13 lutego, 2014 – Trelew – Comadoro Rivadavia

1. Rano skromne, hotelowe śniadanie i w drogę do pingwinów. Jednakże wyjechać z miasta w Argentynie nie jest łatwo (podobnie jak w wielu miejscach Ameryki Płd.) i kręciliśmy się bezradnie – żadnych lub nader skąpe drogowskazy, ulice z naprzemiennym kierunkiem, informacje miejscowej ludności czasem sprzeczne i głównie po hiszpańsku. Musiałem sobie szybko przypomnieć zwroty związane z autem i jego prowadzeniem. Wreszcie wybrnęliśmy…

1

Sytuacja ciągłych zmian temperatury i miejsc pobytu, a teraz planowania drogi autem przez pampę, postawiła mnie do góry nogami i fatalnie skrewiłem. Pokręciłem kolejność i znów nadrobiliśmy drogi mając jeszcze przed sobą przeszło 500 km do Sarmiento. Zapomniałem, że przylądek Tombo jest po drodze do naszego celu i niepotrzebnie zarządziłem, abyśmy znów do miasta wrócili. Z tego powodu nie tylko nadrobiliśmy drogi, ale straciliśmy wizytę w lokalnym muzeum, od czego trzeba było dzień zacząć. Ale o tym później…

Najpierw skierowano nas boczną drogą typu ripio

2

i wlekliśmy się 60 km/godz., podglądani przez owoce,

3

aż wreszcie pognaliśmy znaną nam z wczoraj drogą i Seweryn upodobnił się do argentyńskich kierowców, wyciskając 120 do 140 km/godz. Potem znów dość długi odcinek ripiogdzie maksimum jechaliśmy 60, zwalniając do 40 km/godz. Miejscami otaczał nas ocean poskręcanych, ciernistych krzewów ciągnących się aż po horyzont.

4

Zaraz przy wjeździe na patagońską drogę nr 3 (Ruta 3 biegnie od Buenos Aires do Ushuaia) ukazał nam się gaucho zmierzający do swojej estancji.

5

Czując asfalt pod kołami znów przyspieszyliśmy.

6

Za kolejnym zakrętem wyłonił się Atlantyk,

7

potem wzgórza imitujące kurhany.

8

Drogowskaz do przylądka Tombo, skierował nas na nieprawdopodobnie pylasto-żwirową drogę (około 60 km jazdy),

9

gdzie każde auto przed nami, lub z naprzeciwka, stawiało coś na kształt dymnej zasłony.

10

Po chwili ukazał się znak rezerwatu,

11

zaparkowaliśmy i poszliśmy do ośrodka przy kolonii pingwinów Magellana, gdzie jest małe muzeum, restauracja i mieszkania strażników parku.

 

2. Tombo   Uiściliśmy opłatę i poinformowano nas, że pingwiny mają zawsze pierwszeństwo. Należy je przepuszczać przed sobą, gdy się nasze drogi skrzyżują. Generalnie zaleca się zachowanie ciszy i spokoju, nie wolno karmić ptaków, głaskać i okazywać im wszelkich innych rodzajów ludzkiej czułości.

Było tu więcej soczystej zieleni pomieszanej z zaroślami półsuchych krzaków i dziwnych kłębków roślinności płożącej się nisko przy ziemi.

1

Na parkingu stały autobusy wycieczkowe, za nimi w głębi intensywnie niebieszczył się Atlantyk.

2

Na tablicy informacja, że w okolicy jest szereg stanowisk archeologicznych, tyczących znalezisk po myśliwych -zbieraczach sprzed sześciu tysięcy lat. Na pobliskich urwiskach widniało wiele otworów nor

3

i nie mogliśmy się domyśleć jakich to zwierząt. Wszytko wyjaśniło się potem w trakcie naszej wędrówki przez rezerwat.

W muzeum szereg eksponatów było oczywiście głównie związanych z pingwinami. Kolonia pingwinów Magellana, licząca tu półtora miliona osobników (największa tego typu w Ameryce Południowej), zaludnia się u schyłku września, przybywając z południowej Brazylii i Urugwaju. Ptaki wędrują przeszło 100 kilometrowym odcinkiem wybrzeża by zająć gniazda wykopane w ziemi, często w pobliżu krzaków; cały rezerwat, założony w roku 1979, obejmuje palczasty i wąski półwysep o długości trzech kilometrów i szerokości 600 metrów (w sumie 2.1 km²). Półwysep pokrywa piasek, glina i żwir, czasem ze skalnymi wychodniami nad samą wodą. Pingwiny przebywają tu do kwietnia, wysiadując jaja, opiekując się młodymi i przygotowując je do ponownej wędrówki na północ.

