nieznanych wysp, najprawdopodobniej Falklandów. Do dzisiaj jedna część przystani u ujścia rzeki Deseado nazywa się przylądkiem Cavendisha. W 1670 roku John Narborough chciał objąć to terytorium dla korony brytyjskiej. W przeszło sto lat później, kapitan John Bayron (dziadek słynnego lorda Byrona) próbował zająć Falklandy i po ataku Hiszpanów, jeden z okrętów angielskich – „Swift” powrócił do Port Desire, gdzie rozbił się o skały i zatonął.

W 1780 roku, Antonio de Viedma założył w pobliżu przystani Nową Kolonię, która w miarę szybko podupadła. W dziesięć lat później królewska kompania morska, hiszpańskiego króla Karola IV, postawiła tu fort służący jako baza wielorybnicza do roku 1806. Najsłynniejsze była wizyta statku „Beagle” w grudniu 1833 roku, pod dowództwem kapitana Fitz Roy’a, w której uczestniczył młody naturalista Karol Darwin.

Obecnie w Deseado mieszka około 15 tysięcy osób i miasto ma ważny port rybacki,

55

Mapka z Internetu

wspomnianą stację kolejową, dwa lokalne lotniska i dwa muzea. Większe z nich zawiera kolekcję indiańskich artefaktów i pamiątki z wraku „Swifta”, którego odkryła grupa zapaleńców w roku 1982. Muzeum, utworzone w rok później, nosi imię Mario Brozoski’ego, jednego z młodych odkrywców wraku, który zginął tragicznie. Wielką atrakcją jest wspaniała sceneria wybrzeża z pobliskimi koloniami morskich stworzeń i rezerwatem.

Zaraz udajemy się na zakupy na kolacje i nabywam nową mysz. Wracamy z trudnościami, błąkając się w siatce źle oznakowanych i przeważnie jednokierunkowych ulic. W końcu docieramy i wreszcie oglądamy złoty bieg Justyny oraz jeszcze raz skoki Stocha, przy butelce wybornego wina. Małysz utorował drogę dla całej plejady młodych i zdolnych polskich skoczków.

Internet działa bez zarzutu, lecz jestem tak zmęczony, iż tylko przeglądam korespondencję. A tam miła niespodzianka. Napisała Annelies, iż znalazła mysz i pyta na jaki adres ją wysłać. Podałem adres w Ushuaia, gdzie będziemy do 22 lutego i potem 5 marca, po powrocie z Antarktydy. Rozmarzam się obserwując zachód słońca nad rzeką.

56

57

I z tym obrazem pod powiekami zasypiam.