Teren jest starannie przygotowany dla zwiedzających. Odcinkami są drewniane pomosty, lecz głównie ścieżki z granicami wyznaczonymi kamieniami lub rozpiętym drutem, które wiją się przez spory obszar, dochodząc do brzegu Atlantyku. Dzięki temu człowiek porusza się wśród pingwinów i może z bliska obserwować ich życie – gniazda, karmienie, iskanie, chronienie pisklaków, wyprawy do morza po jedzenie i zażywanie kąpieli, a także napotyka się tu wiele innych ptaków (mewy, kormorany, nandu) i zwierząt (gryzonie, zające, pancerniki i guanako). Na drodze postawiono wiele tablic poglądowych z informacjami w językach hiszpańskim i angielskim.

W jednej z sal ekspozycji mogłem zobaczyć wypreparowany szkielet pingwina,

4

zbiór starych książek i wszelakich materiałów pisemnych na ich temat

5

oraz różnorodne mapy pokazujące gdzie przeważnie występują.

6

Ponadto pokazano całe spektrum okolicy – to co pływa,

7

8

lub lata nad przybrzeżnym lądem, między innymi południowa petrela olbrzymia.

9

Po zwiedzaniu zjedliśmy lunch i wypiliśmy dobre, zimne piwo, które było jak najbardziej wskazane ze względu na wzrastający upał. Następnie pomaszerowaliśmy na szlak wpierw odczekując, ze względu na pył, aż oddali się busik wycieczkowy z Trelew.

10

Droga biegła koło karłowatych drzew

11

i kolczastych krzaków, gdzie co pewien czas pokazywały się różne ptaki.

12

13

Wreszcie zoczyłem pod krzakiem pierwszego pingwina.

14

Za chwilę pojawiło się ich o wiele więcej. Maszerowały w małych parowach,

15

czasem po pomoście,

16

gdzie szukały cienia pod balustradą, bo upał był coraz większy.

17

Niedaleko iskających się rodziców,

18

natrafiłem na puchatego pisklaka.

19

Pomost był upstrzony pingwinimi odchodami i miejscami unosił się nieprzyjemny fetor. Jeden z dużych osobników zaskrzeczał, a potem – ku memu zdumieniu – zatrąbił.

20

Gdy wszedłem na mały wzgórek zobaczyłem zabudowania rezerwatu,

21

a daleko nad Atlantykiem stojące guanako.

22

Za chwilę spostrzegłem jakieś zwierzę przyczajone pod krzakiem.

23

Była to mała mara patagońska, wielki gryzoń przypominający zająca, żyjący od Plejstocenu tylko w tej części Argentyny, roślinożerny i nader płochliwy. Nic dziwnego, że go nie zobaczyłem na otwartej przestrzeni, jeno trwożliwie skulonego pod krzakiem. Mara jest pod ochroną bowiem stanowi gatunek zagrożony.

23a

Z Internetu

Spod innego krzaka wybiegł nagle malutki gryzoń, zwany cuis (z rodziny kawiowatych, czyli jak np. świnka morska), przebiegł kawałek

24

i wspiął się przednimi łapkami na krzak, z którego z apetytem pałaszował małe owoce, przypominające leśne jagody.

25

Cuis jest rozpowszechniony w wielu miejscach Argentyny, roślinożerny i rozmnaża się raz do dwóch razy do roku. Przestraszony, lub złapany, wydaje skrzekliwy, wysoki odgłos brzmiący jak cui-cui, skąd wzięła się jego nazwa. To one i pancerniki mają nory w stokach i pod krzakami.

Lecz wszędzie naokoło królowały przede wszystkim pingwiny. Spacerowały, leżały lub stały w norach wyrytych pod kępami krzaków.

26

Skrzeczały i co pewien czas zadzierając łebek głośno trąbiły. Można było oglądać komiczne pościgi młodych za matką, domagających się karmienia.

27

Niekiedy matka potraktuje natręta delikatnie dziobem, szturchnie go i napomni, aby zaczekał.

28

Dorosłe samce mają często bardzo poważne miny,

29

jeden ogromnie mnie rozbawił stając pod tablicą z napisem „Uczeni przy pracy”.

30

Jakaś para miała gniazdo blisko niesamowicie poskręcanego i płożącego się drzewka, najprawdopodobniej w miarę wzrostu kształtowanego atlantyckimi wiatrami.

31

Czasem obok siebie stały dwie rodziny z młodymi.

32

Pary często się wzajemnie iskały,

33

a kiedy wylądowała blisko gniazd spora mewa, pingwiny natychmiast stworzyły krąg obronny.

34

Inne ptaki ich nie niepokoiły,

35

choć później na wybrzeżu zauważyłem małego jastrzębia, który z pewnością zagraża pisklakom. Na każdym wzgórku jest inne osiedle pingwinów.

36

Doszliśmy drewnianym pomostem nad brzeg oceanu. Seweryn z zapałem fotografował,

37

ja poszedłem na długi pomost prowadzący na punkt widokowy, na skałach nad oceanem. Pod pomostem tłoczyła się wielka ilość pingwinów chroniąc się przed słońcem.

38

Zacząłem żałować, iż nie wziąłem swego australijskiego kapelusza, bo niemożebnie przypiekało. Z punktu widokowego był świetny podgląd na plaże pingwinów,

39

które tłoczyły się tam w wielkich ilościach.

40

41

Sporo z nich pluskało się w wodzie,

42

inne z zapałem pływały krytą żabką,

43

a nawet kraulem.

44

Pewne zaniepokojenie wzbudził wspomniany jastrząb,

45

lecz spokojnie przysiadł na szczycie krzaka.

46

Pingwiny powróciły z niezmąconym spokojem do baraszkowania w wodzie,

47

na której pojawił się dorodny kormoran.

48

Na skałach ułożyła się para mew.

49

Po przeciwnej stronie oceanu, na wzgórzach jest wielkie pingwinie miasto.

50

51

52

Zawróciliśmy z plaży

53

i wtedy Seweryn uwiecznił moje spotkanie z pewnym osobnikiem na pomoście.

54

Jakie ma pan buty?

55

Nie wstyd panu pytać o takie rzeczy? 

56

Ma pan rację. Zawstydziłem się… 

Paręnaście metrów dalej kolejne spotkanie, tym razem z pisklakiem.

57

Doszedł inny i oba przyglądały mi się z wielkim zaciekawieniem.

58

Potem o pamiątkowe zdjęcie z pingwinami poprosił Seweryn.

59

Przekomiczny był samotny osobnik dziarsko wracający z kąpieli w oceanie.

60

Wydawało się, że za chwilę zacznie śpiewać.

Będąc zajęty uwiecznianiem kolejnych pingwinich czułości,

61

kątem oka zauważyłem z prawej jakiś ruch. Na drogę szybko wyszedł, ku memu zachwytowi, pancernik.

62

63

Wreszcie zobaczyłem na żywo, w jego naturalnym otoczeniu, armadillo. Wlazł do pingwiniej nory,

64

bardziej się zagłębił zadzierając tułów

65

i wycofał nieco zawiedziony.

66

Pancerniki żywią się między innymi padliną padłych pingwinów, spełniając pożyteczną rolę czyścicieli. Jeszcze ostatnia tablica poglądowa,

67

kolejny cuis o czerwonych oczach,

68

szczudłowaty ptak na pomoście

69

i koło budynku biura rezerwatu obejrzałem się za siebie, widząc daleko na wzgórzu samotne guanako.

70

Przed dojściem do parkingu wyniosłe wiechcie gęstej trawy, rosnącej w charakterystycznych kępach.

71

Odjazd tą samą drogą nad oceanem

72

i znów przed nami woale kurzu podnoszone przez opony innych samochodów.

73

3. Poprzez rozgrzaną pampę

1

wróciliśmy do miasta,

2

Z Internetu

lecz za późno dojechaliśmy do słynnego muzeum paleontologicznego,

3

na piętnaście minut przed jego zamknięciem. Trafiliśmy na argentyńską biurokratkę, nieustępliwą, tym bardziej, że wzięła nas za Amerykanów, a tych się tutaj generalnie nie lubi. Za ich ignorancję i arogancję. Biorą się one głównie z powodu kulawego wykształcenia i wiem co mówię, bo podobnie jest w Kanadzie, gdzie od lat uczę w liceum. Biednym nastolatkom wszystko się miesza w głowach lub swobodnie przecieka w niebyt. Biurokratka żądała zapłacenia pełnego biletu, Seweryn się wściekł i jej nawymyślał. Zdecydowaliśmy, iż tylko ja pójdę i porobię zdjęcia.

4

Patagonia, obok okolic pustyni Gobi (Chiny, Mongolia) i Alberty(Kanada) jest najbardziej znanym na świecie cmentarzyskiem dinozaurów. Znaleziono tu największego Tyranozaurusa Rex zwanego Argentinosaurus Rex. Przez szklaną ścianę było widać pracownię paleontologów.

5

Potem przechodziłem przez kolejne sale oglądając wielkie szkielety,

6

7

8

tablice porównawcze, gdzie można było stanąć obok gigantycznych nóg jakiegoś dinozaura.

9

Obok małych osobników

10

stały prawdziwe olbrzymy,

11

których wielkie głowy,

14

z potwornymi zębiskami,

13

nadawały się wprost do kolejnej części „Parku Jurajskiego”.

12

Niektóre szkielety były podwieszone pod sufitem, głównie stworzeń morskich

15

i ptaków.

16

Jeden osobnik zalegał w piaskach,

17

które w innej gablocie zachowały ślady łap sprzed setek milionów lat.

18

Świetne okazy skamieniałych ryb

19

20

i gigantyczna skorupa amonita dopełniały bardzo interesującą ekspozycję.

21

W jednej z gablot przedstawiono również pierwszych ludzi zasiedlających te tereny.

22

Po powrocie do hotelu pakowanie i już wtedy odczuliśmy skutki przebywania na ostrym słońcu. Największym błędem był brak nakrycia głowy. Ochrona przed ultrafioletem jest niezbędna, tak samo jak przeciwsłoneczne okulary i czapka z dookolnym rondem. Jeszcze gorzej było następnego dnia i dopiero ulgę przyniósł nam nieoceniony, gęsty płyn z aloesu.

Zrobiliśmy sobie przeszło godzinną sjestę, podczas której obaj natychmiast zasnęliśmy. Po obudzeniu zapakowaliśmy bagaże do auta i poszliśmy coś przekąsić, robiąc przy okazji mały spacer po mieście. Na głównej ulicy Sprawiedliwość na pomniku, bardziej a la Atena niż Temida, przypominała o masakrze z 1972 roku.

23

Wyruszyliśmy do Sarmiento bardzo późno.

24

Po trzech godzinach zaczęło zachodzić słońce.

25

26

27

Jechaliśmy w gęstniejącej szarości, po nieco pustawych szosach.

28

Potem zapadły ciemności i niczego nie było widać po bokach. Tylko co pewien czas mrugały, na różnej wysokości, czerwone lub niebieskawe światełka, które braliśmy za oznakowania jakiś urządzeń telekomunikacyjnych lub wojskowych. Dopiero za dwa dni okazało się z czym mieliśmy do czynienia. Po 23-ciej wjechaliśmy do miasta Comodoro Rivadavia, wprost na główną ulicę.

29

W Patagonii na pampie należy mieć włączone światła pozycyjne przez całą dobę. W ciągu dnia szosa nagrzewa się tworząc miraże. Wzgórza zdają się unosić w powietrzu, czyli jest fatamorgana. Wiele odcinków jest całkowicie płaskich i monotonnych, usypiających kierowcę. Widok świateł z naprzeciwka wzmaga czujność i zapewnia bezpieczeństwo. Nadto w Patagonii panuje obyczaj pozdrawiania się migającymi światłami, także przy mijaniu. Nieraz ciężarówki dawały nam znak, że możemy je bezpiecznie wyprzedzać. Gdy ktoś stoi, inni podjeżdżają patrząc czy kierowca nie potrzebuje pomocy. Ot, miła i poczciwa ludzka solidarność w gigantycznej przestrzeni pampy. Rozległość zbliża, ludzie instynktownie garną się do siebie.